Lubię patrzeć w nocne niebo

Artykuł/Nauka 23.10.2014
Lubię patrzeć w nocne niebo

Lubię Galaktykę Andromedy. Gdy patrzę prosto na nią, to jej nie widzę. Muszę skierować wzrok nieco w bok, by zobaczyć biały, ledwo widoczny kształt na niebie, plamkę, która przypomina mi, że czasem to co chcemy dostrzec jest niewidoczne, choć mamy to tuż przed oczami. Kosmos to największe źródło romantyzmu, jakie znam.

Nikt w czasach szkolnych nie zaraził mnie pasją do tak zwanych nauk ścisłych. Chemia, biologia, fizyka – wszystko to było zawsze „po łebkach”, z nauczycielami, którzy nawet jeśli kiedyś mieli pasję, to zginęła gdzieś w machinie systemu edukacji, skonfrontowana z rzeczywistością.

Matematyka miała trochę uroku, choć najprostsze mnożenie sprawiało mi zawsze problem. Jednak przewidywalność i logika matematyki dawała jakiś spokój. Mimo wszystko zrażona do nauk ścisłych, których nikt nigdy mi dobrze nie wytłumaczył w szkole byłam tzw. humanistką, w rozumieniu spłyconym, nowoczesnym – osobą, która wolała język polski czy historię, gdzie świat miał więcej pozornych znaczeń i interpretacji. Gdzie czasem można było dopisać je samemu.

Bardzo tego żałuję. Żałuję, że nie odkryłam amatorskiego zainteresowania tym, co dzieje się wokół mnie wcześniej, bo przez te lata straciłam mnóstwo.

Nie rozumiałam nawet naszego Maćka Gajewskiego, który od dawna pisze z pasją o kosmosie. Dlaczego?

Już wiem, że pytania które zaszczepiły mi nauki humanistyczne – język polski, filozofia, historia sztuki – pytania o piękno, istnienie, jego cel, o to jakie jest nasze miejsce na świecie, skąd pochodzimy i co z tego wynika, często nie mają odpowiedzi. Wiem też, że nie jest to przerażające – tam, gdzie nauka dała nam odpowiedzi, przerastają one najśmielsze oczekiwania.

Wspomniana Galaktyka Andromedy jest najbliższą Ziemi znaną nam galaktyką spiralną – podobną do naszej. Bliżej mamy galaktyki nieregularne, jak Mniejszy i Większy Obłok Magellana czy galaktyki karłowate, ale to z Galaktyką Andromedy (M31) łączy nas najwięcej. Ma podobny układ – z czarną dziurą pośrodku (chociaż zdjęcia z Teleskopu Hubble’a pokazują, że M31 ma dwa jądra), wokół której orbitują setki miliardów obiektów.

Galaktyka Andromedy to ta biała plamka u góry w centrum, nieco po lewej:
Nighttime Sky View of Future Galaxy Merger: Present Day
Source: Hubblesite.org

W Drodze Mlecznej jest około 200-400 miliardów gwiazd, w sąsiedniej galaktyce trylion. Z tym, że dzięki tajemicznej ciemnej materii Droga Mleczna ma prawdopodobnie masę niemal dwukrotnie większą niż Galaktyka Andromedy. Ta jest ponad dwukrotnie dłuższa niż Droga Mleczna – 220 tysięcy lat świetlnych wobec 100 tysięcy lat świetnych, poza tym jest „grubsza” – 70-80 tysięcy lat świetlnych wobec tysiąca Drogi Mlecznej. Ciężko to pojąć – rok świetlny to odległość, którą światło pokonuje w próżni właśnie w rok, czyli w przybliżeniu 9,5 biliona kilometrów. Jeden rok świetlny. Galaktyka Andromedy znajduje się ponad 2 miliony takich lat od nas.

I mimo że znany nam wszechświat się rozszerza, a obiekty w nim oddalają się od siebie coraz szybciej tak, że być może za dziesiątki miliardów lat nie będziemy w stanie zobaczyć na niebie nic poza obiektami z naszej własnej galaktyki, to Galaktyka Andromedy i Droga Mleczna za kilka miliardów lat zderzą się i połączą. Tak jak wcześniej M31 zderzała się z innymi galaktykami, tak teraz zmierza w naszym kierunku z prędkością ponad 100 kilometrów na sekundę.

Wizualizacja nieba widzianego z Ziemi w momencie, gdy Galaktyka Andromedy będzie tuż obok Drogi Mlecznej:
Crash of the Titans: Andromeda Galaxy and the Milky Way Collision
Source: Hubblesite.org
Nighttime Sky View of Future Galaxy Merger: 3.75 Billion Years
Source: Hubblesite.org

Te ogromne systemy orbitujących wokół siebie setek miliardów obiektów, gwiazd, planet i księżyców, zetkną się i zatańczą taniec niewidoczny dla postronnych, ale pełen gracji, kosmicznego chaosu, wybuchów i zniszczeń. Być może będzie wyglądać to tak:

Dla zobrazowania odległości – podróż wgłąb wszechświata z Ziemi:

Nas już wtedy nie będzie. Jeśli Ziemia dotrwa, to prawdopodobnie zniknie w tym kosmicznym tańcu. I tak w ogromnej galaktyce nasza planeta nie znaczy nic.

Tak jak my – ludzie – jesteśmy mniejsi niż pyłek kurzu. Wszechświat trwa od ponad 14 miliardów lat, nie wiemy nawet jaki ma kształt. Nie wiemy o nim niemal nic. Nie wiemy, czym jest ciemna materia i ciemna energia, a te odpowiadają za 95% masy wszechświata. Tylko niecałe 5% to znana nam, zwykła materia.

Można więc powiedzieć, że nie wiemy czym jest większość wszechświata, dla wszechświata nie znaczymy nic, a mimo to jesteśmy wyjątkowi.

Nie dlatego, że stworzyła nas jakaś potężna, nadnaturalna inteligencja. Nie dlatego, że ktoś zaplanował naszą egzystencję.

Jesteśmy wyjątkowi dlatego, że jesteśmy jedynym znanym nam życiem, dziełem kosmicznego przypadku, które jest świadome swojego nic nie znaczącego miejsca we wszechświecie. Jesteśmy wyjątkowi, bo jesteśmy świadomi wszechświata, zaczęliśmy go badać i żyjemy w momencie, w którym jest to jeszcze możliwe. Stworzyliśmy naukę, potrafimy dokonywać postępów, kierować nimi, badać a jednocześnie dostrzec piękno ogromu tego, co nas otacza.

Wiemy, że jesteśmy połączeni ze wszystkim. Wiemy, że „gwiazdy umarły, byśmy mogli powstać my” – że w ciele mamy cząsteczki, które kiedyś były być może gwiazdami, a teraz tworzą nas. Wiemy, że skład chemiczny życia na Ziemi nie różni się prawie wcale od składu chemicznego wszechświata, że atomy, które są w nas być może przemierzały kiedyś przestrzeń kosmiczną, a dziś oddychamy nimi i dzielimy się między sobą. Że być może oddychamy właśnie tymi samymi atomami, którymi oddychał kiedyś Aleksander Wielki.

Zderzenie galaktyk NGC 4038/4039:
The Antennae Galaxies/NGC 4038-4039
Source: Hubblesite.org

Wiemy, że wrażenie dotyku tak jak je rozumiemy jest ułudą, że jest niemożliwe, by atomy zetknęły się krańcami, więc gdy dotykasz ukochanej osoby to nie robisz tego tak, jak myśli twoja świadomość. Stephen Hawking nie jest pewien horyzontu wydarzeń wokół czarnych dziur, ale jeśli on istnieje, to wiemy, że możliwe jest zagięcie czasoprzestrzeni tak, że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość widzialna jest w jednym momencie, miesza się ze sobą i zaburza ciągłość.

Wiemy, że nasze mózgi nie zostały stworzone po to, by pojmować ogrom wszechświata, że większości z nas ciężko jest zobrazować sobie przestrzenie liczone w miliardach lat świetnych, czas w miliardach lat. Jesteśmy na to za mali, a jednak dążymy w tym kierunku. Mamy ciekawość świata, mamy zdolności naukowe i potrafimy myśleć abstrakcyjnie. Potrafimy stworzyć instrumenty dostrzegające więcej niż potrafią zobaczyć nasze oczy i docenić piękno zderzających się gwiazd czy supernowych.

Jednocześnie mamy świadomość, że nie jesteśmy aż tak wyjątkowi.

Że gdzieś w bezkresie wszechświata być może jest inne życie, być może nawet świadome. Wobec trylionów gwiazd byłoby to wręcz dziwne, gdyby życie powstało tylko na Ziemi. Badając kosmos szukamy odpowiedzi, jak dokładnie powstaliśmy i choć wciąż nie wiemy, skąd wzięły się pierwsze żywe komórki, nie wykluczamy, że być może przywędrowały na Ziemię z innego miejsca w kosmosie. Może z Marsa, może z którychś z księżyców w Układzie Słonecznym, gdzie znajdujemy wodę i atmosferę.

Czarna dziura pochłaniająca gwiazdę:
Simulation of Black Hole Flare
Source: Hubblesite.org

Zdajemy sobie sprawę, że z naszym najbliższym znanym kuzynem Bonobo dzielimy 98,7% DNA i widzimy, że skoro tak niewielka różnica skutkuje przepaścią w rozwoju świadomości to być może we wszechświecie istnieje życie, które nawet jeśli jest od nas rozwinięte lepiej tylko o 1%, może być dla nas niezrozumiałe. Że dla takiego życia my będziemy jak Bonobo.

Jesteśmy świadomi, że być może nasze rozumienie życia jest ułomne ze względu na nasz ograniczony umysł, że życie może mieć całkiem inną, nierozpoznawaną dla nas formę.

Wiemy, że niemal nic nie wiemy i szukamy odpowiedzi. Chcemy wiedzieć. Zaczynamy rozumieć, że sensu życia prawdopodobnie nie ma, przynajmniej nie takiego, jakiego szukali starożytni filozofowie. Że skoro jesteśmy dziełem kosmicznego przypadku i że wszystko wokół będzie trwało w niezmienionej formie z nami czy bez nas, to powinniśmy doceniać to, że w ogóle powstaliśmy. Cieszyć się życiem, pięknem i tym, że jesteśmy ciekawi świata.

98,7% wspólnego DNA. Tambako The Jaguar, Portrait of a bonobo, Flickr, CC BY-ND 2.0
98,7% wspólnego DNA. Tambako The Jaguar, Portrait of a bonobo, Flickr, CC BY-ND 2.0

Bardzo żałuję, że nikt w szkole nie potrafił zarazić mnie tą pasją, tym patrzeniem w nocne niebo. Że na fizyce nikt nie wytłumaczył porządnie nawet tego, czym jest fizyka kwantowa. Szkoda, że szkolne przedmioty zajmowały się każde własną dziedziną, że uczono mnie o martyrologii narodu, różnych filozofiach a nigdy nie próbowały przenikać się i próbować pokazać, że być może odpowiedzi leżą całkiem gdzie indziej.

Przykro mi, że uczono mnie, że za ojczyznę trzeba ginąć i nigdy nie pokazano, że te nasze wojny nie mają znaczenia dla nikogo, prócz nas i może Ziemi. Że przecież wszyscy jesteśmy połączeni ze sobą nawzajem, z Ziemią, przyrodą, kosmosem i całym wszechświatem. Możliwe, że moje zainteresowania podążyłyby w innym kierunku.

Selfie Rosetty przy komecie. Credit: ESA/Rosetta/Philae/CIVA
Selfie Rosetty przy komecie. Credit: ESA/Rosetta/Philae/CIVA

By zrozumieć świat musimy wiedzieć, skąd pochodzimy, znać naszą historię, ale mieć także świadomość, że nie jesteśmy centrum świata i wydaje nam się tak tylko dlatego, że patrzymy na świat z miejsca które wydaje się centrum wszystkiego.

Kosmos uczy mnie pokory. Nie wiem, czy kiedyś będę w stanie zrozumieć tę sieć połączonych naukowych naczyń, ale sama myśl, że człowiek potrafi wysłać obiekt w przestrzeń kosmiczną, że nasze łaziki i sondy podróżują na Marsa, oglądają z bliska kolejne planety układu słonecznego, że sonda Rosetta (blog Rosetty) jest właśnie przy komecie 67P/Czuriumow-Gierasimienko, posadzi na niej lądownik Philae i wyruszy z nią w podróż w kierunku Słońca po to, by zebrać kolejny puzzel układanki mówiącej skąd pochodzimy jest wspaniała. Daje perspektywę na życie i istnienie, która jest jednocześnie nieco przerażająca, ale i kojąca.

Lubię patrzeć w nocne niebo i próbować zobrazować sobie tę przestrzeń, w której znajdują się tryliony pięknych obiektów i zdarzeń. Samo niebo jest przecież piękne, nie na darmo inspirowało już starożytne cywilizacje.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement