Polski poseł chce pozywać internautów za udostępnienie na Facebooku niewygodnego artykułu

Artykuł/Social media 19.02.2014
Polski poseł chce pozywać internautów za udostępnienie na Facebooku niewygodnego artykułu

Udostępniłeś na Facebooku artykuł, więc licz się z pozwem. Tak wygląda wolny Internet według śląskiego posła

Mimo że żyjemy w XXI wieku, to wiele osób nie rozumie działania Internetu. Doskonałym tego przykładem jest poseł Marek Balt, lider SLD na Śląsku. Zamierza on pozwać Internautów, którzy zdecydowali się polubić lub udostępnić w portalach społecznościowych nieprzychylny mu artykuł opublikowany w lokalnej prasie – informuje Dziennik Zachodni.

W artykule zatytułowanym „Jak ukraść milion z kasy miejskiej?” dosyć jaskrawie zasugerowano, że poseł i jego żona, będąca też miejską radną, wykorzystali swoje koneksje podczas konkursu wyłaniającego najlepsze projekty w konkursie na inicjatywy lokalne. W konkursie wybrano siedem projektów, spośród których tylko jeden nie pochodził ze Stowarzyszenia Wybierzmy Przyszłość, którego prezesem w przeszłości była właśnie miejska radna, Pani Balt. Obecnie stanowisko to pełni siostra radnej. Oprócz tego artykuł ujawnił inne, już mniej wyraziste, powiązania między komisją konkursową, a wymienionym wyżej stowarzyszeniem.

Poseł Balt uznał tę publikację za niszczącą jego budowaną przez długi czas reputację.

Z tego powodu zamierza pozwać wydawcę dziennika i… internautów, którzy zecydowali się udostępnić artykuł w portalach społecznościowych. Kto wie, może pozwie i nas, bo, jakby nie patrzeć, również nawiązujemy do tej publikacji. Na szczęście jednak poseł Balt ma dobre serce i daje użytkownikom sieci szansę na poprawę. Poseł rozesłał już do internautów wiadomość, którą pieszczotliwie nazywa prośbą. Żąda w niej usunięcia nieprawdziwych informacji na temat swój i swojej rodziny, a także współpracowników oraz domaga się przeprosin. W sposób miły ostrzega również, że brak reakcji będzie skutkował pozwami od wszystkich osób, których dobra osobiste zostały naruszone.

marek-balt

Co prawda poseł przekonuje, że nie zamierza pozywać zwykłych internautów, a politycznych przeciwników, którzy mogli skorzystać na udostępnieniu tej informacji, jednak niesmak pozostaje. Bo równie dobrze poseł Balt może chcieć pozywać ludzi za to, że przeczytali ten artykuł i poinformowali o nim innych każdą inną drogą, za pomocą komunikatora, telefonu lub mowy. Parafrazując słowa klasyka i kibiców warszawskiej Legii można rzec „Sorry, takie mamy prawo”.

Gdyby poseł Balt zamiast skupiać się na wyciszaniu tej afery, poczytał o działaniu społeczności w Internecie, wiedziałby, czym jest efekt Barbry Streisand i że takie rozpaczliwe próby wyciszania ludzi i poprawy swojego wizerunku w większości przypadków przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego.

Im bardziej ludziom czegoś zakazujesz, tym bardziej tego łakną. Dowodem tego jest nie tylko efekt Streisand, ale chociażby wprowadzenie prohibicji w USA, po której w Ameryce znacząco zwiększyła się liczba alkoholików. Zdecydowanie, gdyby poseł tak zaciekle nie bronił swoich praw, sprawa by ucichła i niebawem nikt by o niej nie pamiętał.

tomasz-jaskola

Stało się jednak inaczej i informacja o działaniu posła Balta nie tylko trafiła na stronę główną wykopu i napisały o niej mało zainteresowane polityką media, takie jak nasz blog, ale też jest szeroko komentowana przez internautów w całym kraju. Sytuację tę staraja się wykorzystać już konkurenci posła. Jeden z nich, Tomasz Jaskóła, reprezentant częstochowskich Republikanów, w sobotę organizuje Częstochowie spotkanie wszystkich internautów, którzy otrzymali wiadomość od posła Balta i chcą się na temat tej, jakby nie patrzeć bulwersującej, sprawy wypowiedzieć.

Krótko mówiąc, poseł Balt doprowadził do zupełnie innej sytuacji niż ta przez niego pożądana.

I w przeciwieństwie do dużych marek takich jak Sokołów czy Reserved, poseł Balt może sporo stracić. Po publikacji mógł na jakiś czas stracić zaufanie lokalnej społeczności. Teraz też do tego dojdzie, ale na znacznie większą skalę. Posłowi zapewne nie pomogłoby też, gdyby sprawę faktycznie wygrał, a sąd uznałby publikację za działającą na jego niekorzyść. Sprawy takie w końcu mają to do siebie, że ciągną się miesiącami lub latami, a bardziej niż ich rezultat, ludzi obchodzi to, z jakiego powodu do niej doszło.

Internauci nie zawsze mają rację, ale lepiej z nimi nie walczyć, bo przypominają wygłodniałe stado ryb, które żywi się plotkami, kontrowersyjnymi opiniami oraz informacjami. Jeśli coś pójdzie Ci nie tak, rzucą się na Ciebie i będą próbowali Cię zjeść. Jednak jak to ryby, już po kilku sekundach zapomną o tym, gdzie leżało żarcie i rzucą się na nową pożywkę w postaci czyjegoś rozwodu, potknięcia lub kolorowych majtek Dody. Poseł Balt postanowił te ryby przez jakiś czas regularnie dokarmiać i jestem pewien, że nie wyjdzie mu to na dobre.

Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że Sąd Apelacyjny w Katowicach niedawno ogłosił, że możemy ponosić odpowiedzialność za samo linkowanie do treści naruszających dobra osobiste danej osoby. Jakub Kralka tak napisał o tej sprawie w serwisie TechLaw.pl.

– Po raz kolejny mamy przypadek orzeczenia sądu w sprawie linkowania, które budzi kontrowersje i wątpliwości. Motorem napędowym tych dylematów jest praktyka – każdego dnia w sieci pojawiają się miliony linków, wśród których większość mogłaby w jakiś sposób zostać uznana za naruszające prawo. Osoba podająca odnośnik do określonej strony przede wszystkim nie musi mieć wiedzy, że dana strona łamie prawo, narusza prawo autorskie czy czyjeś dobra osobiste. Prawo cywilne jest w tej materii jednak dość bezwzględne, koncentrując się na konsekwencjach, a nie intencjach linkującego.

Sytuację będziemy śledzić.

Zdjęcie business man getting strangled by the computer pochodzi z Shutterstock

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement