To ślepa uliczka – podatek od Microsoftu doprowadzi do niezdrowej sytuacji na rynku

To ślepa uliczka – podatek od Microsoftu doprowadzi do niezdrowej sytuacji na rynku

Czy tylko ja tu uważam, że niedawny przełom w sprawie „podatku na Microsoft” to krok wstecz jeżeli chodzi o walkę o wolność wyboru i zdrową konkurencję na rynku elektroniki użytkowej? Świat kibicuje, a ja patrzę z wielką dozą sceptycyzmu.

Od lat wielu co bardziej zaawansowani użytkownicy komputerów są niezadowoleni z faktu, że przytłaczająca większość pecetów dostępnych w sprzedaży jest do kupienia wyłącznie z preinstalowanym na nich systemem operacyjnym. Te osoby chcą wyboru, chcą decydować same o tym, na jakiej platformie chcą pracować. Tymczasem przytłaczająca większość producentów sprzętu komputerowego wciska nam wybrany przez siebie system operacyjny. I w przytłaczającej większości jest to system Windows od Microsoftu.

Zniesmaczenie tą sytuacją jest w pełni zrozumiałe. Również uważam, że sytuacja na rynku PC nie jest zdrowa i że przydałoby się więcej rywali, niż tylko Microsoft i Apple. Bardzo kibicuje systemowi Ubuntu od Canonical, ponieważ nadal widzę w nim wielki potencjał. Niestety, notebooków z tą dystrybucją Linuksa jest nadal jak na lekarstwo. Sęk w tym, że większość zniesmaczonych osób domaga się prawnych regulacji tej kwestii. A to wylanie dziecka razem z kąpielą.

Włochy jako pierwsze dokopały… no właśnie, komu?

W miniony weekend media zwróciły uwagę na pewien bardzo ważny wyrok sądowy, jaki miał miejsce we Włoszech. Otóż w 2005 roku niejaki Marco Pieraccioli stwierdził, że przepłacił za swój komputer osobisty. Chciał kupić sam sprzęt, a dostał urządzenie, którego cena została podbita przez licencję na oprogramowanie, której nie chciał i nie potrzebował. Tym oprogramowaniem był zainstalowany na komputerze system Windows. Pieraccioli stwierdził więc, że należy mu się zwrot różnicy w cenie.

Ubuntu 14.04 LTS

Sąd Najwyższy we Włoszech zinterpretował sprawę na korzyść powoda. Zinterpretował sprawę tak, że skoro ten nie zgadza się na warunki licencyjne prezentowane mu przy pierwszym uruchomieniu komputera, to nie zawarł on transakcji z producentem komputera i jego partnerem, czyli firmą Microsoft. To z kolei oznacza, że nie zakupił tego oprogramowania, więc dodatkowa za nie opłata została naliczona niesłusznie.

Ten wyrok nie jest otwartą furtką tylko dla osób, które nie są zadowolone z preinstalowania systemu Windows. Tworzy precedens dla urządzeń ze wszystkimi systemami operacyjnymi. Jednak mimo tego… Apple i Google nie mają się czego obawiać. W przypadku urządzeń takich, jak iPad, Macbook, Nexus i podobnych, oprogramowanie i sprzęt stanowią całość, z punktu widzenia prawa. I tu powstaje problem, nie tylko dla Microsoftu, ale również dla producentów sprzętu i w efekcie, paradoksalnie, dla konsumentów.

Dlaczego właściwie tak ciężko dostać komputer bez Windowsa?

Producenci komputerów nie dołączają do nich Windowsa z czystej, nieskrępowanej złośliwości. Nie działają też w zmowie z Microsoftem. Tak na dobrą sprawę, układ z gigantem z Redmond jest im wręcz nie na rękę, gdyż koszt zakupu licencji na system operacyjny to koszt, który muszą przerzucić na cenę sprzętu, czyniąc go nieco mniej konkurencyjnym na rynku. Robią tak, bo… tego rynek oczekuje.

komputer laptop macbook notebook facebook internet

Wy, Czytelnicy Spider’s Web, należycie do elity jeżeli chodzi o wiedzę na temat elektroniki użytkowej. Potraficie partycjonować dyski, żonglujecie systemami plików, czasem wręcz dla zabawy grzebiąc w zaawansowanych ustawieniach komputera. Jednak należycie do mniejszości.

Większość użytkowników oczekuje, że sprzęt, po wyjęciu go z pudełka, ma działać przy pierwszym uruchomieniu. Nie chcą marnować czasu na instalację systemu, jego konfigurowanie czy instalowanie sterowników do sprzętu. Często wręcz robić tego nie potrafią i potrafić nie chcą, bo ta wiedza jest im do szczęścia całkowicie zbędna. Dlatego Lenovo, Dell, Acer i cała reszta oferują gotowe rozwiązania. Otwierasz laptopa, rejestrujesz konto, podłączasz się do Wi-Fi i działa. Tak jak w Macbooku czy Chromebooku.

Na końcu łańcucha pokarmowego jesteśmy my

Oferta polegająca na możliwości odrzucenia dołączonego oprogramowania to dla tych producentów duży problem, jeżeli chodzi o księgowość, obsługę takich przypadków i logistykę. Nie ma jednak co ich żałować i nie to tu jest problemem. Koszt całego tego zamieszania bowiem zostanie ostatecznie przerzucony na nas, konsumentów.

ultrabook tablet

To z kolei oznacza, że produkty konkurencji staną się jeszcze atrakcyjniejsze, więc ciężej będzie z nimi prowadzić wojnę cenową. A to z kolei wprowadza przywileje dla jednych kosztem drugich, co w efekcie prowadzi do niezdrowej sytuacji na rynku, na której w efekcie, ponownie, stracimy my.

A co z przywilejem Microsoftu? Protestując przeciwko takim rozwiązaniom powoduję, że gigant z Redmond dalej ma pewne źródła przychodów, posiadając równie niezdrowy przywilej. Pamiętajmy jednak, że wybór na rynku, mimo wszystko, jest. Może ten jeden wybrany przez was laptop dostępny jest tylko z Windows. Ale poszukajcie dalej i głosujcie portfelem. Są naprawdę dobre komputery z OS X, Ubuntu czy jeszcze innymi systemami w ofercie. Nic tak nie działa na producentów, jak popyt. Zapewniam, że zareagują podażą, bez konieczności wprowadzania szkodliwych regulacji rynkowych.

*Grafika pochodzi z Shutterstock.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement