Po raz pierwszy w historii ludzkości bóg ma konkurencję

Felieton/Longform 04.07.2014
Po raz pierwszy w historii ludzkości bóg ma konkurencję

Genom Synthii ma zakodowane wiadomości – znacznik HTML wysyłający maila do autorów genomu, trzy cytaty – pisarzy oraz Richarda Feynmana –  oraz nazwiska autorów. Genom poddany został aplikacji patentowej, ale spotkało się to z ogromnymi kontrowersjami. Człowiek, który sprawił, że to wszystko jest możliwe kontynuuje spełnianie swojej wizji nowoczesnego, syntetycznego świata, w którym przesyłanie DNA i genomów może doprowadzić do “teleportacji” organizmów i szybkiego rozprzestrzeniania antybiotyków i szczepionek.

W serialu “Orphan Black”, fikcyjnej wariacji okołonaukowej na temat klonowania człowieka, geny klonów też mają zakodowane informacje o twórcach. Geny są opatentowane. Życie, które powstało z tych genów jest własnością korporacji, która gen stworzyła i użyła.

Pat Mooney stwierdził, że posiadanie i opatentowanie genu sprawiłoby, że po raz pierwszy bóg miałby konkurencję.

Jednak Craig Venter, biolog odpowiedzialny za przyspieszenie syntezowania ludzkiego genomu i cyfrowe biologiczne konwertery jest zdania, że od nadużywania biotechnologii bardziej martwi go nieużywanie jej w ogóle. Venter kreśli wizje świata, w którym biologia służy człowiekowi, zdrowiu i odkryciom, a nawet próbie zachowania statusu quo Ziemi i przeciwdziałaniu ociepleniu klimatu. Jego krytycy twierdzą, że Venter ma dar przerysowywania, zwłaszcza jeśli chodzi o to, co już jest możliwe i że działa tylko dla własnych korzyści.

Wszystko rozbija się o syntetyczne życia. O to, kto zostanie syntetycznym bogiem.

Craig Venter to postać mocno kontrowersyjna. Oglądając jego wystąpienia i wypowiedzi ciężko określić, jakim jest człowiekiem. To, że jest naukowcem dokonującym przełomów wiadomo od dawna. W latach dziewięćdziesiątych Venter zirytowany powolnymi pracami nad sekwencjonowaniem ludzkiego genomu fundowanych z publicznych pieniędzy zebrał fundusze we własnym zakresie i zaczął prowadzić badania konkurencyjne do rządowych. Konkurencja bardzo pozytywnie zadziałała na projekty syntezy ludzkiego genomu – po kilku latach w odstępie jednego dnia ogłoszono sukces prywatnych i publicznych badań.

Christopher Halloran / Shutterstock.com
Christopher Halloran / Shutterstock.com

Venter znany jest ze swoich wypowiedzi na temat świata nauki. Twierdzi, że sam system jest źle skonstruowany i nie sprzyja rozwojowi. Instytuty i uczelnie mają po 200 niezależnych naukowców, którzy biją się o środki pieniężne i prowadzą osobne projekty. Tymczasem zorganizowanie jednego projektu naukowego i dobranie zespołu, który pracuje nad nim wspólnie daje o wiele lepsze wyniki. Venter twierdzi, że skupienie na celu i współpraca umożliwia mu sukcesy.

Najbardziej przyszłościowymi projektami Ventera są te dotyczące tworzenia syntetycznego, chemicznego DNA i genomów. W 2010 roku instytut Ventera ogłosił, że stworzył pierwsze syntetyczne życie. Kod genetyczny bakterii Mycoplasma genitalium, jednego z najprostszych genetycznie mikroorganizmów uproszczono do niezbędnych do rozmnażania i funkcjonowania genów (usunięto niemal ⅕ genów), dodano podpisy i wszczepiono do żyjącej komórki Mycoplasma genitalium. Mycoplasa genitalium przyjęła syntetyczne DNA i stała się Synthią – Mycoplasmą labolatorium.

Sam proces przeszczepiania kodu genetycznego nie jest niczym nowym. Nowością było natomiast to, że kod powstał przez modyfikacje człowieka. Krytycy mówią, że skoro ekipa Ventera wykorzystała żyjącą już komórkę, to nie do końca mówimy o syntetycznym życiu, Venter jednak nie przejmuje się tym i pracuje dalej.

Ostatnim jego potężnym projektem jest cyfrowy biologiczny konwerter.

To nadajnik i odbiornik, które analizują, przesyłają, a następnie tworzą chemiczne DNA. Venter nazywa to teleportacją, ale jest to ewidentnie nadużycie. Biologiczny konwerter działa jak drukarka 3D – odbieramy czy tworzymy projekt i drukujemy go. Z tym, że instytuty Ventera mają na wszystko patenty a technologia jest skomplikowana na tyle, by nie została łatwo powielona przez inne firmy.

Craig Venter snuje wizje. Według niego prototypowe konwertery to początek wspaniałej ery. Błyskawiczne przesyłanie DNA i tworzenie go w odbiorniku na początku umożliwi szybkie tworzenie szczepionek. Dziś, w przypadku nowych mutacji chorób dostarczenie szczepionek trwa nawet 9 miesięcy, z konwerterem może się to odbyć w kilka godzin. Odbiornik stworzy syntetyczne DNA, które dodane zostanie do standardowych zestawów każdego labolatorium i szczepionka gotowa. Przeprowadzono już pierwsze testy i całość działa precyzyjnie i szybko.

W planach jest wykorzystanie konwertera do przesyłania antybiotyków, potem większych leków, a następnie może nawet kompletnych genomów żywych organizmów.

Venter lubi rozmach, więc opowiada o dalekiej przyszłości, w której będziemy eksplorować kosmos, i konwertery, miniaturowe i szybkie, będą mogły przesłać na Ziemię odnalezione formy życia z innych planet. Tam zanalizują i zdekodują genom, a na Ziemi z syntetycznycznego DNA odtworzy się je w laboratoryjnych warunkach. Standardowy transport ma być zbyt drogi i niebezpieczny. Po drodze może dojść do zakażeń, zanieczyszczeń czy obumarcia, poza tym trwa to długo. Konwerter jest błyskawiczny.

Venter chciałby, by kiedyś każdy miał w domu takie urządzenie.

Z wielomilionowym wsparciem od prywatnych oraz korporacyjnych inwestorów i przy zapotrzebowaniu na skup syntetycznych części DNA, Venter radzi sobie nieźle. Chce połączyć syntetyczne życie, konwertery i zapotrzebowanie na innowacje w jedną całość.DNA

Synthia na przykład nie jest tylko pokazem tego, co można zrobić. Prosty mikrob z ograniczonymi do minimum genami to podwaliny pod modyfikacje. Na tej podstawie można będzie stworzyć bakterie wytwarzające energię, pochłaniające dwutlenek węgla, używane w przemyśle chemicznym, naftowym, praktycznie każdym. Całkowicie nowe, niewystępujące w przyrodzie organizmy. Konwertery mogłyby służyć do dystrybucji takich produktów na masową skalę przy jednoczesnym wykorzystaniu w przemyśle zdrowotnym. Opcji jest mnóstwo.

Dlatego Venterowi tak zależy na możliwości opatentowania syntetycznych genomów.

Bo sekwencje DNA się patentuje.

Różnice w prawie różnych krajów i kontynentów są znaczne. W Stanach Zjednoczonych Sąd Najwyższy nie zezwolił na opatentowanie genów ludzkich, niemodyfikowanych produktów natury. Natomiast modyfikowane geny nie są już objęte taką ochroną. W stosunku do roślin w Stanach patentuje się nawet drobne modyfikacje. Stąd potęga Monsanto. Same naturalne sekwencje DNA nie mogą być jednak pod ochroną patentową, a samo wyodrębnienie jej nie jest podstawą do roszczenia do niej praw. Jednak gdy sekwencja chroniona jest prawnie, to ochrona ta obowiązuje w każdej postaci, czyli na przykład produkty wytworzone z opatentowanych, zmodyfikowanych genetycznie roślin też zazwyczaj są pod ochroną patentu. Mowa na przykład o mączce z ziaren i tak dalej.

Nieco inaczej jest w Unii Europejskiej. Tu dyrektywy mówią wyraźnie, że opatentować można każdą wyizolowaną sekwencję DNA, nieistotne czy wytwarzaną sztucznie czy pochodzącą z natury. Jednak ochroną nie są objęte produkty. Opatentowane geny są pod ochroną tylko i wyłącznie, gdy spełniają swoje funkcje, więc zwykle w ziarnie kukurydzy patent działa, w mączce już nie, bo nie spełnia już swoich zadań.

Opatentowanie sekwencji DNA oznacza, że jej właściciel intelektualny może mieć ogromne zyski i zablokować lub kontrolować rozwój wszystkiego, co związane z tą sekwencją.

Wiele osób ze świata nauki jest przekonanych, że tylko o to chodzi Venterowi, że świetnie połączył korporacyjną, ukierunkowaną na zyski i dominację działalność z mitem wspaniałej nauki i ekscytującej przyszłości. Że potrafi pięknie opowiadać o przyszłości, a tak naprawdę wszystko rozbija się o kasę i… Nobla.

Venter wydał w zeszłym roku kolejną książkę zatytułowaną “Life at the Speed of Light: From the Double Helix to the Dawn of Digital Life”, w której przybliża kontrowersje moralne i etyczne, opowiada o tym, co jest możliwe, tłumaczy dlaczego DNA jest dziś cyfrowym obiektem i jak może wyglądać nasze życie w przyszłości.

Mówi się, że książka ta jest próbą zwrócenia na siebie uwagi, by dostać nagrodę Nobla. Venter zaprzecza, choć zaznacza też, że bardzo chciałby ją dostać.

Komunikację swoich działań i przybliżanie światu genetyki Venter ma opanowane bardzo dobrze. Sztab publicystów, w tym jego żona, dbają, by mówiło się o jego projektach w odpowiedni sposób. Dlatego właśnie biologiczne konwertery, choć wciąż prototypowe i na dobrą sprawę nieprzełomowe w pomyśle (wszystkie procesy, które wykonują konwertery już istnieją, tylko osobno), w poważnych mediach, takich jak Guardian czy Telegraph przedstawiane są jako niemal cudowne urządzenia. I za każdym razem wspomina się o wizjach Ventera odnośnie do przyszłości. Niemal nikt nie wnika w samo działanie i możliwość nadużyć związanych z konwerterami.

Mimo, że Craig Venter nie jest najsympatyczniejszym naukowcem, to wśród naukowców z mediów ma bardzo mocną pozycję. Time w 2007 roku umieścił go nawet na liście 100 najbardziej wpływowych osób.

Mimo nagród i dokonań, Venter wciąż wzbudza kontrowersje i nie jest lubiany przez spore grono biologów.  Może dlatego, że stoi w opozycji do utartych schematów nauki.

Jednak większą rolę odgrywa tu chyba to, czym zajmuje się Venter.

Biolog bawi się w boga. To musi przerażać i wzbudzać niepokój.

Nigdy nie zaufamy w pełni komuś, kto potrafi tworzyć nowe życie i uważa, że będzie mógł modyfikować to, co żyje. Jest w tym coś, co każe odsunąć się kawałek i zapytać, czy to w porządku. Czy ktokolwiek uprawniony jest do zmieniania natury, która ewoluowała od dziesiątek milionów lat.

Przecież nie znamy jeszcze nawet wszystkich organizmów na Ziemi, jeszcze chwilę temu prowadziliśmy prymitywne wojny, a setki tysięcy dzieci umierało na polio. Tak niedawno nie  wiedzieliśmy niemal nic o człowieku. Dziś nie dość, że naukowcy patrzą w nasze genomy i zaczynają czytać z nich jak z otwartej książki, to jeszcze modyfikują życie.

Rozkładają je na części pierwsze, dekodują, a potem wycinają, przekładają i chemicznie tworzą coś nowego. Bawią się w rzeczy, które jak wiemy z kultury popularnej są ekstremalnie niebezpieczne.

Co, jeśli naukowcy popełnią jakiś błąd i stworzą bakterię śmiertelną dla ludzi i odporną na wszystkie leki? Co, jeśli Venter, jego konkurenci czy jakiś genialny oszołom stwierdzi, że skoro ludzie mogą zostać ulepszeni to muszą być ulepszani i zaczną modyfikować nasze geny?

dna

Co, jeśli genetyka stanie się środowiskiem pełnym chciwych, niemoralnych ludzi? Przecież kolejne rządy mówią, że biotechnologia powinna ustanowić własne standardy postępowania. To oznacza, że standardy i reguły wyznaczą ludzie, dla których modyfikowanie genów jest codzienną pracą i w tym mają swój interes oraz zyski.

Nie da się, po prostu nie da się nie powiązać działań Ventera i komercyjnych konkurentów, którzy chcą patentować ludzkie geny z chęcią zabawy w stwórcę.

A to paraliżuje, bo wywraca do góry nogami świat, który znamy. Religię, przekonanie  wyjątkowości życia, o harmonii środowiska.

Nie da się słuchać przewidywać na temat przeszłości snutych  przez Ventera i nie wyobrazić sobie świata, w którym jakiś biohaker drukuje na konwerterze nowe stworzenie, które właśnie zaprojektował.

Nie bez powodu w ostatnim odcinku sezonu “Orphan Black” wspomniano o Venterze jako osobie, która opatentowała kod genetyczny całego organizmu. Przecież serial opowiada o korporacji i naukowcach, którzy posiadali na własność człowieka, bo posiadali patent na jego genom.

Obawiamy się, że ludzie tacy jak Venter doprowadzą do takiej sytuacji.

P.S. Głównym sponsorem J. Craig Venter Institute jest BP. Czy syntetyczny bóg będzie człowiekiem, a może korporacją?

 

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement