Lightning Returns: Final Fantasy XIII – dzieło, które można znienawidzić – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 21.02.2014
Lightning Returns: Final Fantasy XIII – dzieło, które można znienawidzić – recenzja Spider’s Web

Naprawdę rzadko zdarza mi się być w takiej sytuacji. Jestem świeżo po napisach końcowych ostatniej odsłony Final Fantasy na konsole siódmej generacji. Nie potrafię jednak odpowiedzieć, w jakim stylu Square Enix pożegnało się z Xboksem 360 oraz PlayStation 3. Lightning Returns: Final Fantasy XIII to zarówno oryginalne dzieło, jak i nietrafiony bubel. Tytułowi nie można odmówić oryginalności oraz impetu, ale na pewno nie tego spodziewali się wszyscy miłośnicy niezwykle popularnej serii Final Fantasy.

lightning returns 11

Motomu Toriyama, główny producent trylogii Final Fantasy XIII, po prostu zakochał się w protagonistce Lightning. Czuć to podczas jego występów na scenie oraz spoglądając na właśnie ukończoną trylogię – Błyskawica zawsze znajduje się w centrum uwagi, pomimo wielu wrogów w szeregach fanów Final Fantasy. Trylogia z numerem „XIII” to bardzo kontrowersyjne produkcje, które wielu nie przypadły do gustu. Dla mnie oryginalna część trzynasta była ogromnym zawodem, w przeciwieństwie do naprawdę świetnego Final Fantasy XIII-2. Po nim nadszedł czas na Lightning Returns, kończącą wszystkie wątki odsłonę, która jest jednocześnie pomnikiem dla głównej bohaterki oraz końcem serii na konsolach siódmej generacji.

lightning returns 4

To niezwykłe, że do teraz mam ogromny problem, aby zdecydować się, w jakim stylu Square Enix pozostawia platformy Microsoftu i Sony – z wielkim wdziękiem, czy może ogromną wpadką.

Lightning Returns: Final Fantasy XIII wywraca do góry nogami przyjęty przez Japończyków system. W tej grze wszystko jest zupełnie inne, nowe, świeże i nie zawsze trafione. Jeżeli graliście w podstawową „trzynastkę” i sądzicie, że odnajdziecie się tutaj bez problemu – wybijcie to sobie z głowy. Zmiany są gigantyczne. Od teraz główna bohaterka nie staje się silniejsza z walki na walkę, ale podczas wykonywania zadań. Zgadza się, do Final Fantasy zostały zaimportowane klasyczne „questy”, za wypełnianie których prowadzona przez nas postać rozwija swoją siłę. Punkty doświadczenia, przeskakiwanie z poziomu na poziom – nic z tych rzeczy, zapomnijcie. Esencją Lighnting Returns jest wykonywanie zadań, które powierza Lightning… sam bóg.

lightning returns 2

Muszę przyznać, że pomysł na scenariusz należy do niezwykle ciekawych. Tak oto po 500 latach śpiączki Lightning zostaje wybudzona ze snu, na potrzeby jej ostatniej, najważniejszej misji. Po niezwykle pesymistycznym i szokująco tragicznym zakończeniu XIII-2, cały świat popada w niszczący wszystko na swojej drodze Chaos. Na skutek wydarzeń z poprzedniej odsłony, ludzkość stoi na krawędzi wymarcia. Niezdolna do rozmnażania, ze światem pożeranym przez 500 lat kawałek po kawałku, broni się w ostatnich bastionach ludzkości przed końcem, przed apokalipsą, która nadejdzie w ciągu najbliższych 13 dni. Właśnie tyle czasu ma Lightning, aby uratować jak najwięcej dusz.

lightning returns 10

Okrzyknięta „Zbawicielem”, główna bohaterka jest instrumentem w rękach boga tworzącego nowy, lepszy świat, w którym może się schronić reszta ludzkości. Aby tak się jednak stało, Lightning musi wybawić ich dusze, wykonując główne oraz pobocze zadania.

Wątek 13 dni oddzielających Lightning od końca świata to kapitalne zagranie. Za pomocą systemu dobowego gracz prowadzi nieustanną walkę z czasem, starając się przenieść jak największą ilość postaci niezależnych do nowego, lepszego miejsca. Jeżeli bóg będzie niezadowolony z działań mianowanego przez siebie „Zbawiciela”, ten po upływie odpowiedniego czasu zobaczy napis „Game Over”. Jako namaszczona przez tak potężną siłę, Lightning nie może umrzeć podczas walki. Jej niepowodzenie związane jest tylko i wyłącznie z ostateczną misją, która toczy się o przetrwanie całego gatunku. Niezwykłe, prawda?

lightning returns 9

Niestety, niezwykle oryginalny system dobowy wprowadza mnóstwo zamieszania. Tak oto każde zadanie może być zrealizowane tylko w określonych godzinach. Za dnia Lightning napotyka zupełnie inne postacie niezależne, niż te pod osłoną nocy. Dodając do tego konieczność powrotu do „Arki” – schronienia, które dla Lightning stworzył bóg, o 6:00 każdego dnia, powstaje ogromne zamieszanie. Jeżeli nie jesteście terminowi, nie macie głowy do dat i nie przykładacie ogromnej uwagi do dokłaniej organizacji codziennego życia, Lightnning Returns może być dla Was prawdziwym koszmarem. Tutaj wszystko uzależnione jest od tykających wskazówek zegara, natomiast możliwość ich chwilowego zatrzymania za pomocą specjalnej umiejętności jedynie częściowo ułatwia sprawę.

lightning returns 5

Bez nieustannego zaglądania we własne notatki oraz wbudowany w grę dziennik misji gracz będzie zupełnie bezradny, jak dziecko we mgle. Jeżeli preferujecie spokojną, systematyczną rozgrywkę, Lightning Returns niezwykle Was rozczaruje.

System podparty dniami odliczanymi do końca świata jest piekielnie oryginalny, ale stanowi ogromny minus dla części z graczy przyzwyczajonych do jRPG starej daty. Na pewno nie spodoba im się również nowy system walki, który po raz kolejny wprowadza wiele zamieszania. Tym razem esencją podczas starć jest zmienianie w czasie rzeczywistym trzech stylów, odmiennych od siebie. Na taki styl składa się dzierżona broń, pancerz, akcesoria, a także rodzaje ataków i czarów. Gracz posiada pełną dowolność w doborze odpowiednich stylów, natomiast ich różnicowanie jest kluczem do sukcesu. Każdy napotkany przeciwnik posiada element, na który jest szczególnie podatny. Atak bronią białą, lód, powietrze, ogień czy elektryczność, na każdą bestię znajdzie się niezwykle skuteczny sposób walki. Szeroka gama odmiennych umiejętności i odmiennych styli jest więc niezbędna, aby poradzić sobie w dalszych etapach gry. To jednak wciąż nie gwarantuje protagonistce sukcesu.

lightning returns 6

Lightning Returns: Final Fantasy XIII jest niezwykle wymagającym tytułem. Nie tylko ze względu na nieustanną walkę z czasem, ale także dające popalić potyczki. Wrogowie, nawet ci najbardziej słabi, posiadają przerażającą ilość punktów życia. Dzierżąc najsilniejszą broń w grze, konfrontacje trwają zdecydowanie zbyt długo i pomimo nieustannych zmian w stylach walki, stają się niezwykle monotonne. Dzięki Bogu te przestały być obowiązkowe – jak napisałem wcześniej, Lightning staje się silniejsza jednie dzięki wypełnianiu zadań. To pozwala na omijanie przeciwników szerokim łukiem, skupiając się na powierzonych „Zbawicielowi” misjach.

lightning returns 3

Wszystkim, którzy chcą dać szansę temu tytułowi, polecam rozpoczęcie zabawy na poziomie „Easy”. Nie przesadzam, a piszę to osoba, która ma za sobą wszystkie podstawowe odsłony serii Final Fantasy.

To, co uderzyło mnie w Lightning Returns: Final Fantasy XIII, to niezwykle nierówna warstwa wizualna. Gra momentami jest niezwykle brzydka. Poruszając się po pewnych obszarach mapy czułem, jak gdybym grał na pierwszym Xboksie, nie Xboksie 360. Uwierzcie mi, nie przesadzam. Lightning Returns potrafi przerazić prostymi, kwadratowymi konstrukcjami oraz zaskakująco niską rozdzielczością tekstur. Jedne modele postaci wyglądają kapitalnie, kiedy inne zdają się być siłą wyciągnięte z azjatyckiej gry na PlayStation 2. Piękne, architektoniczne dzieła sztuki przeplatają się z obrzydliwymi wręcz korytarzami, pustymi i do bólu sterylnymi. Otwarte, zielone tereny wyglądają naprawdę swojsko, lecz efekt psują paskudne obiekty, takie jak powtarzalne budynki oraz nijakie wykończenia. Pamiętam, kiedy prezes Square Enix mówił, że od teraz będą znacznie szybciej wydawać kolejne odsłony Final Fantasy, lecz jeżeli ma być to powiązane z tak nierówną, momentami szokująco odpychającą grafiką, nie wiem, czy to odpowiedni kierunek.

lightning returns 8

Lightning Returns sprawia wrażenie tytułu niezwykle pociętego i tworzonego przez kilka grup producentów, z czego tylko jedna nie zatrzymała się na epoce PlayStation 2.

Niezwykle kontrowersyjne jest również zakończenie, które ma spajać wszystkie dotychczasowe wątki. To prawda, Square Enix faktycznie ucina wszelkie niedopowiedzenia i pytania. Tyle tylko, że robi to sekatorem, nie nożyczkami. Lightning Returns: Final Fantasy XIII posiada świetny scenariusz, który zostaje zakończony niezwykle kontrowersyjnym zabiegiem twórców. Chociaż wszystkie wątki zostały zakończone, zostało to wykonane w tak niespodziewany sposób, że sam długo zbierałem szczękę z podłogi. Nie chcę psuć Wam frajdy z rozgrywki, więc nie będę zdradzał, co wydarzyło się na ekranie. Wszystkim ciekawskim sugeruję wyszukać frazę „lightning returns sectret ending” na YouTube. Jeżeli graliście w którąkolwiek odsłonę FF, na pewno będziecie równie zszokowani, co ja sam.

lightning returns 7

Mam ogromną trudność w ocenie ostatniej odsłony Final Fantasy na konsole siódmej generacji. Dzieło, za które pełną odpowiedzialność ponosi Motomu Toriyama, jest niezwykle oryginalne i kontrowersyjne. Tyle tylko, że zmiany sięgające wiekowych fundamentów w modelu rozgrywki nie każdemu mogą przypaść do gustu. Tak samo niezwykłe zakończenie, które już teraz wywołuje burzę w szeregach fanów. Grałem w Lightning Returns z niekłamaną przyjemnością, chociaż monotonne walki oraz paskudna grafika silnie dawały mi się we znaki. Rozumiem jednak wszystkich tych, którzy zjedli zęby na VII, VIII czy IX odsłonie Final Fantasy i szczerze nienawidzą tego, co z wielką spuścizną zrobił Motomu Toriyama. Ostatnia odsłona „trzynastki” wymyka się wszystkim próbom oceny przez pryzmat wcześniejszych epizodów. Jeżeli muszę dokonać werdyktu, moim zdaniem Lightning Returns plasuje się zdecydowanie wyżej niż podstawowe Final Fantasy XIII, lecz nie jest to niestety kapitalny poziom Final Fantasy XIII-2. Tytuł jedyny w swoim rodzaju, w dobrym i złym znaczeniu.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement