Pracodawcy, czytając CV, sprawdzają kandydatów w mediach społecznościowych. I co z tego?

Felieton/Social media 19.02.2014
Pracodawcy, czytając CV, sprawdzają kandydatów w mediach społecznościowych. I co z tego?

Wiele mówi się o zagrożeniach prywatności związanych z social media i użytkownikach, którzy udostępniają wszystko publicznie. Jako koronny przykład tego, jak serwisy społecznościowe są niebezpieczne, podaje się pracodawców odrzucających CV kandydata po przejrzeniu ich profilu na Facebooku. A wiecie co? To ma też dobre strony.

Zdziwi Was pewnie jak powiem, że powinniście być zadowoleni z tego, że pracodawca sprawdza pracownika pod kątem jego obecności w sieci. Oczywiście pod warunkiem, że sami nie piszecie pod nazwiskiem nic, za co później będziecie się wstydzić. Jeśli zaś znajdzie się coś obciążającego na Waszym profilu, który potem każdy chętny może przejrzeć, tym lepiej dla innych… starających się o to samo stanowisko.

Facebook zmienił diametralnie sposób, w jaki komunikujemy się w Sieci.

facebook urodziny film

Dzięki wymogowi podawania prawdziwych danych (a w szczególności imienia i nazwiska) oraz zdobyciu przez portal Zuckerberga tak dużej popularności, że korzysta z serwisu co siódmy człowiek na ziemi, Internet stał się jeszcze lepszym odbiciem rzeczywistości. To nie jest już nie tylko i wyłącznie zbiór forów, chatów i kanałów IRC, gdzie każdy podpisuje się dowolnym ciągiem znaków. Sieć stała się miejscem, gdzie druga osoba nie jest tylko zbiorem bitów składających się na nick, a wirtualny awatar ze zdjęciem daje namiastkę żywego człowieka.

Nie to, żeby przeszkodziło to ludziom zachowywać się tak, jakby Internet dalej był anonimowy. Nie mówię tutaj już nawet o szpiegowaniu nas przez NSA i możliwości namierzenia IP autora obraźliwego komentarza pod newsem traktującym o jakimś trzecioligowym polityku. Ludzie logują się przez FB Connect i płyną w swoich komentarzach tak samo, jak wcześniej robili to anonimowo. Posługując się przy tym oczywiście takim samym rynsztokowym językiem pełnym nienawiści.

Czasem jestem wręcz przerażony, gdy opuszczę tego “swojego” Facebooka.

facebook hejt hate kryzys

Każda krótka wycieczka po kilku popularnych fanpage’ach na Facebooku, zwłaszcza tych gromadzących użytkowników pod banderą negatywnych emocji, pokazuje mi że ludzie wcale nie wstydzą się pisać okropnych i podłych rzeczy. Oczywiście podpisując się swoim imieniem, nazwiskiem i najczęściej dodając do tego uśmiechnięte zdjęcie swojej facjaty. Treści wulgarne i obrażające innych – personalnie lub ze względu na przynależność do mniejszości narodowej lub seksualnej, bez różnicy której – są na porządku dziennym.

Nie wiem jak Wy, ale ja staram się podchodzić do świata pozytywnie i negatywnych emocji się pozbywać. Wolę też otaczać się ludźmi o takim samym podejściu, więc mój własny wall jest miejscem przyjaznym, gdzie nie ma przypadkowych osób. Dzięki mechanizmom Facebooka mogę zaś sam odseparować się od osób wyrażających się publicznie w wulgarny sposób. Osoby pełne jadu i złości niech kiszą się we własnym towarzystwie.

Każdy sam wystawia sobie świadectwo i nie mam ochoty nikomu odbierać prawa do pokazania się od tej najgorszej strony.

sytemy komputerowe

Cieszę się wręcz, że takie osoby to robią, bo oszczędzają mi potem przykrej niespodzianki. Szkoda mi tracić czas, skoro można od razu zauważyć, że przypadkowo spotkana w Sieci osoba ze względu na sposób wyrażania swoich poglądów nie jest dla mnie partnerem do dyskusji. I wiem, że teraz zabrzmi to strasznie egoistycznie, ale…cieszę się, że takie osoby później mają utrudnione znalezienie roboty.

Nie oszukujmy się – na rynku pracy podczas rekrutacji potencjalni kandydaci nie są przyjaciółmi osoby składającej CV. Podobnie jak wcześniej, podczas rekrutacji na studia, nie liczy się wynik kandydata, a tylko to, jak wypadł na tle innych chętnych. Prawda jest taka, że na jedno stanowisko w pracy potencjalny pracodawca wybierze dokładnie jedną osobę, a pozostałe odeśle z kwitkiem. Przyznajcie się sami przed sobą, kto z Was nie byłby zadowolony z tego, że pozostali kandydaci na swoje życzenie wykreślają się z listy?

Sprawa nie jest naturalnie taka prosta.

shutterstock_119993242

Oczywiście stwarza to też pole do nadużyć. Cwani ludzie mogą budować nawet swoje publiczne profile pod kątem sprawdzania ich przez potencjalnego szefa, a prywatnie udostępniać zdjęcia z libacji alkoholowych, narzekać na obecną pracę. Te antysemickie komentarze można też pisać publicznie z fake’owego konta. Ale… to też jest okay, bo każdy przecież ma to “prawo do prywatności i anonimowości”. Jeśli ktoś chce z niego korzystać, ma ku temu narzędzia.

A jeśli ktoś z tego prawa dobrowolnie rezygnuje pisząc na Facebooku to samo, za co pracodawca wyrzuciłby go z rozmowy kwalifikacyjnej podczas powiedzenia tego prosto w twarz? To jego wola. Zagrożeniem jest oczywiście też to, że sam pracodawca może mieć jakieś swoje własne, że tak to ujmę, “wyraziste” poglądy. Może np. odrzucić kandydata, bo ten w social media pochwalił się, że kibicuje tej niewłaściwej drużynie sportowej. Pytanie tylko, czy chcecie u takiego szefa pracować, czy może lepiej, że to on podziękuje Wam na wstępie i nie wyrzuci potem po miesiącu?

Pracodawca to też człowiek!

czat

Tak jak towarzystwo ubezpieczeniowe może podnieść wysokość składki nałogowego palacza, tak pracodawca może mieć obiekcje przed zatrudnieniem osoby, która – wnioskując po zdjęciach umieszczanych w Sieci – codziennie przychodzi do pracy na kacu. Patrząc z perspektywy pracodawcy doskonale rozumiem, że woli zatrudnić osobę, która ma większe predyspozycje sprawdzić się na danym stanowisku.

Jestem też zdania, że inteligentny pracodawca rozróżni filmik umieszczony na Facebooku przez kogoś 10 lat temu podczas zabawy w NekNomination, od regularnie wrzucanych zdjęć “po pijaku” z dopiskiem “znów za 3 godziny wstaję do pracy, a ciągle jestem w klubie, <3 my life!”. To, że ktoś kiedyś w młodości popełnił błąd publikując taki nie przekreśli go przecież na zawsze w oczach – podkreślam – rozsądnego szefa. Rekruterowi pozwoli to zaś odsiać osoby, które do firmy nie pasują.

beer game

Sam w sobie Facebook nie jest zły. Bądź co bądź daje użytkownikowi narzędzia, które pozwalają wybrać, kto zobaczy daną treść. Nie licząc wycieków danych i problemów po stronie serwerów fejsa, gdy coś prywatnego staje się publiczne – to też się oczywiście zdarza – użytkownicy mają jako-taką kontrolę nad tym, kto, co, kiedy i jak widzi. Owszem, lwia część fejsbukowiczów ma to w głębokim poważaniu i naraża się przez to na nieprzyjemności.

Ale to ich wybór, prawda?

Zdjęcia Keyboard with Hate button, social network conceptBack view of a businessman working with a computer in his office i Networking pochodzą z serwisu Shutterstock.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement