Najciekawsze znaleziska na Wykopie – przegląd Spider’s Web #3

Najciekawsze znaleziska na Wykopie – przegląd Spider’s Web #3

W cotygodniowym zestawieniu najciekawszych znalezisk na Wykopie znalazły się zarówno informacje o podłożu politycznym, ciekawostki ze świata przyrody jak i raport z Facebooka Kancelarii Premiera.

Najdotkliwiej parząca roślina na świecie

Roślina, która potrafi dotkliwie poparzyć człowieka, a nawet zabić mniejsze zwierzęta (takie jak pies lub kot), rośnie w Australii. Nazywana jest Gympie-Gympie co oznacza małe drzewo. Roślina osiąga nawet kilka metrów, ale w mniejszej postaci bywa znacznie bardziej niebezpieczna, gdyż kontakt z liśćmi krzewu nie należy do najprzyjemniejszych. Gympie-Gympie działa podobnie jak nasza poczciwa pokrzywa. Liście ma pokryte gęstym futerkiem włosków, których końcówki zawierają sporo krzemionki, co wpływa na ich dużą łamliwość. Wystarczy muśnięcie liścia ręką, aby włoski wbiły się w skórę i odłamały się od rośliny. Wtedy do naszego ciała trafiają neurotoksyny.

Botanicy, którzy chcieli poznać bliżej tę roślinę musieli pracować w maskach na usta oraz w rękawicach do spawania. Okazuje się bowiem, że nawet samo przebywanie pod gałęziami Gympie-Gympie powoduje podrażnienie dróg oddechowych. Naukowcy, którzy badali stare, zielnikowe okazy Gympie-Gympie stwierdzili, że w tych stuletnich próbkach nadal znajdowały się drażniące trichomy. Jadowity charakter neurotoksyny Gympie-Gympie zawdzięcza prawdopodobnie dwucyklicznym peptydom złożonym z ośmiu aminokwasów, które zawierają nietypowe wiązania C-N między trypotofanem a histydyną.

W przypadku poparzenia przez Gympie-Gympie najlepiej ratować się za pomocą… plastrów do depilacji. Po nałożeniu plastra na poparzony fragment skóry, należy go dokładnie przykleić i energicznie zerwać. Wraz z naszym owłosieniem wyrwane zostaną również włoski odłamane z liści Gympie-Gympie. W Australii plastry do depilacji są w standardowym wyposażeniu karetek. Źródło: antoranz.net

Znalezisko znajduje się tutaj.

Sytuacja na Ukrainie

W ostatnim czasie Wykop żyje zajściami na Ukrainie. Dzięki relacjom dziennikarzy, Ukraińców i korespondentów mamy podgląd na to co się dzieje u naszych sąsiadów. Szczególnie polecam stronę ua-selector.in, którą znalazłem w komentarzach. Zawiera ona kilka kanałów na żywo i streamów prosto z ukraińskich mediów jak i sytuacji na ulicy. Niesamowite są również zdjęcia z zajść u naszych sąsiadów.

Pojawiło się wiele znalezisk, które raportują w formie opisów, zdjęć i filmów to co dzieje się na Ukrainie. Jest to materiał, który warto zgłębić, aby dobrze poznać i zrozumieć aktualną sytuację.

Niesamowite zdjęcia z protestów znajdują się tutaj. W tym znalezisku znajduje się wiele materiałów wideo dokumentujących przejęcie budynków administarcji przez protestujących.

GIODO bada sprawę zbierania danych na Facebooku przez Kancelarię Premiera

kancelaria premiera

Kancelaria Premiera promowała na Facebooku quiz “Polityczna Liga Mistrzów”. Aplikacja webowa zbiera dane uczestników zabawy oraz ich znajomych. Okazało się, że konkurs ten działał nie tylko wbrew własnemu regulaminowi, ale również niezgodnie z zasadami serwisu społecznościowego Marka Zuckerberga. Jak poinformował RMF FM sprawą zajął się już Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

Aplikacja quizu uzyskiwała dostęp do naszego profilu publicznego, listy znajomych oraz adresu e-mail. Aby zgodzić się na przekazanie powyższych danych należy potwierdzić klikając OK w aplikacji. Problem pojawił się przy próbie odrzucenia warunków narzuconych przez program. Anulowanie nie wchodzi w grę. Po kilku próbach wycofania się z programu, użytkownicy byli przekierowywani do strony Facebooka, która informowała, że aplikacja, która wymaga dostępu naszych danych i nie pozwala anulować tego procesu działa niezgodnie z zasadami Facebooka i administracja serwisu prosi o zaraportowanie takiego procederu.

Najważniejsza wątpliwość dotyczy zaś samego zbierania danych. Po co, dla kogo, dlaczego poza KPRM, czemu bez możliwości wyboru, dlaczego niezgodnie z zasadami Facebooka i własnego regulaminu.To ewidentnie sprawa dla Generalnego Inspektora Danych Osobowych- mówi Piotr VaGla Waglowski, prawnik nie od dziś krytykujący zasady korzystania przez władze publiczne z serwisów społecznościowych.- czytamy na RM FM

Sprawią zajmuje się już GIODO.

Sprawa jest znana Generalnemu Inspektorowi Danych Osobowych i obecnie jest przedmiotem analizy. Udzielenie szczegółowych informacji będzie możliwe po jej zakończeniu – odpowiada GIODO.

Znalezisko znajduje się tutaj.

Zamiast fotoradaru… światła

Często proste pomysły są najlepsze. I tak też jest tym razem. Osoby odpowiedzialne za zwiększenie bezpieczeństwa na drogach wdrażają w życie rozwiązania, które zmuszają kierowców do jazdy zgodnej z obowiązującymi ograniczeniami prędkości.

Co ciekawe nie stosują przy tym metody karania mandatami, ale nagradzają jazdę z przepisową prędkością. System pomiaru prędkości poruszających się po drodze pojazdów jest połączony z sygnalizacją świetlną na skrzyżowaniu. Jeżeli samochód jedzie za szybko, to będzie musiał się zatrzymać na czerwonym świetle. Jeżeli jednak jedziemy przepisowo to w nagrodę zobaczymy zielone światło. Co ciekawe oba kierunki jazdy działają niezależnie i gdy jeden ma zielone, to drugi może mieć czerwone, o ile koś jechał tym pasem za szybko.

Światła zmieniają się również wtedy, gdy z podporządkowanej chce wyjechać jakiś pojazd. Również piesi mogą zatrzymać ruch, aby przejść bezpiecznie na drugą stronę. W dwóch powyższych przypadkach, sygnalizacja działa oczywiście równocześnie dla oby kierunkół jazdy, czyli tak jak do tego przywykliśmy.

Zobaczcie jak to działa na filmie.

Osobiście nie spotkałem się z takim rozwiązaniem, ale z dyskusji na Wykopie i Twitterze wiem, że są to rozwiązania, które pojawiają się w wielu miastach Polski. Pytanie czy rozwiązanie to będzie popularyzowane. W końcu na nim nie można zarobić tak jak na fotoradarach.

Okazuje się również, że rozwiązanie to nie jest pozbawione wad, o czym piszą użytkownicy w komentarzach na Wykopie.

We Wrocławiu jest jeszcze jedno takie światło na ulicy Kowalskiej tuż pod szkołą podstawową. Ogólnie czerwone zapala się w 2 wypadkach: przy wciśnięciu przycisku dla pieszych i przy przekroczeniu prędkości. Problemem jest jednak to, że ludzie się przestali nimi przejmować. Powody są 2: ludzie wiedzą jak działa ten system, oraz to, że jest tam ograniczenie do 40km/h, co dla wielu jest już zbyt małą prędkością. Nie raz widziałem jak w tym miejscu auta jechały większymi prędkościami i przelatywali światła nawet na czerwonym. Przy szkole podstawowej to stwarza jeszcze większe zagrożenie, bo raz widziałem jak bus przeleciał przed dziećmi, a od niebezpiecznej sytuacji obronił ich tylko facet przeprowadzający przez ulicę. I sytuacji nie poprawiają postawione znaki informujące o kontroli radarowej. Ale ogólnie system jest bardzo dobry, a kamery rejestrujące osobników przejeżdżających na czerwonym powinny być obowiązkowe w takich miejscach. – napisał zwierzak2003

U mnie na wiosce są takie tylko że po 1 źle działają bo jak ktoś jedzie 70km/h to zdąży na żółtym a ci za nim muszą stać a po 2 widać, że sporo ludzi wie jak działają i ignoruje czerwone. – dodaje Dru.

Znalezisko znajduje się tutaj.

28 lutego straci ważność 2,6 mld punktów Payback o wartości 25 mln zł

payback

Program Payback po raz drugi wygasi wartość punktów starszych niż trzy lata. Jeżeli korzystacie z tego programu bonusowego to sprawdźcie czy nie powinniście przed 28 lutego wykorzystać zgromadzonych punktów.

Punkty, które przepadną są warte blisko 25 mln zł i za kilka tygodni znikną bezpowrotnie. Na Wykopie pojawił się pomysł, aby niewykorzystane punkty przekazać na akcję charytatywną Pajacyk. Program Payback współpracuje z Pajacykiem i pozwala na przelanie tej wewnętrznej waluty w postaci punktów na konto fundacji.

Oczywiście Pajacyk dostanie od Payback nie punkty, ale realne pieniądze. Wykopowicze już zaczęli akcję przelewania pieniędzy z Payback i potwierdzają swoje działania w komentarzach, przesyłając screeny.

Bez wątpienia nie uda się uratować wszystkich z 2,5 mld punktów, które niebawem zostaną wygaszone. Zapewne większość z nich należy do osób, które nigdy nie logowały się w serwisie internetowym Payback i nie zarejestrowały kart, które otrzymały podczas zakupów u partnerów akcji. Niemniej jednak warto ocalić choć część punktów, które mają przepaść przelewając je na konto fundacji Pajacyk.

Znalezisko znajduje się tutaj.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement