Przykład Ukrainy pokazuje, że wizja Orwella nie jest wcale tak odległa, jak mogłoby się wydawać

Felieton/Technologie 23.01.2014
Przykład Ukrainy pokazuje, że wizja Orwella nie jest wcale tak odległa, jak mogłoby się wydawać

„Drogi czytelniku, jesteś zarejestrowany jako uczestnik masowych zamieszek” – taką właśnie wiadomość mogły w ostatnich dniach otrzymać tysiące uczestników protestów na Ukrainie. Nieprzypadkowo stało się to właśnie teraz. Nasz wschodni sąsiad wprowadził w życie nowe prawo zakazujące demonstracji publicznych. Tym samym, tym krótkim tekstem ukraiński rząd pokazał, że użyje wszelkich możliwych środków, by zastraszyć demonstrantów i pokazać im swoje miejsce.

Temat ten może wydawać się mało powiązany z technologią, ale to tylko pozory. Ukraińskie służby nie wybierały numerów losowo, a oznaczyły wszystkie telefony będące w danej lokalizacji i właśnie na nie przesłały krótkie wiadomości. Tym samym dały tysiącom ludzi do zrozumienia, że są na celowniku, żeby się nie wychylali, bo złamali prawo. Gwoli ścisłości prawo, które będzie mogło zostać wyegzekwowane ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Może wydawać się to błahym problemem, w końcu telefon na czas demonstracji można zostawić w domu. Tak, z całą pewnością nikt nie potrzebuje do protestowania tego urządzenia. W dodatku wiele osób może mieć niezarejestrowane karty SIM, co też w pewien sposób utrudni ich odnalezienie. Co jednak stanie się za kilkanaście lat? Co będzie, jeśli podobne standardy polityczne dotrą do nas, a zostawienie telefonu nie będzie możliwe, bo antena do rozmów (i przy okazji lokalizacji) będzie wewnątrz nas?

ukraina

Firmy komunikacyjne i nasz własny rząd będą miał nas na dłoni. W razie potrzeby rząd będzie mógł nas zlikwidować bez procesu, bo ten nie będzie potrzebny. Cały materiał dowodowy dostarczą inteligentne soczewki, wbudowane w nas mikrofony oraz inne rodzaje elektroniki znajdujące się w naszych ciałach. Lokalizacja, rozmowy, nawet to co widzieliśmy zostanie nagrane i użyte w formie dowodów. Sąd, świadkowie, obrona? Nie jest potrzebna, bo tak duża liczba faktów mówi sama za siebie.

I choć może się to wydawać po prostu bajaniem w stylu Orwella, to już niedługo wizja ta z fikcji może stać się prawdą

Chcemy coraz więcej korzystać z Internetu i gadżetów, jednocześnie zmniejszając je tak, by mieć je zawsze przy sobie i by stawały się niewidoczne. Wszystkie te cele zostaną spełnione, jeśli zamkniemy całą potrzebną elektronikę w naszym ciele i ewentualnie połączymy z układem nerwowym.

Komputer w ciele będzie wielką szansą, elementem, który zamieni nas w… ludzi 2.0. Kreatywny organizm, który będzie miał w sobie całą wiedzę zawartą w Sieci i będzie mógł z niej w dowolny sposób korzystać. Dziś może wydawać się, że nikt nie będzie chciał mieć w sobie elektroniki, ale podejrzewam, że żaden człowiek w latach 70-tych nie chciały używać iPhone’a. W końcu czasy ciągle się zmieniają, a ludzie wraz z nimi.

wiadomość

Zintegrowanie maszyny i człowieka to wielka szansa, ale też wielka odpowiedzialność

Czy jako ludzkość będziemy w umiejętny sposób korzystać z nadchodzących zdobyczy techniki? A może zostaną one wykorzystane do cichego zniewolenia nas, a inne ich zastosowania będą tylko podpuchą służącą uśpieniu naszej czujności? Krótko mówiąc, zostaną stworzone przez rząd i korporacje dla światowego tłumu narkomanów pragnących kolejnej dawki swojej toksyny – kolorowego i modnego gadżetu.

Wiara w ludzi i obserwacja postępu, który dokonał się w ciągu mojego życia mówi mi, że pierwsza możliwość jest bardziej prawdopodobne. Z kolei przykład Ukrainy uświadamia, że przyszłość może mieć być w o wiele ciemniejszych barwach. Jeśli to właśnie druga ewentualność okaże się faktem, Orwell będzie mógł z satysfakcją spojrzeć na nas z góry i ze smutkiem w oczach uśmiechnąć się pod nosem. I gdyby to zrobił, nie zdziwiłbym się. Bo kto chciałby trafnie odgadnąć przyszłość, jeśli miałaby ona tak wyglądać?

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement