Nowa aplikacja mBanku jest świetna. Chyba, bo na razie jej nie użyję

Felieton/Bankowość 20.02.2014
Nowa aplikacja mBanku jest świetna. Chyba, bo na razie jej nie użyję

Podoba mi się podejście mBanku do aplikacji mobilnej banku. W odróżnieniu od webowego interfejsu, który prócz wyszukiwarki i tagów operacji jest dla mnie po wielu miesiącach wciąż chaotyczny i nielogiczny, nowa aplikacja mobilna jest atrakcyjna. Chyba. Nie wiem, bo nie mam zamiaru jej użyć. Przynajmniej na razie.

Siedziałam kiedyś w samolocie za pewnym znanym pasjonatom telco panem pracującym dla jednego z operatorów. Wystarczyły 3 minuty, bym poznała jego kod odblokowania iPhone’a. Gdybym była złodziejem lub jakimś cyfrowym przestępcą, lub chamem chcącym narobić kłopotów rozpoznawalnej twarzy, mogłabym to zrobić – samo dorwanie smartfona byłoby trochę trudne, ale nie niemożliwe, zwłaszcza gdy zasnął z nim w kieszeni. Mogłabym dostać się do danych, części pewnie poufnych, mogłabym potrollować na oficjalnych, popularnych kontach w sieciach społecznościowych…

Kod PIN blokady smartfona jest na tyle mocny, na ile użytkownik nie eksponuje go całemu światu.

A to użytkownicy robią bardzo często. Wystarczy jedno zerknięcie i poznaję kody ludzi w autobusach, w kawiarniach, moich znajomych i nieznajomych. Kod PIN blokady przyda się, jeśli zgubisz telefon. Przyda się także, jeśli wpisujesz go tak, by potencjalny kieszonkowiec na ulicy nie mógł go zauważyć. Jednak bądźmy szczerzy – mało kto stosuje dodatkowe środki ostrożności i większość zabezpieczających PIN-em telefony zdaje się wyłącznie na to, nie będąc świadomy, że przy wyciąganiu smartfona co kilka minut i odblokowywaniu go w publicznych miejscach można łatwo pokazać go światu. Przeciętny użytkownik robi to 39 razy dziennie, ale aktywny smartfonowiec nawet kilkaset.

Pomijam już możliwość „wyciągnięcia” kodu PIN przez nagranie z mikrofonu i kamerki smartfona czy roboty do wklepywani PIN-ów – najsłabszym ogniwem, jk zwykle, jest zawsze człowiek.

A co to ma wspólnego z mBankiem i jego nową aplikacją mobilną?

Po uruchomieniu nowej aplikacji widzimy takie ekrany:

Od dziś do aplikacji mobilnej mBanku można dostać się za pomocą kodu PIN. Najpierw trzeba go nadać, wchodząc z komputera do serwisu webowego i parując urządzenie, tak żeby mBank wiedział, że jest zaufane. Po wykonaniu procesu do banku na smartfonie można logować się już tylko od 5 do 8 cyfrowym PIN-em, bez konieczności wpisywania identyfikatora i hasła.

Aplikacja zawiera sporo niezłych „bajerów”, jak wyświetlanie spersonalizowanych informacji jeszcze przed zalogowaniem, wyszukiwarkę taką jak w webowej wersji, 30 sekundowe kredyty, mapy z ważnymi punktami, jak mOkazje, bankomaty i placówki czy zatwierdzanie operacji tym samym PIN-em, który używa się do logowania. Jest poza tym ładna i nowoczesna, pomyślano także o tym, by przy ustawieniu PIN-u zmienić maksymalny limit transakcji mobilnych na 3 operacje i 200 zł. Na wszelki wypadek.

Tylko co z tego, skoro bank twierdzi, że dzięki nowościom aplikacja będzie użyteczna praktycznie w każdym momencie, zwłaszcza w sytuacjach gdy stoimy w sklepie i chcemy sprawdzić czy stać nas na zakup, jesteśmy na mieście i chcemy sprawdzić czy w okolicy jest jakiś punkt usługowy w którym dostaniemy zniżkę.

Jasno więc powiedziano, że jest to aplikacja do używania typowo mobilnie, w biegu, w ruchu. Zresztą zmniejszeniu czasu dostępu do banku, który przecież w biegu jest bardzo ważny, ma służyć zastąpienie danych logowania kodem PIN. Szybciej, łatwiej, gdzieśtam na mieście.

Już widzę, jak na mieście za każdym razem chcąc logować się do banku szukam zacisznego zakątka, bo wielkie klawisze numeryczne na moim prawie sześciocalowym smartfonie i to, które naciskam widać z kilkunastu metrów. Niby można „odpiąć” telefon w każdym momencie i zablokować dostęp do banku, ale… Zanim człowiek zorientuje się, że nie ma telefonu może być już za późno.

Paradoksalnie „stary” dostęp do banku nie był tak łatwy do podejrzenia przez ramię. Wpisywać trzeba było identyfikator a potem hasło na klawiaturze qwerty – małej, niewidocznej i ciężkiej do podpatrzenia, co się w nią wpisuje.

Dlatego na razie nie będę korzystać z nowej, chyba świetnej aplikacji mBanku. Nie chodzi tu o to, że ktoś wpisze mi na fejsie głupie statusy, a o moje pieniądze.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement