Od wielkich telefonów do małych i z powrotem do wielkich… co będzie dalej?

Felieton/Sprzęt 09.01.2014
Od wielkich telefonów do małych i z powrotem do wielkich… co będzie dalej?

Zaczynaliśmy od wielkich telefonów komórkowych, które przenośnymi można było nazwać głównie ze względu na fakt, że skrzynie, w których się znajdowały miały rączkę upodobniającą je do walizki. Potem przyszedł czas na telefony coraz mniejsze, aż pojawiły się smartfony i wszystko popsuły. Od urządzeń, których nawet kilka mogliśmy zmieścić bez wysiłku w kieszeni, dotarliśmy do momentu, kiedy istotną pozycję w testach zajmuje opis czy da się utrzymać smartfon podczas kilkunastominutowej rozmowy. Co dalej i czy gdzieś został popełniony błąd?

Kiedy w okolicach 2008 roku kupiłem mój pierwszy telefon BlackBerry, a nieco wcześniej (i również później) korzystałem m.in. z HTC Wizarda i Hermesa (przeważnie brandowanymi przez Orange jako SPV), znajomi przeważnie zachodzili w głowę po co mi taki ogromny telefon, często określając przy tym moje 8800 jako „kalkulator”. W porównaniu do większości dostępnych na rynku modeli te były po prostu wielkie, a przeznaczenie telefonu w tamtych czasach było dość ograniczone – połączenia telefoniczne i SMS. Internet u operatorów dopiero zaczynał pojawiać się w przyzwoitych cenach, a znalezienie otwartych, publicznych sieci WiFi udawało się raczej poza granicami kraju podczas wakacyjnych wycieczek.

blackberry 8800

Od tego czasu zmieniło się jednak praktycznie wszystko – przekątne ekranów urosły z 3-3,5 cala do 4-5”, a nawet większe smartfony stanowią obecnie prawie 1/5 wszystkich sprzedawanych telefonów komórkowych. Wraz ze wzrostem wyświetlaczy urosły także same wymiary urządzenia – wspomniane wcześniej 8800 czy SPV M3100 to w dzisiejszych czasach „kompakty” – i nic nie wskazuje na to, aby trend ten miał w ciągu kilkunastu najbliższych miesięcy ulec zmianie. Wręcz przeciwnie – wystarczy spojrzeć na wyniki sprzedaży telefonów z serii Note. Początkowo uznany za zbyt wielki, z edycji na edycje sprzedaje się coraz szybciej i kto wie, czy czwarte wydanie nie przekroczy magicznej granicy 10 milionów sprzedanych egzemplarzy wielokrotnie szybciej niż jego poprzednicy.

Mimo tego, zdaniem niektórych moda na telefony o mniejszych niż obecnie rozmiarach w końcu powróci, tak samo i znów będziemy świadkami coraz mniejszych i mniejszych telefonów – ludzie po prostu dojdą w końcu do wniosku, że takie giganty nie sprawdzają się w codziennym użytkowaniu.

Problem jedynie w tym, że proces miniaturyzacji telefonów komórkowych poprzedniej generacji (zanim na rynku pojawiły się smartfony), dotyczył właściwie wyłącznie usunięciu niepotrzebnych i miniaturyzacji najbardziej niezbędnych elementów, przy zachowaniu dotychczasowej funkcjonalności. Usunięto więc gigantyczne obudowy, zmniejszono płyty główne do rozmiarów nieprzekraczających zbytnio wymiarów karty kredytowej, baterie paluszki zastąpiono pojemnymi i bardziej kompaktowymi akumulatorami, zmniejszono wymiary karty SIM do miniSIM. W efekcie „klasyczne” komórki składały się z zewnątrz praktycznie wyłącznie z ekranu (niewielkiego) i klawiatury T9 umieszczonej pod nim. Minimalna grubość (jak na tamte czasy) ramek dookoła tych elementów. Funkcjonalność taka sama lub większa jak w przypadku walizki, a komfort użytkowania i przenoszenia o wiele większy.

stare telefony nokii

Dalsze eksperymenty z formą telefonu nie przyniosły rezultatu, czego najlepszym dowodem jest chyba porażka sprzedażowa Nokii 7380. Teoretycznie tworzona zgodnie z obowiązującym wtedy trendem, idąca nawet krok naprzód, ale całkowicie (i słusznie) odrzucona przez rynek. Niewielki rozmiar przestał być w pewnym momencie kluczowym argumentem przy zakupie – każdy producent oferował wtedy urządzenia w bardzo zbliżonych rozmiarach.

Kilka lat później zaczęliśmy pojawił się iPhone i pokazał, że klawiatura fizyczna wcale nie musi być niezbędna do obsługi telefonu. Ba, że jej brak może być nawet ogromną zaletą. Od tego momentu mogliśmy świadkami czegoś, co mogło wyglądać na hołd dla telefonów-walizek, choć w nieco delikatniejszej formie. Rozpoczął się (i trwa do dziś) bowiem wyścig o to, kto stworzy telefon z jak największym ekranem, czyli czynnikiem wyróżniającym telefon na tle konkurencji, co oczywiście pociągnęło za sobą wzrost wymiarów urządzeń. Producenci testowali na nas, jak wielki wyświetlacz możemy zaakceptować, czasem odnosząc wielki sukces, a czasem odbijając się od ściany. Tak samo, jak było w przypadku pędu o miniaturyzacji.

Galaxy Note 3 w kieszeni

I w pewnym momencie zaczął kształtować się obraz tego, jakie smartfony zaakceptują klienci, a firmy ruszyły do tego samego procesu, co w przypadku telefonów-walizek – miniaturyzacji, bez wpływu na funkcjonalność. Efektem oczywiście niknące w oczach ramki, coraz mniejsza grubość urządzenia, a przykładem chociażby seria Note, gdzie pomimo wzrostu przekątnej ekranu, odsłona trzecia ma identyczne najważniejsze wymiary co druga. Nie kosztem mniejszego ekranu i nie kosztem mniejszej baterii – kosztem zbędnych lub zbyt dużych elementów, zbędnej obudowy, zbędnej powierzchni, której wcześniej – prawdopodobnie z powodów techniczno-technologicznych – nie dało się uniknąć.

Na końcu tego etapu dotrzemy najprawdopodobniej do momentu, gdzie 99% lub więcej powierzchni telefonu stanowić będzie sam wyświetlacz. Prawdopodobnie w jakiś sposób chroniony przed przypadkowymi dotknięciami wynikającymi z konieczności trzymania go, ale absolutnie pozbawiony wszystkiego co zbędne. Esencja smartfonu. To pozwoli po raz kolejny reklamować urządzenia o przekątnej ekranu większej niż poprzednicy, jako urządzenia o takich samych lub nawet mniejszych wymiarach. Kto teraz nie może pogodzić się z telefonami o przekątnej ekranu większej niż 4,5”, przy 4,7” nie poczuje różnicy, i tak dalej i tak dalej, aż rozwój w tym kierunku nie będzie w ogóle możliwy i nawet najbardziej powolni na rynku mobilnym gracze dobiją w końcu i do tej przystani.

lg g2 5

Powrót do mniejszy ekranów? Nie. W historii rynku mobilnego trudno szukać sytuacji, kiedy producent w swoim kolejnym flagowym modelu zaproponował mniejszy wyświetlacz i jest to właściwie niezmienne od czasów ważących wiele kilogramów telefonów, przez kompaktowe komórki, aż po smartfony. Z marketingowego punktu widzenia i punktu widzenia klienta, po prostu trudno jest sprzedać mniej… za więcej. Łatwo jest sobie wyobrazić iPhone 6 z ekranem 3,7” albo kolejnego HTC One z wyświetlaczem 4,2”? Nieszczególnie.

Zapotrzebowanie na bardziej kompaktowe urządzenia niż 5-calowe flagowce wprawdzie jest – w końcu to nadal 80% rynku – ale bardzo prawdopodobne, szczególnie biorąc pod uwagę eksplozję popularności „gigantów”, że z miesiąca na miesiąc będzie maleć. Czy to ze względu na modę, promocję czy też po prostu brak wystarczająco dobrych telefonów dla bardziej wymagających klientów (choć tutaj próbuje przebić się chociażby Sony). Długo jeszcze niektórzy będą decydować się na słabsze, ale mniejsze konstrukcje, tak jak w dalszym ciągu część osób kupuje i korzysta ze zwykłych telefonów komórkowych.

przyszlosc ekranow

Gdy jednak dotrzemy do tego momentu w historii rynku mobilnego, kiedy większe urządzenia nie będą miały szansy na poważny sukces, mniejsze nie będą mogły stać się flagowcem, a zbędne części obudowy znikną całkowicie, stworzy się miejsce na kolejny przełomowy pomysł. Trudno w tej chwili powiedzieć, za ile lat czy miesięcy to nastąpi, w związku z czym problemy sprawia też nawet zaryzykowanie stwierdzenia co nim dokładnie będzie. Czy smartfon bardziej elastyczny, a tym samym wygodniejszy w przenoszeniu, niż dotychczasowe produkty z tego działu, czy może będzie to miało miejsce w chwili, kiedy technologia pozwoli na stworzenie oglądanych obecnie jedynie w filmach S-F telefonów z ekranami o praktycznie dowolnie konfigurowalnym rozmiarze wyświetlacza?

Inną, również prawdopodobną tezą jest niemal całkowite zniknięcie w pewnym momencie telefonów komórkowych w formie, w jakiej znaliśmy je do tej pory. Inteligentne zegarki, okulary czy podobne produkty  mogą w za jakiś (wcale nie krótki) czas całkowicie przejąć ich funkcje, choć na razie obserwujemy raczej narodziny tej kategorii produktów niż konkretne przykłady potwierdzające to twierdzenie. I nie chodzi tutaj o przykłady najbardziej banalne, czyli np. zegarki pokazujące ilość przebytych kroków, spalonych kalorii czy powiadomienia z telefonu. W opracowaniu są już rozwiązania o wiele bardziej zaawansowane, takie jak choćby soczewki, pełniące nie tylko rolę komputera, smartfonu, tabletu i telefonu, ale nawet będące w stanie poprawić naszą zdolność widzenia. Gdzie tutaj miejsce dla tych wszystkich urządzeń osobno, skoro można połączyć je wszystkie w niewidocznym, mikroskopijnym obiekcie o praktycznie, którego obecności możemy nawet w ogóle nie odczuwać?

Glass, Spider's Web, ikona

Jak inaczej zareagować na fakt, że na rynku noszonej elektroniki możemy odnaleźć już teraz, albo odnajdziemy z pewnością w ciągu najbliższych miesięcy, praktycznie wszystkie firmy związane z branżą mobilną. Czy chcą oni po prostu zagospodarować na razie raczkujący segment, czy usiłują nieco odwrócić uwagę od lekko zwalniającego postępu technologicznego w branży smartfonów, czy też może zależy im na jak wcześniejszym zdobyciu uznania i zaufania w kategorii produktów, które za kilka czy kilkanaście lat wyprą to, co obecnie stanowi rdzeń działalności tych przedsiębiorstw?

rozszerzalne ekrany

Cały proces nie zajdzie oczywiście w ciągu roku czy dwóch. W sytuacji, kiedy noszona elektronika miałaby wyprzeć telefony, początkowo (tak jak obecnie) będzie ona pełnić jedynie rolę akcesoryczną, z miesiąca na miesiąc czy z roku na rok przejmując jednak coraz więcej funkcji telefonu, który na samym końcu okaże się absolutnie zbędny. Za rok czy dwa ludzie nie będą masowo przesiadać się na Google Glass czy kolejne edycje zegarków, tak samo, jak w ciągu 12 miesięcy cały świat nie wyposażył się w smartfony. Kiedyś jednak i na najnowsze obecnie komórki będziemy patrzeć ze zdziwieniem, zastanawiając się, jak mogliśmy kiedykolwiek korzystać z czegoś tak niewygodnego i archaicznego…

Nie, nie wrócimy już do małych telefonów. Jeśli nawet urządzenia do dzwonienia będą kiedyś mniejsze niż obecne, to pewnie w niczym nie będą ich przypominać.

Zdjęcia close up of hands typing on a BlackberryCloseup of texting on an old cell phone pochodzą z serwisu Shutterstock  Zdjęcie  pochodzi z serwisu Shutterstock 

Pozostałe zdjęcia pochodzą ze starego filmu produkcji TAT o nazwie Future of Screen Technology (oby mieli rację)

Dołącz do dyskusji

Advertisement