Nie żyjemy w USA, a Polaka nie stać na iPhone’a. Media muszą to sobie uświadomić

Felieton/Sprzęt 01.07.2014
Nie żyjemy w USA, a Polaka nie stać na iPhone’a. Media muszą to sobie uświadomić

Pamiętam, że gdy zaczynałem swoją przygodę z komputerami, byłem zafascynowany głównie najszybszym sprzętem. Procesory kosztujące kilka tysięcy złotych, konfiguracje składające się z kilku kart graficznych, jak najbardziej pojemne i jak najszybsze dyski. Od zawsze moim marzeniem były sprzętowe potwory dysponujące mocą, której w żaden sposób nie dałbym rady okiełznać. Dopiero, gdy zarobiłem pieniądze i dowiedziałem się nieco o otaczającym nas świecie doszedłem do wniosku, że zupełnie nie o to chodzi, a najważniejsze sprzęty na rynku to te, które są najtańsze.

Wiele osób uważa, że jeśli pracuję jako bloger i dziennikarz technologiczny, lubuję się w najdroższych najnowszych i najmocniejszych urządzeniach. Niemal zawsze, gdy spotykam znajomych, słyszę z ich ust nie standardowe „Co u Ciebie?” lub „Jak się masz?”, lecz „Co nowego testujesz?”. Nie wiem, czy pytają o to z faktycznej ciekawości, czy też traktują to jako formę spersonalizowanego small-talku. Wychodzę jednak z założenia, że jeśli ktoś zadaje pytanie, chce uzyskać na nie odpowiedź. Dlatego wówczas zawsze opróżniam kieszenie i pokazuję, jaki sprzęt tym razem czeka na mój werdykt.

Najnowsze Xperie, iPhone’y, Note’y… tych urządzeń tam nie znajdziecie.

Ich miejsce zajmują sprzęty o wiele mniej spektakularne, co najmniej kilka razy tańsze, zazwyczaj niedostępne w głównonurtowych sklepach, ani u operatorów. Istne bękarty mobilnego świata, które muszą przepychać się łokciami, by zaistnieć w świecie zdominowanym przez ogromne korporacje. Urządzenia, które sprzedają się nie dzięki reklamom telewizyjnym i ogromnym bannerom, a przez znacznie od niej tańszą i skuteczniejszą pocztę pantoflową. Wiecie, Marek powiedział Bogdanowi, że Krzysiek ma i działa dobrze. O dziwo okazuje się, że takim skrajnie nieprofesjonalnym poleceniom można częściej ufać niż nawet najlepszym recenzjom i testom sprzętu.

MyPhone S-Line Recenzja (2)Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem wspomniani znajomi mają kilka atutów niespotykanych u dziennikarza. Najważniejszym z nich jest to, że używają sprzętu, tak jak konsumenci. Jednak zdecydowanie najważniejsze jest, że w ogóle mają ten sprzęt w dłoni. Niestety firmy produkujące tanie sprzęty nie kwapią się do tego, by wysłać próbki testowe do mediów, a sami dziennikarze również nie rwą się zbytnio do testowania takich sprzętów i wychodzą z założenia, że wszystkich interesują tylko najnowsze sprzęty najbardziej znanych producentów. W końcu każdy fan gadżetów chce mieć najnowszy, najlepszy i najbardziej rozpoznawalny smartfon lub tablet, prawda?

Rzecz w tym, że „chcieć” najczęściej nie jest równoznaczne z „móc”, zwłaszcza w naszym kraju.

Wiele osób o świetnych kwalifikacjach zarabia minimalną krajową. Przez to muszą skupić się na przeżyciu i mogą zapomnieć o kupieniu własnych czterech kątów. W zestawieniu z tymi problemami nawet wspominanie o kupnie sprzętu za 2000 zł wydaje się nieprzyzwoite. Jeszcze kilka lat temu osoby mające za cienki portfel na kupno tak kosztownej zabawki po prostu tego nie robiły. Teraz okazało się, że uzależniliśmy się od elektronicznej smyczy. Ułatwia ona nam życie na tyle, że nie chcemy i nie potrafimy się z niej zerwać.

Polska flaga

I smartfony są tu tylko jednym z wielu przykładów potrzebnych nam sprzętów, które często są za drogie. Tablety, komputery, a niebawem zegarki i okulary. Chcemy mieć jak najwięcej, a nie stać nas niemal na nic. Jeszcze gorzej jest w biedniejszych krajach Afryki, Azji i Ameryki Południowej. U nas przynajmniej w każdym domu jest komputer, który jest mniej mobilnym, ale jednak oknem na świata. Zarobki w tych krajach  nawet w porównaniu do cen najprostszych maszyn były tak niskie, że dopiero pojawienie się ekstremalnie tanich, kosztujących kilkadziesiąt dolarów tabletów i smartfonów umożliwiło im nawiązanie łączności z całym światem. Jakiś czas temu Mark Zuckerberg przyznał, że na świecie istnieje wiele miejsc, z których znacznie więcej osób korzysta z Facebooka na urządzeniach mobilnych niż stacjonarnych. Miejsca te to właśnie najbiedniejsze, dopiero rozwijające się kraje.

Jesteśmy inni, ale tacy sami.

Niezależnie czy pochodzimy ze Stanów Zjednoczonych, peryferyjnych terenów Europy czy biednych rejonów Azji, chcemy być częścią ludzkiego, ogólnoświatowego organizmu. My nie chcemy sporadycznie korzystać z sieci, chcemy być jej integralnym elementem. I muszę przyznać, że cholernie mi się to podoba. Kontakt, komunikacja, Internet zapewniają względna równość. Wobec sieci wszyscy jesteśmy równi i wszyscy możemy zdobywać wiedzę, a wiedza oznacza rozwój. Czy muszę kogoś przekonywać, że postęp to coś złego? Zapewne znajdzie się kilkoro oszołomów, którzy powiedzą, że przez postęp jemy przetworzone jedzenie i mniej się ruszamy, ale mam ich zdanie w czterech literach. Osoby takie nie zauważają przy tym, że sztuczne jedzenie pozwala wykarmić 7-miliardową populację tej planety, a ogólna edukacja sprawiła, że najciekawszą formą gry ruchowej nie jest pójście na front bić sąsiada zza miedzy.

Nigga with PC Africa

Już sieć sama w sobie jest wartością i musimy postarać się, by każdy miał do niej równy dostęp. Mogą to robić rządy, organizacje, różne firmy, ale też my, dziennikarze. Oczywiście w o wiele mniejszym stopniu, ale jednak. Możemy pokazać ludziom, że komfortowe korzystanie z Internetu nie wymaga posiadania sprzętu kosztującego kilku pensji. Inwestycja kilkuset złotych może sprawić, że będziemy mogli poznać wszystkie meandry Internetu. Nie są to puste słowa. Koszt 8-calowego tabletu z systemem Windows 8 i pakietem Office to zaledwie 850 zł. Po dokupieniu do niego 22-calowego monitora za 400 zł otrzymujemy pełnoprawny komputer stacjonarny. Teraz wystarczy za mniej niż 300 zł dokupić do tego Nokię Lumię 520, która pomimo swojej ekstremalnie niskiej ceny jest bardzo dobrym smartfonem.

W ten sposób za nieco ponad 1500 zł otrzymujemy komplet sprzętów niezbędnych do pełnego wykorzystania potencjału światowej sieci.

Jeśli zdecydujemy się to wszystko spłacać przez dwa lata, miesięcznie za elementy tego zestawu zapłacimy zaledwie 65 zł. A po dwóch latach będziemy mogli wymienić go na nowy. Podany przeze mnie zestaw to chyba najlepsza propozycja w tej cenie, ale na rynku jest tyle sprzętów, że nawet doświadczony użytkownik może się pogubić i niechcący nabyć złom. I dobry bloger lub dziennikarz powinien możliwie zminimalizować ryzyko takiego zajścia. Zwłaszcza że jeśli ktoś chce kupić ekstremalnie tani sprzęt, to bardzo szanuje swoje pieniądze lub po prostu nie stać go na nic droższego. Krótko mówiąc, ma mniejsze możliwości wyboru i jest bardziej potrzebujący niż jego bogatszy kolega.

monety pieniadze

Dochodzi do tego też czynnik, że wśród drogich urządzeń znalezienie naprawdę kiepskiego urządzenia jest trudne. Im niższa cena, tym liczna bubli w ofercie się powiększa. Na premierze smartfonu pewnej firmy, której nazwy tu nie wymienię, zauważyłem, że pod wieloma względami zaprezentowane telefony są znacznie gorsze od… zeszłorocznego modelu, który zastępują. Przedstawiciel tejże firmy w prywatnej  rozmowie skomentował to w następujący sposób „Dave, ale cena wyjściowa jest o 70 zł mniejsza niż poprzedniego modelu. Czego w tym nie rozumiesz? W tym kraju każde 10 zł mniej w cenie robi sprzedaż”. Z tego założenia wychodzi coraz więcej firm i nie da się temu przeciwdziałać. Konieczne jest po prostu sprawdzanie tych sprzętów i oddzielanie ziarna od plew.

Dlatego jako dziennikarze i blogerzy musimy przestać udawać, że żyjemy w Stanach Zjednoczonych, bo to nieprawda.

W większości nie stać nas na najnowsze smartfony, tablety i komputery. Konieczne jest postawienie większego nacisku na testowanie rozwiązań tanich, dostępnych przede wszystkim w naszym kraju. Oczywiście nie można rezygnować też z opisów i relacjonowania premier nowszych urządzeń, bo w dłuższej perspektywie to one kształtują cały rynek. Media technologiczne muszą zastanowić się, dla kogo tworzą treści. A następnie przestać się bać testować najtańszych urządzeń i dostępnych lokalnie rozwiązań. To żaden wstyd, to spojrzenie prawdzie w oczy i otworzenie się na przyszłość. Następny Steve Jobs może właśnie mieszkać gdzieś w Afryce lub mazurskiej wsi. I bez dostępu do Internetu, a co za tym idzie odpowiedniego sprzętu, minie się z powołaniem, a my stracimy kolejny wielki umysł.

A na to chyba sobie nie możemy pozwolić.

Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement