Moje kolejne laptopy są szybsze i działają dłużej na baterii, ale dziś to za mało

Akcja partnerska 04.07.2014
Moje kolejne laptopy są szybsze i działają dłużej na baterii, ale dziś to za mało

Kiedy lata temu kupowałem pierwszego laptopa, praktycznie w ogóle nie zwracałem uwagi na jego wygląd czy rozmiary. Liczyły się mocne podzespoły i długi czas pracy na baterii. Tak było też przy kolejnym i kolejnym zakupie, ale w pewnym momencie okazało się, że nie ma to już tak wielkiego znaczenia. Komputery stały się na tyle potężne, że każdy okazywał się pod tym względem wystarczający.

Użytkownicy zaczęli wiec szukać czegoś innego. Czegoś, co byłoby w stanie pomóc im wybrać akurat ten konkretny komputer z grona dziesiątek czy nawet setek identycznych. Dość szybko okazało się, że laptop czy jego stacjonarny odpowiednik nie musi być jedynie narzędziem, nieatrakcyjnym w takim samym stopniu jak dostawcza ciężarówka. Nie każdy potrzebuje przecież takiej ładowności (wydajności) – niektórzy wolą smukłe, eleganckie kształty. I tę potrzebę trzeba było zaspokoić.

Wyraź się swoim komputerem

Komputery z biegiem lat przestały być bowiem kojarzone jedynie ze służbowymi obowiązkami, a ich ceny spadły do poziomu, gdzie nie były już zarezerwowane jedynie dla pracowników wyższego szczebla. Prawie każdy miał laptopa czy komputer stacjonarny i każdy korzystał z niego inaczej. Inny był też każdy z użytkowników, spośród których spora część chciała się za pomocą swojego przenośnego komputera wyróżnić i wyrazić. Innego potrzebował księgowy, a innego nastolatka.

Zaczęto więc, początkowo dość ostrożnie, eksperymentować ze zmianami. Monotonne, jednokolorowe obudowy zaczęły mienić się dziesiątkami kolorów, a całość urozmaicano czasem nawet efektownymi diodami. Zaczęliśmy kupować i zmieniać komputery na nowsze nie tylko dlatego, że były naprawdę potrzebne, ale też dlatego, że nam się po prostu podobały. Czasem nawet pomimo tego, że nasz poprzedni był jeszcze w całkiem dobrej formie.

Jednym z ważniejszych zadań projektanta jest stworzenie pomostu pomiędzy nauką, a sztuką. Ludzie rozumieją potrzebę i moc nauki (…) i wiedzą „coś” na temat sztuki. Nie sądzę jednak, żeby wielu z nich rozumiało potęgę wzornictwa, pozwalającą połączyć te dwa elementy w całość – Bill Moggridge, twórca pierwszego laptopa

Oczywiście jak we wszystkim, również i w wyglądzie komputerów panowały w różnych okresach różne mody. Od rzucających się w oczy fantazyjnych kształtów i kolorów, aż po stonowany, elegancki i stylowy minimalizm. I jeden i drugi trend w swoim czasie wydawał się być tym jedynym słusznym i po komputery projektowane w ten sposób ustawiały się długie kolejki.

Tylko po to, aby za kilka lub kilkanaście miesięcy zrobić dokładnie to samo, bo na rynku pojawił się nowy, ładniejszy komputer. Kto trafił wizualnie w gusta kupujących, zyskiwał ogromną przewagę nad konkurencją. Reszta była jedynie naśladowcami, przynajmniej dopóki nie spróbowali – z lepszym lub gorszym skutkiem – czegoś własnego.

laptop 3

Czy kupujący zwracali uwagę na nowe podzespoły? Najbardziej zaawansowani prawdopodobnie tak, ale zdecydowana większość raczej nie. Jak często w odpowiedzi na pytanie „Jaki masz komputer?” usłyszymy dokładną specyfikację, a jak często „Błyszczący czerwony”?

Wygląd laptopa, w momencie kiedy walka na parametry straciła dla większości osób sens, stał się podstawowym elementem decydującym o zakupie danego modelu.

Drogi zegarek, torebka albo… wazon

Po szybkiej aklimatyzacji atrakcyjnych komputerów w naszej świadomości i pogodzeniu się z faktem, że mogą one być nie tylko odpowiednikiem łopaty, okazało się, że z powodzeniem mogą one zastąpić takie akcesoria jak drogi zegarek, torebka czy… ozdoba do pokoju.

Ewolucji doczekały się także komputery stacjonarne. Z wielkich, szarych pudełek z podpinanymi osobno ekranami stały się atrakcyjnymi, smukłymi konstrukcjami, mieszczącymi cieniutkiej obudowie wszystko, co jest użytkownikowi potrzebne. Z czasem przestaliśmy chować przed wzrokiem gości nasze PC i zaczęliśmy dbać o to, żeby były jak najmocniej wyeksponowane. Po prostu wyglądały dobrze, w niektórych przypadkach nawet doskonale i świetnie komponowały się z naszym wystrojem wnętrza.

laptop 2

Komputer przestał już tylko mówić osobom w naszym otoczeniu, że jest naszym służbowym sprzętem, albo zabawką do kontaktu z rówieśnikami. Po tym, jakiego laptopa położyliśmy na stole można było dość szybko ocenić, czy na parkingu przed budynkiem zaparkowaliśmy Mercedesa czy starego Volkswagena. Stał się symbolem naszego statusu społecznego – nie zawsze w sposób krzykliwy, ale zawsze w sposób dobitny.

Nic więc dziwnego, że firmy z sektora technologicznego zaczęły nawiązywać współprace z uznanymi projektantami czy markami motoryzacyjnymi albo modowymi. Acer Ferrari, Ego For Bentley czy nawet takie wybryki natury jak kosztujący milion dolarów Luvaglio były, są i będą na porządku dziennym.

Co najciekawsze, żaden z nich nigdy nie oferował zawrotnych podzespołów. Nie było to w żaden sposób istotne dla kupujących. Liczył się wygląd, marka, prestiż i zazdrosne spojrzenia. Procesor? Pamięć? Dysk? Kogo tak naprawdę to obchodzi? Mocy było tyle, ile w kosztujących niewyobrażalne pieniądze ultraluksusowych limuzynach – wystarczająco.

A skoro tak robili najbogatsi, dlaczego nie mogli tak robić też nieco mniej zamożni?

Szczegóły, które się liczą

Kiedy już przyjęliśmy do wiadomości, że producenci próbują nas „kupić” wyglądem swoich produktów, zaczęliśmy od nich wymagać, aby faktycznie przyłożyli się do swojej roboty. Każda nierówna szczelina w obudowie, każdy brak konsekwencji, każde odbiegnięcie od stylistyki marki mogło okazać się poważnym problemem.

Niestety nie wszystkim udawało się to zauważyć odpowiednio szybko. Borykające się z problemami HP dopiero w 2013 roku zapowiedziało plany ujednolicenia urządzeń w swojej ofercie i „centralizacji designu”. Nawet w jego najdrobniejszych aspektach:

W przeszłości mogliście zobaczyć nasze logo w 20 różnych rozmiarach (…), w różnych kolorach. Od teraz nasze logo będzie bardziej ujednolicone (…). Budowanie siły i rozpoznawalności marki wymaga ujednolicenia – Chad Paris, HP, w wywiadzie dla PCWorld

Umieszczanie portów w tych samych miejscach, stosowanie tych samych klawiatur w obrębie serii, możliwość rozpoznania producenta już na pierwszy rzut oka bez patrzenia na logo – to wszystko tylko podkreśla znaczenie wyglądu komputerów. Większość z nas kupuje oczami, nie specyfikacją – ta już dawno została zepchnięta na drugi albo i nawet trzeci plan.

Ultra – moda, która musi trwać

Istotnym czynnikiem stała się również masa, a więc i wynikająca z niej mobilność sprzętu. Od premiery pierwszego, ważącego ponad 25 kg laptopa minęły długie lata, ale notebooki nadal trudno było uznać za prawdziwie przenośne urządzenia. Kto chciał nosić ze sobą przez cały dzień coś o masie ponad 3 kg? A właśnie tyle jeszcze niedawno ważył rozsądny komputer przenośny.

laptop

Nie tego oczekiwali klienci, więc nietrudno się dziwić, że gdy tylko pojawiły się ultralekkie tablety, nawet te oparte o systemy smartfonowe, niemal z miejsca stały się hitem. Konieczna była odpowiedź starszej części rynku komputerów mobilnych i doczekaliśmy się jej. W wyjątkowo pięknej zresztą formie.

Ogromna w tym zaleta nie tyle samych producentów komputerów, ale też producentów wykorzystywanych w nich układach. To oni zaczęli naciskać na to, aby laptopy nie musiały w porównaniu z tabletami wyglądać jak ciągniki przy sportowych samochodach.

Starania Intela i AMD przyniosły rewelacyjne efekty. Kupując kilka lat temu kolejnego laptopa wydawało mi się, że jest wystarczająco cienki i lekki. Dziś, kładąc koło niego obojętnie jakiego nowego Ultrabooka lub ultrathin, wydaje się on mieć nie tyle nadwagę, co być wręcz chorobliwie otyły.

misi

To samo tyczy się też wszystkich innych podobnych produktów. Kto pamięta, jak grube były tablety z Windows 7 na pokładzie? 3-4 cm to minimum. Dzisiaj chociażby tablet MSI W20 3M.  z „pełnym” Windowsem 8 i procesorem AMD A4 czyli o wiele bardziej wydajny niż klasyczne maszyny jeszcze jakiś czas temu, ma mniej niż 1 cm grubości.

Paradoksalnie więc szkody, jakie w sprzedaży PC poczyniły tablety i smartfony, dały temu segmentowi „kopa”, jakiego nie otrzymał on od lat. Komputery zaczęły być nie tylko piękne, ale też lekkie, cienkie i… zaskakująco wydajne.

Nie podskakuj do małego

Jeszcze jakiś czas temu mały komputer kojarzył się głównie z netbookiem. Małym i mobilnym, ale przy tym niespecjalnie wydajnym. Mówiąc wprost – dramatycznie słabym. Nawet profesjonalne komputery o niewielkich rozmiarach często okazywały się być raczej zaawansowanymi maszynami do pisania, niż urządzeniami o wydajności odpowiadającej swojej cenie.

Obecnie jednak sytuacja uległa jednak ogromnej zmianie. Małe komputery zaczynają być coraz tańsze, ale jednocześnie wielokrotnie bardziej wydajne od swoich poprzedników. Odtwarzanie filmów FullHD czy wręcz 4K na netbooku? Nie do pomyślenia. Ta sama czynność na komputerach czy tabletach z nowymi APU AMD czy mobilnym układzie Intela jest o wiele bardziej prawdopodobna do zrealizowania.

Wydajność nie jest jednak jedynym, czym mogą zaskoczyć nas niewielkie urządzenia, tym bardziej, że rodzaj procesora jest pewnie ostatnią rzeczą, o którą zapyta większość kupujących. Logowanie się za pomocą… twarzy (AMD Face Login), rozpoznawanie gestów (AMD Gesture Control), inteligentne zarządzanie poborem mocy, bezprzewodowe udostępnianie treści wideo i foto (WiDi/AMD Wireless Displayi AMD Screen Mirror), poprawa jakości audio i wideo, czy fantastyczna obsługa wielu monitorów.

Twórcy podzespołów nie próżnują, choć nie przekłada się to już tylko na próżne gigaherce i gigabajty, które i tak do niewielu naprawdę przemawiają. Czy zwrócimy uwagę na to, że nasz komputer będzie w stanie przetworzyć plik o ułamek sekundy krócej, niż jego poprzednik, skoro i tak wszystkie czynności wykonujemy dokładnie tak samo – klik-klik? Prawdopodobnie nie. Docenimy natomiast kilkadziesiąt zaoszczędzonych codziennie sekund na logowaniu się z wykorzystaniem rozpoznawania twarzy, udostępnieniu obrazu bezprzewodowo, zamiast podłączaniu kabla czy zatrzymaniu albo uruchomieniu filmy jednym gestem.

Forma dostosowana do potrzeb

Skoro więc komputery mogą być cienkie jak tablety, nic nie stoi na przeszkodzie, aby były jednocześnie tym i tym. Fujitsu Q572, HP Pavilion 13 x2, Toshiba W35Dt czy MSI W20 wyglądają wprawdzie z pozoru jak tablety, ale w rzeczywistości są pełnoprawnymi komputerami.

I takie właśnie formy zyskują coraz większą popularność. Nie zawsze potrzebujemy stacji roboczej – często bardziej od nadmiernej wydajności zależy nam na uniwersalności, mobilności i eleganckiej obudowie. Pozostałe parametry dla zdecydowanej większości użytkowników, prawie w każdym przypadku okażą się bardziej niż wystarczające.

hp pavilion 13 x2

Poszukując więc nowego komputera, zdecydowanie warto zastanowić się najpierw w jaki sposób będziemy go najczęściej wykorzystywać. Czy np. przeważnie będziemy przeglądać internet albo oglądać filmy, a jedynie od czasu do czasu przyjdzie nam napisać dłuższy tekst. W takim przypadku dobrym pomysłem może być hybrydowy tablet z doczepianą klawiaturą, zachowujący jednak cały czas możliwości „prawdziwego” komputera. Dużo piszemy, ale mimo wszystko lubimy od czasu do czasu usiąść na kanapie i oglądnąć wygodnie film? Konwertowalny notebook jak się patrzy.

W obydwu tych sytuacjach, gdybyśmy wybrali klasycznego laptopa, sugerując się wyłącznie podzespołami, moglibyśmy nawet nie tyle nie być zadowoleni, co po prostu mieć świadomość, że mogło być lepiej – lżej, poręczniej, wygodniej, bardziej mobilnie. Owszem, nie możemy za wszelką cenę kierować się jedynie formą, całkowicie zapominając o parametrach, bo komputer musi być również dostosowany do tego „co” robimy. Czas jednak zrozumieć, że również to „jak” realizujemy nasze prace na komputerze ma ogromne znaczenie.

Zdjęcia pochodzi z serwisu Shutterstock

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement