Titanfall jest świetny, ale nie przełoży się na zmianę układu sił na rynku nowych konsol

Felieton/Gry 11.03.2014
Titanfall jest świetny, ale nie przełoży się na zmianę układu sił na rynku nowych konsol

Gra, o której głośno jest już od dawna. Sieciowy shooter, który ma napędzić nas na kupowanie konsol nowej generacji. Titanfall być może i jest świetną grą. Ale nie wpłynie znacząco na sytuację na rynku next-genów.

Titanfall to sieciowy shooter, który ma być rewolucją na miarę Quake’a, Counter-Strike’a czy Battlefielda. Wszystko dzięki wprowadzeniu zupełnie nowej dynamiki w grze, dopieszczeniu każdego jej elementu, idealnemu zbalansowaniu jednostek oraz możliwości toczenia batalii nie tylko jako kosmiczny komandos, ale również za sterami wielkiego mecha, w grze nazywanego Tytanem. Grę tę stworzyli ludzie ze studia Respawn Entertainment, a więc prawdziwe gwiazdy. Są to bowiem ludzie, którzy swego czasu założyli Infinity Ward i są odpowiedzialni za gigantyczny sukces Call of Duty. I, wygląda na to, że cała podnieta tą grą była uzasadniona. Pojawiły się jej pierwsze recenzje i oceny są bardzo wysokie.

Titanfall jest jednak bardzo ważny również dla Microsoftu. Gigant z Redmond udał się bowiem do Electronic Arts, wydawcę Respawnu, z walizką pełną pieniędzy i wynegocjował dla siebie wyłączność na ten tytuł. Titanfall ukaże się więc wyłącznie na Windows, Xbox 360 i Xbox One. Posiadacze Linuksa, OS X i PlayStation muszą obejść się smakiem. Trudno jest więc się dziwić, że okołogrowe części Internetu atakują nas wręcz ufundowanymi wspólnie przez Electronic Arts i Microsoft reklamami. Gigant z Redmond stawia olbrzymie pieniądze na Titanfalla. Tyle że to błąd. Titanfall nie będzie system sellerem. Ludzie nie kupią dla niego Xboksa One. Chociażby dlatego, że Titanfall pojawi się również w wersji dla Windows i Xboksa 360.

TF_Fracture_Battle_0

Prawdę powiedziawszy, skupianie się na Titanfallu udowadnia, że dział marketingu Xboksa dalej nie ma pojęcia co robi. Mając konsolę Xbox 360 nie kupię One’a tylko po to, by mieć ładniejszą oprawę graficzną. To za duży dla mnie, Kowalskiego, wydatek przy zbyt małej korzyści. To może uda się przekonać osobę, która rozważa zakup nowej konsoli i skłania się ku PlayStation 4? Również nie.

Problemem Xboksa One nie jest bowiem brak gier. Obie konsole nowej generacji mają, póki co, dość ubogą ofertę jeśli chodzi o gry, ale większy problem ma… konsola Sony. Kto nie wierzy, niech chociażby wskaże odpowiednik gry samochodowej Forza Motorsport 5 na PlayStation 4. Lepszy, gorszy, bez znaczenia. Nie ma? Tylko arcade’owy Need for Speed dostępny również na Xboksa? No właśnie. A to tylko przykład. One nie ma problemu z grami, a przynajmniej ma mniejszy, niż nowy Plejak. Mimo tego, konsola Sony sprzedaje się, według szacunków, prawie dwukrotnie lepiej od One’a.

Skoro nie o gry chodzi, to o co?

Titanfall to gra dla Xboksa One, w którą również pogram na Xboksie 360. Nawet nie pochodzi on od żadnego ze studiów Microsoftu. To nie jest kolejne Halo czy Gears of War. To (być może) rewelacyjna gra, ale w żaden sposób nie napędzi sprzedaży One’ów. To nie oznacza, że Microsoft powinien skapitulować i oddać pole Sony. Nic z tych rzeczy. Czas jednak zacząć rozwiązywać problemy. Zupełnie inne od braku gier, bo tu Microsoft, używając w sumie miliarda dolarów, wykonał dobra robotę, by przekonać deweloperów do One’a.

Dostępność. Xboksów One sprzedaje się mniej, bo… są sprzedawane w nieporównywalnie mniejszej ilości regionów. Nawet w Polsce konsola ta nie miała jeszcze swojej premiery, w przeciwieństwie do PlayStation 4. Osoby takie jak ja, które kupiły ją z innych krajów, męczą się z blokadami regionalnymi na dużą część usług. One to urządzenie rozrywkowe ponoć nie tylko do gier. A tymczasem Xbox Muzyka ma blokadę, aplikacji do Deezera czy Spotify ani śladu, a webowe wersje, z uwagi na brak obsługi Flasha, nie działają. A to tylko przykład.

Lepsze narzędzia deweloperskie. Graczy nie interesuje to, że Xbox One jest może i wydajny, ale też trudniejszy w programowaniu, przez co sporo gier multiplatformowych renderowanych jest na tej konsoli w niższej rozdzielczości. Ich interesuje efekt końcowy. A nawet omawiany tu Titanfall będzie pracował na One w rozdzielczości… 792p. Twórcy zapowiedzieli, że nad grą nadal pracują i że powinniśmy spodziewać się łatki zwiększającej rozdzielczość do 900p z wygładzaniem krawędzi lub 1080p bez wygładzania krawędzi (decyzja o końcowym trybie nie została podjęta). Znacznie mniej skomplikowany PlayStation 4 problemów nie ma. Graczy nie interesują wymówki, interesuje ich końcowy produkt. Ci „wkręceni” w świat gier czytają w mediach i na forach, że te same gry wyglądają lepiej na PS4 niż na X1. Nowe narzędzia deweloperskie ponoć usuwają znaczną część problemów, DirectX 12 ma dać dodatkowego „kopa”. Ale ile jeszcze mamy na to czekać?

xbox-one-otwieracz

Lepsza komunikacja z klientami. To wałkowaliśmy już dziesiątki razy. Pierwsza prezentacja Xboksa One to była katastrofa. Konsumenci zapamiętali z niej tyle, że nie będzie można sprzedawać kupionych przez siebie gier i że Xbox One do grania to tak właściwie nie służy, a do oglądania telewizji i multimediów. To rzecz jasna wierutna bzdura, ale taki komunikat przekazał sam Microsoft! Jasne, próbowano to potem odkręcać i działania te były właściwe. Nadal jednak są potrzebne.

Cena, cena, cena! A teraz spójrzmy na poprzednie podpunkty i zwróćmy uwagę na różnicę cenową między obiema konsolami. Xbox One może i oferuje więcej akcesoriów w pudełku. Ma Kinecta, ma oprogramowanie, które faktycznie ułatwia konsumowanie treści innych niż gry, oferuje też, moim zdaniem (tu pewnie niektórzy zaprotestują, więc podkreślam subietywoność oceny) więcej ciekawych gier. Ale wchodząc do elektromarketu Kowalski widzi dwa pudełka z podobnymi konsolami i widzi, że PlayStation 4 jest o jakieś 400 złotych tańszy, a biorąc pod uwagę całkowitą cenę urządzenia, to całkiem sporo. Przypomni sobie o niższej rozdzielczości, o rzekomych problemach ze sprzedażą gier i o tym, że przecież One to nie do gier, a do telewizji i wybierze konsolę Sony. Może i zrozumiałby „czemu Xbox One jest lepszy” (cudzysłów zamierzony, obie konsole mają mocne i słabe strony), ale tu zawodzi wspomniana w poprzednim akapicie komunikacja z klientami. Microsoft tak, czy inaczej, dopłaca do każdego One’a, tak jak Sony do każdego „Plejaka”. Obie firmy liczą na zyski z gier i usług. Lepiej dopłacić więcej, ale potem więcej zarabiać z owych gier i usług, nieprawdaż?

Titanfall nic nie zmienia

To fajnie (dla Microsoftu), że Titanfall będzie tylko na platformach z logo Xbox. Wierzę, że to świetna gra, która da graczom dziesiątki godzin wybornej zabawy. Ale to nie jest pierwsza potrzeba One’a ani nie jedyna. One odnosi sukces, ale PlayStation 4 coraz bardziej się od One’a oddala. Zrównanie wyników sprzedaży to korzyść dla wszystkich zainteresowanych. Jako zadowolony posiadacz One’a cieszę się, że Microsoft o mnie dba (mimo iż akurat Titanfallem zainteresowany nie jestem, tak jak innymi grami bez solidnego trybu single player).

Wolałbym jednak, jako gracz, by gigant z Redmond skupił się na umacnianiu swojej platformy przez inne działania, te bardziej konieczne. To nie oznacza zaniedbywania zabiegania o nowe gry. Tu jednak sytuacja ma się lepiej lub w ostateczności równie dobrze, co u konkurencji. Są jednak pilniejsze sprawy.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement