Driveclub dojechał! PlayStation 4 w końcu ma swoją grę wyścigową – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 07.10.2014
Driveclub dojechał! PlayStation 4 w końcu ma swoją grę wyścigową – recenzja Spider’s Web

Konsola PlayStation 4 wreszcie doczekała się pierwszej ekskluzywnej gry wyścigowej z prawdziwego zdarzenia. Po wielu miesiącach opóźnień Driveclub w końcu dojechał na linię startu. Gra przeszła przez małe produkcyjne piekło, aby zaoferować graczowi coś zupełnie nowego i niespotykanego w gatunku wirtualnych wyścigów. Udało się?

Driveclub już w momencie premiery osiągnął coś, o co niektóre serie wyścigowe walczą latami. Chodzi o tożsamość, oryginalny sposób rozgrywki i charakter zbudowany za pomocą unikalnego podejścia do tematu. Niestety, wyrazistość tej gry połączona z bardzo kontrowersyjnymi filarami i zasadami może być zarówno największą zaletą, jak również wadą tej gry.

DRIVECLUB™_20141007130414

Zgodnie z obietnicami producentów, Driveclub faktycznie żyje klubami tworzonymi przez zaprzyjaźnionych graczy.

Wchodząc do gry, witają nas postępy naszych towarzyszy. Możemy obserwować, jak klub awansuje z poziom na poziom. Mamy stały wgląd w jego statystyki, a nawet historię rozwoju zaprezentowaną w sposób podobny do ściany na Facebooku. Oczywiście nie mogło zabraknąć lokalnych oraz światowych rankingów, a także unikalnych opcji personalizacji.

Każdy mieszczący maksymalnie 6 graczy klub posiada swoje własne logo oraz własną nakładkę wizualną na wszystkie pojazdy. Lider klubu ustala odpowiedni kolor lakieru, nakładane na niego wzory i elementy ozdobne, aby podczas wyścigu wyróżniać się na tle nudnych, fabrycznych samochodów.

DRIVECLUB™_20141003154417

Cała ta kosmetyka cieszy (zwłaszcza lidera), ale wciąż brakuje mi kilku opcji. Nie ma międzyklubowej korespondencji, kategorii „zaprzyjaźnionych klubów” w wyborze znajomych czy możliwości zamieszczania statutów i informacji. Na ten moment klubom bliżej do zbiorowych „emblematów” z Call of Duty niżeli setek rywalizujących mikro-społeczności.

Całe to narzekanie kończy się, kiedy wraz z kolegami po raz pierwszy widzimy się na jednym torze.

Chociaż ikony znajomych nad modelami samochodów to żadna rewolucja, tak widok floty pojazdów pod własną, oryginalną banderą naprawdę cieszy. O ile mogę narzekać nad możliwościami klubów, podczas samego wyścigu system doskonale łączy takie elementy jak drużynowe współgranie, rywalizacja, chęć zwycięstwa, specyficzne umiejętności oraz unikalny styl jazdy.

driveclub kosa

Jedną z najlepszych rzeczy w Driveclub jest to, że wcale nie musisz przekraczać linii mety jako pierwszy, aby zostać zwycięzcą. Oczywiście miejsce na podium jest tym najważniejszym, najbardziej prestiżowym wyznacznikiem siły, umiejętności i potęgi klubu, ale na szczęście nie jedynym. Twórcy pomyśleli również o innych graczach, dając w ich ręce świetny system nagród i kar.

Długie drifty, trzymanie się jezdni czy jazda bez kolizji – za to wszystko dostajemy punkty, które później przekładają się na poziom doświadczenia klubu oraz profilu gracza. Dzięki temu nie musimy werbować osób o ponadprzeciętnych umiejętnościach. Wystarczy jedna rakieta do bicia rekordów, podczas gdy pozostali członkowie mogą pracować ku chwale klubu na wiele innych sposobów. Świetny pomysł, który umila rozgrywkę niedzielnym graczom.

driveclub kralka

Co zaskakujące, system klubowy nie jest najbardziej rozbudowanym trybem w Driveclub. Palmę pierwszeństwa dzierżą mistrzostwa dla jednego gracza.

To właśnie z nimi spędza się najwięcej czasu, pokonując wyzwania jakie do każdego wyścigu przypisali twórcy. Poza miejscem na podium jest to wygrany pojedynek driftowy, rozwinięcie odpowiedniej prędkości czy przejechanie okrążenia we wskazanym czasie. Czuć, że producenci próbowali urozmaicić każdy wyścig, ale efekt nieco gubi się przy czołowym zderzeniu ze sztuczną inteligencją rywali.

DRIVECLUB™_20141007003823

Chyba jeszcze nigdy nie spotkałem w grach wyścigowych tak nudnych, nijakich i flegmatycznych wirtualnych oponentów. Nie ma w nich za grosz agresji, rywalizacji i chęci zwycięstwa. Rywale jeżdżą gęsiego, jeden za drugim i w malutkich odstępach. Są niezwykle zachowawczy i nie daj Boże, żeby im gracz porysował lakier. Gra zabiera wtedy punkty z puli gracza, a w przypadku naprawdę potężnych kraks spowalnia go za karę nawet na kilka sekund!

Gdybym miał wskazać największą bolączkę Driveclub, bez dwóch zdań byłoby to właśnie celowe ograniczenia gracza. Na każdym kroku czegoś nie było mi wolno, dostawałem karę albo zabierano mi punkty.

Ścięcie zakrętu – nie! Zderzenie z przeciwnikiem – nie! Wyjechanie poza tor – nie! Po trzech sekundach jestem na niego siłą przywracany. Dodajmy do tego niewidzialne ściany, które zostały rozłożone bardzo blisko toru. Mały drewniany płotek okazuje się być zbyt wielką przeszkodą dla pędzącego 250 kilometrów na godzinę Ferrari, pomimo ogromnych połaci otwartego terenu w pełnym 3D. Niby klasyka, ale czy aby przystająca do konsol nowej generacji?

DRIVECLUB™_20141007002310

Rozumiem, że producenci mogą promować zdrową i bezpieczną rywalizację, ale nie w tak mało przemyślany sposób. Nie raz i nie dwa na obroty mojego silnika była nakładana kilkusekundowa blokada, chociaż to przeciwnik uderzył we mnie. Dokładnie to samo spotyka gracza za ścinanie torów. Podczas rozgrywki ma się wrażenie, że producenci cały czas nad Tobą stoją, wymachując linijką i ucząc idealnego wchodzenia w zakręt. Mocno to kontrastuje z wolnością i wiatrem we włosach jakie oferuje nowa Forza Horizon 2.

Na całe szczęście do bólu zręcznościowy model jazdy daje dużo frajdy. Wszystko za sprawą naprawdę ogromnego poczucia prędkości. Driveclub jest jak rakieta.

Producenci zastosowali kilka graficznych sztuczek, aby pogłębić uczucie zawrotnej prędkości. Dzięki temu mamy uczucie prawdziwej mocy, która płynie z silników potężnych, bardzo głośnych bestii. Przy jeździe powyżej 200 kilometrów na godzinę daje to niesamowity efekt, który powoduje uśmiech od ucha do ucha. To właśnie gloryfikacja zawrotnej prędkości jest najlepszym elementem gry, po którego więcej i więcej chce się wracać.

DRIVECLUB™_20141007002108

Driveclub potrafi zahipnotyzować. To bez dwóch zdań. Jeśli lubicie zręcznościowe produkcje pokroju serii Need for Speed bądź Burnout, na pewno się tutaj odnajdziecie. Jeżeli jednak oczekujecie doznań podobnych do Gran Turismo 6, będziecie mocno rozczarowani. Driveclub to klasyczne odbijanie się od barierek, redukcja prędkości na samochodach rywali oraz hamowanie w postaci puszczania nogi z pedału gazu. Jak dobrze obliczył mój redakcyjny kolega Jakub Kralka, przy wyścigach samochodów z najwyższej kategorii bardziej opłaca się przywalić w ogrodzenie i się od niego odbić niżeli redukować prędkość.

Z drugiej strony pojazdy z ostatniej, najpotężniejszej grupy takie jak McLaren P, Koenigsegg Agera R, Pagani Zonda R czy Gumpert Apollo Enraged potrafią wywinąć graczowi sporego psikusa. Te bestie naprawdę wymagają opanowania, w rękach niedoświadczonego gracza będąc całkowicie nieefektywne. O ile licencjonowane pojazdy pierwszej kategorii trzymają się kurczowo jezdni, tak aby należeć do elitarnego grona najlepszych graczy z najszybszymi samochodami, trzeba się nieźle napocić.

DRIVECLUB™_20141007003320

Ogromną zaletą Driveclub jest warstwa wizualna i silnik graficzny. Producenci zdecydowali się na bardzo odważne posunięcie.

Zdecydowana większość elementów w grze jest w pełni trójwymiarowa. Każdy krzaczek, każdy kamień, nawet chmury i oddalone o kilka kilometrów góry – to wszystko obiekty 3D. Powiedzcie do widzenia ładnym, płaskim tłom w dwóch wymiarach. Pod tym względem Driveclub to naprawdę nowa jakość, której na taką skalę w grach wyścigowych nie widziałem nigdy wcześniej.

DRIVECLUB™_20141007003806

 

Obfite środowisko 3D spowodowało, że momentami gra nie wygląda zbyt okazale. Ma to miejsce zwłaszcza podczas oględzin toru z lotu ptaka, na moment przed rozpoczęciem wyścigu. Mimo tego podoba mi się podejście producentów, którzy niczego nie ukrywają  i kawą na ławę pokazują – niech ktoś próbuje to przebić.

Z poziomu pędzącego bolidu jest już naprawdę pięknie.

Niestety, jak w większości gier wyścigowych, nie widać tego na wykonanych przeze mnie zdjęciach. Musicie uwierzyć na słowo, że uczucie prędkości w połączeniu z doskonałą warstwą wizualną daje świetny efekt końcowy. Wystarczy jednak zatrzymać się na chwilę, aby zobaczyć wiele rzucających się w oczy niedoróbek. Twórcy rekompensują to kilkoma pomysłowymi elementami, które wyróżniają ich tytuł na tle konkurencji.

DRIVECLUB™_20141007120601

Moim ulubionym zdecydowanie jest płynny cykl dobowy. Oczywiście Driveclub to nie pierwsza gra, która oferuje podział na dzień i noc, ale jeszcze nigdy przejście między tymi dwoma porami nie było tak płynne, naturalne i… piękne. Zachodzące słońce, przemieszczające się chmury, czerwone niebo – to naprawdę warto zobaczyć. Zwłaszcza ustawiając wyścig z 60-krotnym przyspieszeniem czasu, płynnie przejeżdżając przez cały cykl dobowy, najlepiej na tle norweskich fiordów albo kanionów w Chile.

Jeżeli chodzi o samą frajdę z rozgrywki, Driveclub broni się jako zręcznościowa gra wyścigowa, ale szumnie zapowiadany wątek społecznościowy nie został wykorzystany w pełni.

Możemy należeć do klubu. Możemy z każdego jednego wyścigu tworzyć wyzwanie dla znajomych oraz (do dwustu) anonimowych graczy w sieci. Możemy zainstalować na smartfonie aplikację pomocniczą i obserwować poczynania kolegów. Możemy przyjmować ich wyzwania i starać się pobić z trudem osiągnięte rekordy. Powstaje jednak pytanie – po co?

DRIVECLUB™_20141007115427

Gra nie koncentruje się wokół dużych wydarzeń i imprez wpływających na całą społeczność graczy. Pojawia się wyzwanie, znika w ciągu kilkunastu godzin. Pojawia się następne. Potem jeszcze jedno. I jeszcze. Za uczestnictwo w nich nie dostajemy żadnych specjalnych nagród ani „gwiazdek” z trybu dla jednego gracza, a jedynie punkty doświadczenia dla siebie i klubu. Te same punkty otrzymujemy biorąc udział w mistrzostwach offline, więc można zadać sobie pytanie o celowość uczestnictwa w internetowych wyzwaniach.

Oczywiście możliwość pobicia rekordu znajomego daje wiele frajdy. Bardziej satysfakcjonujące jest jednak pokonanie go we wspólnym rajdzie, ramię w ramię ścigając się do mety. Właśnie dlatego to tryb wieloosobowy do dwunastu graczy jest najciekawszą formą rywalizacji, w której nudni wirtualni kierowcy zamieniają się na agresywnych, popełniających ludzkie błędy graczy. Dopiero wtedy Driveclub pokazuje swój największy i najostrzejszy pazur, niepotrzebnie temperowany ograniczeniami, obostrzeniami i karami.

DRIVECLUB™_20141007115329

Konsola PlayStation 4 bez dwóch zdań w końcu doczekała się godnej gry wyścigowej. Przed twórcami Driveclub wciąż jednak pozostało wiele pracy.

Jutro ma miejsce oficjalna premiera gry i z chęcią przekonam się, czym producenci zachęcą mnie do uczestnictwa w luźno powiązanej społeczności kierowców. Driveclub już teraz daje znacznie więcej soczystej zabawy niż ostatnie odsłony serii Need for Speed czy Burnout. Nie jest to jednak tytuł, który powinno wciskać się między Forzę Motorsport  oraz Gran Turismo. To po prostu nowe, mocno zręcznościowe IP, które da wam oraz waszym znajomym naprawdę wiele przyjemności i trochę zgrzytania zębami.

Jeżeli zastanawiacie się nad zakupem, obowiązkowo przetestujcie darmową wersję przygotowaną dla posiadaczy abonamentu PlayStation Plus, zawierającą wszystkie tryby rozgrywki. No i oczywiście zapraszamy do klubu SPIDERS WEB PL!


Jakub Kralka

kralkaNa samym wstępie chciałbym podkreślić, że w kwestii wyścigów samochodowych jestem januszem totalnym – a nawet gorzej, bo nie próbuję udawać, że mnie to interesuje. Podobnie z grami utrzymanymi w tej tematyce. Choć przez lata zdarzyło mi się „liznąć” serię NFS, Grid czy Test Drive, po raz ostatni więcej niż łącznie 5 godzin przy grze wyścigowej spędziłem w czasach ATARI ST. A konkuretnie mowa o Lotus III. Wspominam jednak o niej nie bez powodu, ponieważ Driveclub (w którego też pograłem koło 10 godzin) bardzo mi tamtą serię przypomina.

Realizmu nie ma tu za grosz, Szymon śmiał się na głos widząc moją taktykę odbijania się przy 200 km/h od ostrych zakrętów… a potem oglądał tył mojego wirtualnego Bugatti i z oddali wąchał jego spaliny! Podoba mi się różnorodność tras, choć ich oprawa graficzna budzi mieszane uczucia. Aspekt chyba kluczowy – rywalizacja z innymi graczami na gruncie internetowych potyczek, jak i odcinków poszczególnych tras – to niesamowita frajda. Nie czuję się kompetentny, by porównywać Driveclub z poważnymi grami o samochodach – moim zdaniem to zupełnie inna liga i ortodoksyjni fani nie będa ukontentowani. Za to janusze, tacy jaka ja – dobrze się wybawią. Nie jestem przekonany czy byłbym skłonny zapłacić za tę grę ok. 250 zł, ale na pewno ta darmowa wersja z PSN jest warta sprawdzenia.

 

Dawid Kosiński

dawid kosińskiDriveclub to gra, która wciąga niczym ruchome piaski i jest słodka niczym niemowlak oblany miodem. Już po kilku dniach gry wiem, że znajomość z tym tytułem nie zakończy się szybko. Zróżnicowane trasy, duży wybór samochodów oraz różnego rodzaju tryby gry – to są cechy, dzięki którym Driveclub jest wart każdych pieniędzy. Posiadacze Playstation 4 powinni kupić tę grę tym bardziej, że nie ma dla niej konkurencji. Na najnowszej konsoli Sony zdecydowanie brakuje ciekawych samochodówek, a Driveclubowi w dużej mierze udało się załatać tę lukę.

Jednak nie jest to gra idealna. Jestem pecetowcem, więc nieco rozczarowała mnie grafika, która na przedpremierowych filmach i zdjęciach prezentowała się o wiele lepiej. Zastosowano tu doskonałe cieniowanie i kiepskie modele elementów otoczenia. Jeśli siedzi się stosunkowo blisko telewizora, widać też brak wygładzania krawędzi, jednak jest to standard na konsolach. Jednak jest to jedynie moje czepialstwo, gdyż przeciętny gracz nie zauważy tych niuansów i będzie po prostu czerpał radość z rozgrywki. Zresztą gier, tak jak kobiet, nie można oceniać po wyglądzie. O wiele ważniejszy jest charakter i radość ze spędzanego razem czasu. A Driveclubowi charakteru na pewno nie brakuje!

 

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement