Co może zaoferować Sailfish OS użytkownikom Androida? Sprawdziliśmy Jolla Launcher – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Recenzja/SW Testuje 27.06.2014
Co może zaoferować Sailfish OS użytkownikom Androida? Sprawdziliśmy Jolla Launcher – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Plan rozwoju Sailfish OS był stosunkowo prosty. Przygotować system na tyle, aby był gotowy do pracy na dedykowanym mu urządzeniu, wprowadzić to urządzenie na rynek i sprawdzić reakcję klientów, a następnie zachęcić wątpiących wydaniem przeznaczonym dla innych telefonów. Pierwsze dwa kroki mamy już za sobą i dziś przyszedł czas na kolejny – launcher dla Androida

Dostępne obecnie dla osób, które zgłosiły się do wzięcia udziału w programie testowym wydanie nie bez powodu zostało oznaczone jako „alpha” i utrudniono do niego dostęp. Do wersji finalnej jest jeszcze bardzo daleko, i nawet w ciągu bardzo krótkiej zabawy telefon potrafi poczęstować nas komunikatem o błędzie i konieczności zamknięcia aplikacji. Brakuje także sporej części planowanych funkcji. Skoro jednak części użytkowników udostępniono ten launcher, to coś jednak musi działać. Co i czy warto czekać na końcową odsłonę?

jolla 1

Do naszej dyspozycji oddane zostały właściwie cztery ekrany – blokady i główny (które właściwie można traktować jako jeden), wielozadaniowości oraz siatkę aplikacji. Do zestawu można jeszcze doliczyć jeszcze mini-ekran szybkiego dostępu do najważniejszych aplikacji oraz ekran wyboru jednej z dwóch kompozycji – zasadniczo wszystko to, co powinien mieć każdy przyzwoity program tego typu.

Ekran blokady jest zasadniczo dość standardowy. Na górze umieszczono informację o aktualnej dacie, wyświetlanej… zamiennie z nazwą operatora (dlaczego miałoby to kogokolwiek w ogóle interesować?). Na tej samej wysokości, ale przy lewej krawędzi ekranu znajdują się ikony powiadomień wyświetlane w większości formie absolutnie nieatrakcyjnych, ale przynajmniej ujednoliconych kwadratów z miniaturką aplikacji/powiadomienia.

jolla 4

Intensywna poświata widoczna przy górnej krawędzi wyświetlacza nie jest na szczęście tylko zabiegiem stylistycznym.

Przeciągając palec w dół wyświetlamy skróty aplikacji aparatu, telefonu, pomocy (odsyła na stronie Jolla) oraz wyciszenia telefonu. Opcję wybieramy przeciągając raz przyłożony do ekranu palec w górę lub w dół i aktywujemy po prostu go puszczając. Sprytne i bardzo wygodne przy obsłudze jedną ręką.

jolla 5

Poza tym ekran główny/blokady jest praktycznie pusty. Na dole znalazło się miejsce dla podstawowych wskaźników – godziny, połączeń bezprzewodowych oraz profilu dźwiękowego. Żaden z nich nie jest aktywny, a poziom naładowania baterii czy rodzaj połączenia internetowego możemy sprawdzić dopiero po kliknięciu na ekran – bez odblokowywania plansza delikatnie „podskoczy” w górę i pokaże na kilka sekund te informacje.

Nieco gorzej jest z powiadomieniami. Aplikacja podpowiada cały czas, że wystarczy przeciągnąć palcem z dołu ekranu do góry, aby je wyświetlić.

Nie przynosi to jednak żadnego rezultatu poza odblokowaniem telefonu i przejściem do zakładki z pracującymi w tle programami.

jolla 3

Jolla Launcher działa bowiem nie w układzie poziomym, znanym z wielu innych launcherów, a w pionowym. Wszystkie pulpity znajdują się „jeden na drugim”. Pierwszy z nich po ekranie blokady – ekran wielozadaniowości, mieści na dole cztery ikony (do konfiguracji przez użytkownika), natomiast powyżej nich – cztery duże miniatury zminimalizowanych aplikacji (prezentujących na okładce zrzut ekranu) lub większą liczbę małych.

Co najciekawsze, zarówno pasek statusu Androida, jak i Sailfish OS są tutaj całkowicie ukryte i musimy wrócić do poprzedniego ekranu albo ręcznie wywołać pasek Androida, żeby przekonać się np. czy mamy w ogóle zasięg.

Biorąc pod uwagę, że i tak informacja ta rzadko kiedy jest dla nas istotna, skupienie się na najważniejszych treściach a nie „rozpraszaczach” jest bardzo dobrym pomysłem.

jolla 7

Powrót do zminimalizowanych aplikacji jest oczywisty – klikamy na odpowiednią miniaturę.

Zamykanie aplikacji jest równie proste – wystarczy przytrzymać palec na dowolnej z nich, aby na wyświetlaczu pojawiły się odpowiednie dodatkowe ikony.

Nieco oryginalniejszy jest sam proces minimalizacji programów. Nie musimy klikać przycisku Home – wystarczy przeciągnąć palcem spoza bocznych krawędzi ekranu i już jesteśmy na pulpicie. Zaskakująco rzadko zdarza się wywołać taką akcję przypadkowo, a brak konieczności sięgania do odpowiedniego klawisza, szczególnie na telefonach z dużym wyświetlaczem, niesamowicie ułatwia życie.

jolla 6

Z ekranu wielozadaniowości w dół przechodzimy do siatki ikon i… tutaj już absolutnie nic nie może nas zaskoczyć. Standardowe rzędy i szeregi ikon, standardowy sposób ich przenoszenia. Uwagę zwraca jedynie zmiana niektórych systemowych ikon na ikony wzorowane na Sailfish OS.

Wygląda to naprawdę przyjemnie, oryginalnie i świeżo, choć pozostałe ikony wyraźnie nie pasują wtedy do reszty.

Co więc można napisać o obecnym wydaniu Jolla Launcher? Z jednej strony strasznie brakuje mu dodatkowych funkcji. Powiadomienia (czy „Events”) mają być dodane w kolejnych wydaniach, nie jest możliwe odinstalowanie aplikacji z jego poziomu (znika ikona, program zostaje), potrafi się zawiesić lub wysypać, ale z drugiej strony, jest to tylko bardzo, bardzo wczesna wersja testowa.

jolla 2

I to wersja testowa czegoś, co może w dużym stopniu ułatwić korzystanie jedną ręką z telefonu. W trakcie testów praktycznie ani razu nie trzeba było sięgać drugą ręką, żeby zrobić cokolwiek na smartfonie. Nie było po prostu takiej potrzeby.

Patrząc jednak na to, w jakim kierunku zmierza obecnie rozwój launcherów dla Androida, tak klasyczna (choć usprawniona) propozycja jak Jolla Launcher, może mieć ogromne problemy z odnalezieniem się w świecie launcherów kontekstowych, opartych na lokalizacji, czasie czy przyzwyczajeniach użytkownika. Jest po prostu… zbyt normalna.

Choć dla niektórych może to być ogromną zaletą.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement