Słów kilka o internetowej ekonomii, zerze i nieskończoności

Felieton/Blog Forum 29.01.2014
Słów kilka o internetowej ekonomii, zerze i nieskończoności

Tekst został pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web.

Wyobraźmy sobie, że mamy utwór muzyczny w formacie mp3, którego cena w sklepie internetowym wynosi 1 PLN. Wykonujemy 1000 kopii tego pliku na naszym dysku twardym. Czy wartość nośnika wzrosła o 1000 PLN? W końcu jest na nim 1000 plików kosztujących po 1 PLN każdy.

Spójrzmy na to z innej strony. Czy kupienie kilku kopii tej samej empetrójki ma jakikolwiek sens? Nabycie paru egzemplarzy danego albumu na płycie CD nie jest specjalnie dziwne. Możemy dalej coś z nimi zrobić. Tymczasem w przypadku empetrójek, nasza sytuacja nie zmienia się, gdy posiadamy ich więcej niż jedną.

Prawda jest taka, że intuicja i prawo inaczej podchodzą do świata materialnego i świata ekspresji idei. Przepisy dotyczące przedmiotów namacalnych dają nam kontrolę nad naszą własnością. Prawo autorskie natomiast, daje twórcom kontrolę nad cudzą własnością, pomimo zawarcia umowy sprzedaży.

Innymi słowy, prawo autorskie jest prawem wyłączającym. Obca osoba może zabronić nam wykorzystania posiadanej legalnie płyty z muzyką, nagrywarki i pustego nośnika, w celu wykonania kopii dla kogoś postronnego. Ograniczona zostaje nasza wolność w robieniu tego co tylko chcemy, z należącymi do nas dobrami.

Analogie

Stosujemy odmienne filozofie dla światów materialnego i wirtualnego, ponieważ mają one różne właściwości. Widać to szczególnie dziś, gdy treści cyfrowe zostały oderwane od nośników, a ich dystrybucja przeniosła się do internetu.

1b

Naturalnie myślimy o rzeczach niematerialnych przez analogię do przedmiotów fizycznych. Dawniej album z muzyką był zwyczajnie płytą CD. Sprzedaż egzemplarza oznaczała zniknięcie przedmiotu z półki. Każda analogia ma jednak swoje granice, poza którymi traci sens.

Wróćmy do pierwszego przykładu. Dysk twardy nie nabywa wartości po skopiowaniu na nim pliku mp3 tysiąckrotnie. Wykonaliśmy przecież duplikaty zestawu informacji. Przy praktycznie zerowym koszcie.

Intuicyjnie rozumiemy, że treści cyfrowe są nieskończenie kopiowalne i bity same w sobie nie mają wartości

Prawdziwa wartość tkwi w usłudze, dzięki której je pozyskaliśmy. W problemach jakie rozwiązała, jej wygodzie i wszechstronności. Dlatego model biznesowy platform podobnych do Spotify i Netflix opiera się na sprzedaży komfortowego dostępu do strumienia danych.

Dziś jedna kopia jest tym samym co pełny magazyn. Zerowy koszt powielania oznacza nieskończoną podaż. Podczas zakupu albumu drogą elektroniczną, nic nie ubywa. Dystrybucja internetowa zerwała ostatnią nić łączącą treści cyfrowe z przedmiotami materialnymi. Chociaż niektórzy wolą udawać, że tak się nie stało.

Szefowie Apple tworząc iTunes zostali zmuszeni do korzystania ze starego modelu, ale zdawali sobie jednocześnie sprawę z zerowego kosztu pozyskania pliku mp3. Więc zaoferowali nam rzeczy, za które chcemy płacić. Przede wszystkim wygodę. Polegającą na łatwości obsługi, synchronizacji poprzez chmurę, oraz integracji z systemem.

Co ciekawe, wytwórnie muzyczne wciąż są rozdarte pomiędzy dwoma światami. Zgodnie z regulaminami sklepów internetowych, kupujemy u nich jedynie licencję na słuchanie danego utworu. Nie nabieramy prawa własności do pliku i nie możemy go odsprzedać. Tymczasem te same wytwórnie argumentują przed sądem, że powinny płacić artystom tantiemy jak w przypadku sprzedaży fizycznych płyt. Nie licencji. Dla pozywającego je Eminema jest to kwestia otrzymania 50% lub 12% udziałów w dochodach.

Ekonomia

Z ekonomicznego punktu widzenia nastąpiła swoista przemiana fazowa. Najlepiej wyobrazić ją sobie poprzez kolejną analogię. Powiedzmy, że albumy do tej pory były kostkami lodu, a przechodzenie z formatu analogowe do cyfrowego odpowiadało podgrzewaniu układu.

W pewnym momencie jednak, ktoś polał to wszystko paliwem lotniczym, zwanym też internetem. Po czym podpalił. Niespodziewany żar spowodował gwałtowne topnienie. Albumy przelały się przez palce kontrolujących dystrybucję osób i rozpłynęły się po całym świecie.

2b

Inaczej mówiąc dobra rzadkie zamieniły się w dobra publiczne. Nie chodzi tu o słownikową definicję dóbr publicznych, lecz ekonomiczną. Dobra rzadkie to klasyczne przedmioty ze świata materialnego. Ich dostępność nie jest w stanie pokryć potrzeb ludzkich. Są też konkurencyjne w konsumpcji. To znaczy kilka osób nie może jednocześnie korzystać z klawiatury tak, aby sobie nie przeszkadzać.

Dobra publiczne natomiast, według Paula Samuelsona, raz wyprodukowane dla kogoś, mogą być konsumowane przez więcej osób bez dodatkowych kosztów. Nie są one w tej konsumpcji konkurencyjne. Czyli nie musimy ustawiać się w kolejce do utworu na Spotify, każdy może go odsłuchać w tej samej chwili. Dzieje się tak, ponieważ jeden plik jest równoważny milionom jego kopii.

Z punktu widzenia konkurencyjności, zaproponowano jeszcze jedną grupę, tzw. dóbr antykonkurencyjnych. Gdy dobra konkurencyjne w konsumpcji są używane przez parę osób, spada ich wartość. Te, które nie są w konsumpcji konkurencyjne, nic nie tracą.

Tymczasem kultura i język zyskują na znaczeniu, gdy używa ich więcej ludzi. Dlatego piosenka Gangnam Style jest tak ważna dla historii rozrywki. To nie był debiut następcy Mozarta. Ale jej niezwykła popularność przypieczętowała zwycięstwo internetu nad pozostałymi mediami.

Zero

Nieskończona kopiowalność powoduje, że i podaż jest nieskończona. Do tego znajduje się poza kontrolą pierwotnego producenta. W takich warunkach teoretycznie cena spada do zera. Praktyka na szczęście jest dla nas łaskawsza. Piosenki, filmy i książki nadają wartość innym usługom. Spotify bez muzyki nie ma sensu. Treści cyfrowe stały się zasobami, których cena zależy od atrakcyjności platformy, na jakiej z nich korzystamy.

Także matematycy mieli kiedyś problem z zerem i nieskończonością, szczególnie przy obliczaniu granic funkcji. Dzielenie przez zero było źródłem wielu błędów obliczeniowych, często ukrytych. Poradzono sobie z tym, dzięki prostej technice.

Zaczęto przekształcać równania tak, aby uniknąć symboli nieoznaczonych, czyli wyrażeń nie mających sensu liczbowego. Spotify i Netflix również poszły tą drogą.

Zamiast udawać, że dostępne u nich materiały zachowują się jak dobra materialne, zaproponowały użytkownikom szeroki i wygodny dostęp do strumienia danych. Za który chcemy płacić

3b

Niestety nie każdy czuje się komfortowo w świecie, gdzie prawdziwa wartość treści cyfrowych tkwi w usłudze, dzięki której pozyskujemy je. Tradycyjne wytwórnie starają się zachować jak największą kontrolę nad kanałami dystrybucji, nawet jeśli szkodzi to konsumentom.

Upieranie się przy starych analogiach niepostrzeżenie przenosi jeszcze jeden koncept na platformę wirtualną. Mianowicie przeświadczenie, że obieg treści to gra o sumie zerowej. W świecie materialnym, gdy jedna strona zyskuje album, u drugiej on znika.

Tymczasem rzeczywistość cyfrowa jest wolna od tego ograniczenia. Kopiowanie bitów nie wyczerpuje niczyich zapasów. Antykonkurencyjny charakter kultury powoduje tak naprawdę podniesienie wartości przegrywanych materiałów. Stają się one popularniejsze i budzą większe pożądanie.

Doskonale ujął to Jeff Bewkes, CEO Time Warner. W wywiadzie dla adweek.com powiedział „Masz chyba rację, że Gra o Tron jest najbardziej piraconym serialem na świecie. To większe wyróżnienie niż Nagroda Emmy.” Jego zdaniem nieautoryzowane kopiowanie wywołało duży wzrost widoczności serii wśród internautów. Co z kolei przełożyło się na ilość sprzedanych abonamentów HBO.

Udawanie

Stare analogie nie są wiążące. Używaliśmy ich w określonych warunkach, aby ułatwić sobie życie. Dziś jednak straciły na aktualności, więc możemy je porzucić. Biblioteki powinny przestać udawać, że mają określoną liczbę kopii ebooków do pożyczenia. Tak samo użytkownicy, że oddają wirtualne książki. Wykasowane egzemplarze pozostają na dysku nawet kilka miesięcy po naciśnięciu przycisku delete.

Patrząc z perspektywy czasu, nowe technologie zawsze pokonywały wstępny opór osób przyzwyczajonych do poprzednich rozwiązań. Łatwiejszy dostęp, szerszy wybór oraz więcej możliwości zarabiania na sztuce są pożytecznymi zjawiskami zarówno dla artystów, jak i publiczności.

Zerowy koszt reprodukcji może być zbawieniem, jeśli tylko odpowiednio przekształci się równania

Wtedy serwisy zaprojektowane wokół idei wykorzystania nieskończoności dla dobra klientów zaczynają przynosić dochody.

Zaakceptowanie faktu, że prawdziwa wartość treści cyfrowych zależy od platformach ich dystrybucji, nie jest proste. Świat materialny miał inne właściwości. Ale czasy się zmieniły, i bez świeżego spojrzenia skazani będziemy na ciągły brak zrozumienia dla wirtualnej rzeczywistości.

Powyższy artykuł składa się na pewną serię, pozostałe części dostępne są pod adresami:
1. Nowe Medium, a Stare Prawa Autorskie
3. Popieram nieautoryzowane kopiowanie, ponieważ chcę płacić

Obrazek tytułowy pochodzi z filmu Piraci z Karaibów.
Pozostałe obrazki pochodzą ze stron 1 (CC0,) 2 (CC BY JmeLahman) oraz 3 (CC NC SA by LEOL30.)
Tekst na licencji Creative Commons Zero CC0 (Żadne Prawa Zastrzeżone.)

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement