Wersje demo gier to przeżytek. Microsoft pozwoli pograć za darmo i zapłacić jeśli chcesz

News/Gry 21.08.2014
Wersje demo gier to przeżytek. Microsoft pozwoli pograć za darmo i zapłacić jeśli chcesz

Demo gry to zazwyczaj okrojona do minimum wersja danego tytułu, która pozwala zorientować się graczowi „mniej więcej” jak ona wygląda i jak się w nią gra. Microsoft ma inny pomysł. Na dodatek bardzo ciekawy.

Jest jedna rzecz za którą tęsknię jako były posiadacz Xboxa 360 a obecny Xboxa One. Chodzi o sklep z grami. W starej konsoli był on dużo czytelniejszy i było w nim dostępnych więcej materiałów z gier. Szczególnie brakuje mi multimediów (zwiastunów, dzienników deweloperskich, i tak dalej), które zostały na One zastąpione nagraniami graczy w usłudze Upload i strumieniami z Twitcha.

Kolejną rzeczą, jakiej dotkliwie brakuje jest znikoma ilość wersji demonstracyjnych gier. Mało która gra umożliwia pobranie jej okrojonej, testowej wersji by móc ją sprawdzić przed zakupem. Nie rozumiałem czemu Microsoft tak po macoszemu potraktował temat. Aż do tej chwili.

Po co okrajać grę? Dajmy ją graczom w całości, za darmo

Użytkownicy reddita dostrzegli, że na wybranych konsolach Xbox One, w sklepie z grami zaczęła się pojawiać nowa, ciekawa opcja. „Pobierz za darmo”. Rzecz jasna, to nie oznacza że od tej pory nie trzeba już w ogóle kupować gier. Gdzie tkwi haczyk?

(zdjęcie zostało opublikowane pierwotnie na Eurogamer.net)
(zdjęcie zostało opublikowane pierwotnie na Eurogamer.net)

Owa możliwość pobrania za darmo jest ograniczona czasowo. Oznacza to, że możemy pobrać grę, ale po upłynięciu 24 godzin tracimy prawo do dalszej z nią zabawy. Możemy wtedy ją kupić lub usunąć z pamięci konsoli. To bardzo ciekawa alternatywa wobec tradycyjnych wersji demo. Co więcej, niektóre gry przewidziane są raptem na około 10 godzin zabawy w trybie dla pojedynczego gracza. Dzięki temu można przejść grę bez żadnych opłat, a kupić ją dopiero, jeżeli zechcemy się z nią pobawić z innymi graczami.

Gdzie tkwi haczyk? Niestety, w paru miejscach

Zanim podskoczycie z radości, nie zapomnijcie o pewnych… obostrzeniach. Po pierwsze, usługa jest na razie w fazie testów. Została uruchomiona na losowo wybranych kontach, wyłącznie w regionie amerykańskim. Tak przynajmniej wynika z relacji Redditowców.

Po drugie, nawet kiedy usługa wyjdzie z fazy beta testów i zostanie udostępniona wszystkim zainteresowanym, to i tak otrzymujemy kolejną kłodę pod nogi. Skorzystać z niej mogą wyłącznie abonenci Xbox Live Gold. Abonament ten nie jest drogi i zapewne i tak opłaca go większość, ale z całą pewnością niektóre osoby poczują się tym rozczarowane.

Po trzecie, nie jest jasne, czy każda z dostępnych gier będzie udostępniana na podobnej zasadzie. Na razie, w ramach testów, tylko kilka z nich ma ową funkcję. Podobno mają ją otrzymać wszystkie. Kluczowe jednak jest tu jednak słowo „podobno”.

Tylko 24 godziny? Te gry ważą po kilkadziesiąt gigabajtów!

Kolejnym problemem, na szczęście czysto teoretycznym, jest względnie krótki czas na pobranie gry i jej „ogranie”. Osoby które nie mają superszybkich łącz muszą się liczyć z tym, że owe gry mogą się pobierać nawet i po kilka godzin. Na szczęście Xbox One ma na to rozwiązanie.

Podobnie jak konkurent w postaci PlayStation 4, Xbox One zaczyna pobieranie danych od kluczowych składników gry. Dzięki temu już po pobraniu kilku lub kilkunastu procent danych (to zależy już od konkretnego tytułu) można rozpocząć zabawę, a reszta gry będzie dalej się pobierała w tle.

Pomysł Microsoftu jest naprawdę bardzo udany. Pełne wersje gier, ale ograniczone czasowo, są dużo lepszą zachętą dla gracza do zakupu niż ich drobne wycinki. Co więcej, po zakupie nie trzeba już nic pobierać, bo przecież gra jest już obecna w pamięci konsoli. Dorzućmy do tego promocję w postaci Games with Gold (udostępnianie dwóch gier miesięcznie, za darmo, na zawsze) i wychodzi na to, że te 130 złotych rocznie na Xbox Live Gold to bardzo rozsądnie wydane pieniądze.

Dołącz do dyskusji

Advertisement