Osobny Internet dla Europejczyków? Tak niedorzeczny pomysł ma Angela Merkel

Artykuł/Technologie 17.02.2014
Osobny Internet dla Europejczyków? Tak niedorzeczny pomysł ma Angela Merkel

Afera wywołana przez Edwarda Snowdena zatacza coraz szersze kręgi. Okazało się bowiem, że podsłuchiwani byli nie tylko zwykli obywatele, ale także czołowi, europejscy politycy z Angelą Merkel na czele. W związku z tym trzeba było coś wymyślić. No to może zrobimy osobny Internet dla mieszkańców Unii Europejskiej?!

Taki pomysł ma kanclerz Niemiec – informuje na swoich stronach Financial Times. Stwierdziła ona, że nie ufa takim firmom jak Google czy też Facebook i proponuje stworzyć dla nich alternatywę. Oczywiście europejską. W zamyśle miałaby być powołana do życia firma telekomunikacyjna, która oferowałaby usługi konkurencyjne wobec największych amerykańskich gigantów, czyli pocztę elektroniczną, wyszukiwarkę i wiele, wiele więcej. Wszystkie serwery miałyby się znajdować na terenie Unii Europejskiej, a sama firma podlegać prawu unijnemu oraz krajowemu w zakresie ochrony danych osobowych. W ten sposób Stany Zjednoczone nie miałyby w żaden sposób dostępu do naszych danych.

Brzmi to naprawdę ciekawie. Plany są poważne i Angela Merkel zamierza przedyskutować swój pomysł z prezydentem Francji – Francoisem Hollandem.

Jeśli dwa kraje z największymi wpływami w strefie euro doszłyby do porozumienia, to najprawdopodobniej utworzenie europejskiego Internetu byłoby już tylko kwestią czasu. A francuskie władze są podobno pomysłem bardzo zainteresowane.

SAMSUNG CSC

Dostrzegam jednak pewien problem. Angela Merkel mówi przede wszystkim o bezpieczeństwie danych i wspomina w tym kontekście o „mailach i innych informacjach”. Obawiam się, że kanclerz Niemiec nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele jest tych innych informacji i jak ogromny wachlarz usług oferuje chociażby Google, nie wspominając o Microsofcie, Yahoo! czy też Facebooku. Zastąpienie ich wszystkich byłoby zadaniem karkołomnym. Przecież korzystamy nie tylko z Gmaila, ale też Map Google, Kalendarza, wyszukiwarki (!), systemów operacyjnych Google, Microsoftu i Apple i to nie tylko mobilnych, ale też stacjonarnych (Windows, OS X, Chrome), przeglądarek internetowych, mediów społecznościowych i jeszcze kilku innych usług, oferowanych przez amerykańskie firmy. Wymieniać dałoby się naprawdę długo.

Dlatego też moim zdaniem zapowiedzi Angeli Merkel są po prostu mało realistyczne.

Nie wiem czy kanclerz Niemiec nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo amerykańskie firmy telekomunikacyjne są obecne w naszym życiu, i że korzystamy z nich na każdym kroku. No bo co mi z tego, że będę miał europejskie konto pocztowe skoro będę z niego korzystał na komputerze lub smartfonie z amerykańskim systemem operacyjnym?

Dlatego też owe doniesienia należy uznać za nic innego jak populizm i chęć pokazania, że europejscy politycy chcą walczyć ze szpiegowskimi zakusami Amerykanów. Niestety, tego typu walka niewiele w tej kwestii przyniesie i pomysł utworzenia europejskiego Internetu włożyłbym między kartki bajki lub książki science-fiction.

facebook dla firm

Ale na chwilę załóżmy, że na to przedsięwzięcie przeznaczono by mnóstwo pieniędzy, w efekcie czego powstałyby wszelkiej maści usługi internetowe, systemy operacyjne, programy komputerowe i aplikacje mobilne, dzięki którym całkowicie odcięlibyśmy się od amerykańskich firm technologicznych. Chociaż brzmi to naprawdę absurdalnie, to załóżmy, że byłoby to możliwe. Po pierwsze, kto zająłby się tworzeniem tego wszystkiego? Firma komercyjna czy może całość będzie finansowa z pieniędzy państwowych lub unijnych, czyli de facto naszych kieszeni? I gdyby już te wszystkie usługi powstały, to jak skłonić zwykłego Kowalskiego do tego, aby zrezygnował z Google, Facebooka czy też Twittera na rzecz europejskich odpowiedników? Nawet gdyby owe usługi były tak dobre, jak te, z których teraz korzystamy (w co szczerze wątpię, bo przecież technologiczni giganci pracują nad nimi od wielu, wielu lat), to byłoby to Mission Impossible i nie pomógłby tutaj żaden Tom Cruise.

Same zapewnienie o bezpieczeństwie i braku inwigilacji nie byłyby wystarczające.

Jasne, że denerwuje mnie to, że firmy technologiczne przekazują moje dane amerykańskim służbom bezpieczeństwa. Jasne, że chciałbym, aby tego nie robiły. Ale tak szczerze – co z tego, że przeczytają mojego maila lub SMS-ową wymianę czułości z drugą połową? Przecież nie planuję żadnego zamachu, a wszystkie wiadomości i tak są analizowane przez komputer, a nie człowieka. A nawet gdyby przeczytał to jakiś człowiek, to pewnie przeczytał on już niejedno i kolejne dane traktuje jak cyferki, a nie konkretnego człowieka. Po prostu w całym tym gąszczu przekazywanych informacji, trudno czuć się naprawdę inwigilowanym. Trudno podchodzić do zagadnienia personalnie.

Poza tym, nie chce mi się też wierzyć w to, że po stworzeniu europejskiego Internetu nie bylibyśmy śledzeni przez własne kraje i całą Unię. Tego typu dane są zbyt łakomym kąskiem, aby politycy w którymś momencie nie połasili się na nie.

Zdjęcia European Union city lights. Earth map from NASA oraz Accounting pochodzą z Shutterstock

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement