Inteligentne okulary lub zegarek? Poczekam aż… znormalnieją

Felieton/Sprzęt 14.03.2014
Inteligentne okulary lub zegarek? Poczekam aż… znormalnieją

Producenci tzw. elektroniki ubieralnej mają w większości przypadków dość spory problem. Pomimo że przygotowane przez nich urządzenia oferują całkiem szeroki zakres funkcji, dostępne są w coraz bardziej przystępnych cenach, rynek zdaje się raz za razem odrzucać kolejne projekty. Powód? Błędne założenie, że kupimy wszystko, co się świeci i wygląda nowocześnie. Szczególnie, jeśli wygląda zdecydowanie zbyt nowocześnie.

Według przysłowia, starego psa nie da się nauczyć nowych sztuczek. W przypadku klientów nie jest to wprawdzie do końca prawdą, ale można odnaleźć wiele elementów wspólnych. Przede wszystkim nie da się często sprzedać czegoś absolutnie nowego, jeśli nie próbuje przynajmniej częściowo udawać, że… wcale nowe nie jest.

Nie wszystko od samego początku

Stwierdzenie to może brzmieć wprawdzie dość śmiesznie, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę przewrót, jaki miał miejsce na pokrewnym rynku smartfonów kilka lat temu, ale wystarczy przyjrzeć się najważniejszym faktom z tego okresu (i z początku tej rewolucji), aby zobaczyć w czym rzecz. Jeszcze jakiś czas temu mało kto posiadał smartfon. Mało kto nawet myślał o tym, że mógłby mu być naprawdę potrzebny i to pomimo tego, że na rynku od dłuższego czasu dostępne były urządzenia tego typu, często w cenach, które wcale również i dziś uznalibyśmy za przyzwoite lub nawet atrakcyjne. Kojarzyły się przy tym z czymś przeznaczonym do celów czysto biznesowych, skierowanym do profesjonalistów, fanów nowych technologii czy po prostu osób ciekawych albo zamożnych na tyle, aby pozwolić sobie na najnowszy gadżet.

smartfon

iPhone OS (później iOS), któremu udało się jako jednemu z pierwszych (lub pierwszemu) wyłamać z tego schematu, charakteryzował się czymś co naprawdę przemówiło do najzwyklejszych nawet klientów. Nie chodzi tu o nowe funkcje, przeglądarkę czy klawiaturę ekranową – chodzi o coś, za co później był najmocniej krytykowany – za nawiązanie do przedmiotów naszego codziennego, przed-smartfonowego „ekosystemu”.

Wyglądu telefonu nie dało się wprawdzie zmienić tak, aby przypominał klasyczny telefon komórkowy – nie o to przecież chodziło – ale postarano się aby każda czynność była jak najbliższa tej samej czynności w rzeczywistym świecie (jak np. przewracanie kartek, etc.), a otoczenie graficzne – jak najbardziej zbliżone do realnych przedmiotów. Stąd wszystkie skóry, kartki, notatniki, linie, szwy, pseudo-zakładki, okładki i szuflady. Ludzie wiedzieli w jaki sposób działać z tymi obiektami, więc nie mieli większych problemów z ich wirtualnymi odpowiednikami.

ios 6 kalendarz

Z czasem, a zajęło to mniej więcej 7 lat, Apple uznało, że użytkownicy wiedzą już czym jest smartfon i do czego służą określone funkcje w systemie operacyjnym i zdecydowało się na zmianę wyglądu według własnego uznania. Reakcje na to posunięcie były mieszane, co jeszcze bardziej podkreśla rolę, jaką tamta stylizacja odegrała w procesie adaptacji iOS na rynku kilka lat temu. Ludzie nie lubią zmieniać przyzwyczajeń – w rzeczywistym świecie ich biurko nie zamienia się nagle w zlepek tęczowych linii, ich kubek nie robi się z dnia na dzień kwadratowy a ich radio nie traci nagle wszystkich przycisków oprócz jednego.

Twórcy ubieralnej elektroniki w większości podeszli do klientów natomiast tak, jakby ci byli już od lat oswojeni z ideą tego typu dodatków. Od samego początku prezentują nam urządzenia o zupełnie nowych kształtach, wymiarach i parametrach niż te, do których przyzwyczajaliśmy się prawie od urodzenia.

Futurystyczny projekt… na siłę

Inteligentny zegarek? Tak, i kosztuje tyle co porządny (wcale niekoniecznie przesadnie drogi) zegarek klasyczny, ale za to średnio widać na nim nawet godzinę w jasnym słońcu, bateria trzyma klika godzin i wymaga specjalnej ładowarki, nie możesz wymienić paska, a do tego jest kwadratowy. Sporo modeli wyglądem przypomina też zabawki dla dzieci – masa plastiku i gumy, bez większego pomysłu i dbałości o detale. Z klasycznym zegarkiem wspólnego ma mniej więcej tyle, że nosi się go na ręce.

Samsung galaxy gear 2 09

Inteligentne okulary? Oczywiście, proszę bardzo. Jedyny problem w tym, że wyglądamy w nich jak przybysz z przyszłości i z całą pewnością będzie się na nas gapił prawie każdy napotkany przechodzień, a z niektórych miejsc mogą nas po prostu wyrzucić. Można się nawet założyć, że robiąc zdjęcie chociażby okularami Google, będziemy na siebie zwracać więcej uwagi, niż robiąc to samo smartfonem.

Jedynymi produktami z tej kategorii, które zostały względnie dobrze przyjęte przez rynek są wszelkiej maści opaski, najczęściej służące jako dodatek dla osób uprawiających sport. Dlaczego? Są lekkie, niewielkie, wygodniejsze do noszenia ze sobą niż telefon i przede wszystkim – nie wyglądamy z nimi, jakbyśmy przykleili sobie do ręki czy do głowy smartfon. Ot, po prostu opaska, z daleka trudno nawet często ocenić, czy jest to „inteligentna” opaska, czy też np. jakiś ozdobny element garderoby.

fitbit

Produkty takie jak te od np. Fitbit w naturalny, niewymuszony sposób trafiły więc na nasze ręce, nie sprawiając, że czujemy się z nimi dziwnie czy niekomfortowo. Kosztują względnie sporo, ale i tak nie stoi to na przeszkodzie w ich popularyzacji. Tymczasem kolejne zegarki Sony czy Samsunga, okulary Google czy podobne, będą miały przed sobą okrutnie trudne zadanie i szanse na to, że mu podołają, są raczej przeciętne.

Klasyka rządzi

Wystarczy zobaczyć, jak wygląda zegarek nowej generacji, który pozostaje na razie jedynie projektem stworzonym na komputerze, ale i tak wzbudził zamieszanie większe, niż prawdopodobnie wszystkie inteligentne zegarki dostępne na rynku razem wzięte.

smartwatch

Odpowiedź na pytanie o wymarzony inteligentny zegarek, który miałby szansę na dobre przyjąć się na rynku, jest jak widać prosta – musi w jak największym stopniu przypominać taki zegarek, jaki dziś nosimy na ręce. Z czasem może, krok po kroku, z wersji na wersję, może on przyzwyczajać użytkowników do coraz bardziej nowoczesnego wyglądu czy sposobu obsługi, ale nie od razu, nie od samego początku.

Podobnie z okularami – każdy z nas kilka razy zastanowiłby się, zanim założyłby Google Glass w ich obecnej formie i wyszedł z nimi np. na spotkanie ze znajomymi. Czy jednak taki sam problem mielibyśmy w przypadku okularów od Epiphany? Oczywiście należy je traktować jako przykład – w nie wszystko musi się wszystkim podobać – ale na pewno wątpliwości byłoby o wiele mniej. Zegarek, okulary, naszyjnik czy pierścionek – wszystko to da się uinteligentnić i sprawić, że zaoferuje klientowi szereg przydatnych funkcji, ale jednocześnie nie można zapominać, że są to elementy naszego ubioru, które nosimy od lat albo wręcz od zawsze. Nie możemy czuć się z nimi dziwnie, nie mogą nam się nie podobać, nie mogą być gorsze od „analogowych” odpowiedników. Mogą być droższe, nawet dużo droższe, ale nie mogą być gorsze czy zupełnie inne. Nie od początku.

smartglass

Nieistniejący ideał

Problem naturalnie wyglądających inteligentnych zegarków czy okularów jest jednak jeden – te, które są już na rynku lub pojawią się na nim w najbliższym czasie, oferują przeważnie zaledwie namiastkę tych, jakie dają nam ich bardziej ekstrawaganckie odpowiedniki. Te natomiast, które oferowałyby nam zarówno pełną funkcjonalność, jak i „opakowanie” klasycznych odpowiedników, po prostu… jeszcze nie istnieją.

I prawdopodobnie ten segment rynku będzie tak długo „sztuką dla sztuki”, jak długo producenci będą się starali na siłę przekonać nas, że inteligentny zegarek musi wyglądać jak zegarek z kalkulatorem z zeszłego stulecia, a okulary tak, jakbyśmy urwali się z filmu S-F. Kiedyś może zgodzimy się na to bez problemu, ale teraz mało kto przystanie na taką ofertę.

Zdjęcie aplikacji do robienia notatek w iOS 6 pochodzi ze strony theloop.ca. Zdjęcie Close up of a man using mobile smart phone pochodzi z serwisu Shutterstock.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement