Google Chrome OS i Chromebooki widziane z perspektywy przyszłości

Blog Forum 07.01.2014
Google Chrome OS i Chromebooki widziane z perspektywy przyszłości

Tekst został pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web.

Systemy operacyjne Chrome OS i Android są przepustką konsumentów do królestwa Google. Ambasadorami natomiast przeglądarka internetowa, mapy oraz Gmail. Ich zadaniem jest nieść wieści o wspaniałym, nowym imperium, wartym emigracji. Larry Page, jak każdy skuteczny władca, stara się stworzyć warunki polityczne sprzyjające jego domenie.

Większość dochodów kalifornijskiej firmy pochodzi z wyświetlania reklam. Ich wartość jest tym większa, im lepiej zostały dopasowane do oczekiwań odbiorcy. W tym celu powołano królewski paszport o nazwie Google+. Wbrew pozorom nie chodziło o dosłowną bijatykę z Facebookiem, lecz spięcie naszych interakcji zachodzących na terenie imperium w jedną całość. Oczywiście wyprzedzenie wspomnianego konkurenta byłoby mile widziane, ale nie jest priorytetem.

Wszystkie drogi w Internecie powinny prowadzić do Google

Tak w skrócie wygląda strategia spółki. Co zrobić jednak w przypadku, gdy rywale dysponują siłą zdolną niszczyć kilka traktów jednocześnie? Można wybudować ich na tyle dużo, aby ograniczyć efekty wrogich działań. Małe, zarośnięte ścieżki dadzą się poszerzyć i oczyścić w razie czego.

Powodem przepychanek jest konflikt modeli biznesowych. Microsoft sprzedaje głównie oprogramowanie, Apple urządzenia, a Google reklamy podczas korzystania z wyszukiwarki. Ekspansja każdego z nich powoduje wejście na terytorium sąsiada. Czy ewolucja ssaków byłaby możliwa, gdyby ryby mogły zalać lądy?

Oczywiście w tym wypadku walka nie jest aż tak dramatyczna, aczkolwiek straty bywają mocno odczuwalne. Z dnia na dzień żadna firma nie upada. Mimo to, patrząc na losy BlackBerry i Nokii, wypada nabrać trochę pokory i przygotować się na każdą ewentualność.

Jeszcze więcej dróg

Wymarzona przyszłość Google wygląda tak, że na komputerach nie używamy aplikacji, a wykonujemy zadania. Stworzenie wspólnych rozwiązań czyni użytkownika niezależnym od kaprysów twórców systemów operacyjnych. Dlaczego programy indywidualnie implementują proste rzeczy jak zmiana rozmiaru obrazka?

chrome os

Naturalnie nie wszystko i nie zawsze da się zamknąć w postaci ogólnodostępnych API. Przynajmniej dziś. Parę lat temu rozwijany przez World Wide Web Consortium (W3C) standard WebRTC wydawał się abstrakcją. Teraz służy do komunikacji peer-to-peer w czasie rzeczywistym pomiędzy dowolnymi aplikacjami, wliczając w to przeglądarki internetowe. Jutro bardziej skomplikowane funkcje zostaną podobnie uwolnione.

Kolejnym krokiem ku otwartości są standardy kompresji wideo. Do tej pory powszechnie stosowano kodek H.264. Tuż za rogiem czai się jego następca H.265. Oba rozwiązania wymagają odpłatnej licencji. Google od jakiegoś czasu stara się rozpowszechnić własny, darmowy standard VP9.

Tym razem kalifornijska firma bardzo poważnie podeszła do tematu. Na tegorocznych targach Consumer Electronics Show (CES) podana zostanie lista partnerów wspierających nowy kodek. Będą to między innymi LG, Panasonic oraz Sony. Implementację sprzętowego wspomagania dekodowania obrazu zapowiedzieli najważniejsi producenci czipsetów komputerowych ARM, Intel, Broadcom i Marvell. Stawkę zaangażowanych korporacji zamykają giganci rynku elektronicznego Samsung, Sharp oraz Toshiba.

Proces

Jak zauważyli Panowie Paweł i Mateusz w tekście „Pojedynek Spider’s Web: aplikacje natywne czy webowe?” przed nami jeszcze długa droga, zanim ujrzymy Internet działający jak program. Jednak podwaliny zostały już położone. W rolach pionierów Google widzi właśnie swoje produkty.

Wracając do Chrome, jest to stosunkowo nowa przeglądarka. Wypuszczona w 2008 roku pierwsza stabilna wersja nie miała nawet wsparcia dla kółka myszy. Możliwość instalacji rozszerzeń pojawiła się na początku 2010 roku, przy czym trzeba było czekać prawie rok na oficjalny sklep Chrome Web Store. Tuż przed początkiem 2012 zadebiutował Google Native Client.

NaCl jest technologią pozwalającą na wykonywanie przez stronę internetową natywnego kodu C lub C++ pozostając pod nadzorem przeglądarki. To znaczy w tak zwanej piaskownicy, gdzie ze względów bezpieczeństwa dostęp do maszyny użytkownika jest mocno ograniczony.

Chrome OS obok tego rozwiązania otrzymał w 2013 wsparcie dla tak zwanych „zapakowanych” aplikacji. Są to programy korzystające z otwartych technologii webowych HTML5, JavaScript oraz CSS, które mogą działać bez dostępu do sieci. Dobrze przedstawił je Joe Marini w prezentacji na konferencji Chrome Dev Summit 2013.

Prawdziwy Koń Trojański

Istotą pomysłu Google jest stworzenie platformy działającej na szczycie pozostałych platform. Innymi słowy – wszędzie tam gdzie da się zainstalować przeglądarkę Chrome, będzie można przenieść większość ulubionych programów. Nagle system operacyjny stanie się znacznie mniej ważny, być może przestaniemy nawet zwracać na niego uwagę.

Uniwersalność aplikacji, niezależnie od platformy, wymaga stosowania otwartych technologii webowych. Android powstał jako odpowiedź na dzisiejsze problemy i jest aplikacjo-centryczny. Chrome, będąc wizją przyszłości, sięga znacznie dalej. Nawet jeżeli jedno rozwiązanie kojarzy się z urządzeniami dotykowymi, a drugie z tradycyjnymi laptopami, to niespodziewanie Chrome OS okazuje się być „nowocześniejszy.”

Czy Apple i Microsoft będą starali się przeszkodzić Google? Pewnie tak. Ale może udać im się to tylko na platformach mobilnych, znacznie silniej kontrolowanych. Niemniej reakcja użytkowników przekonanych do nowej wizji może zmusić ich do ustępstw. Dodatkowo zapakowane aplikacje mają końcówki plików .crx, takie same jak pozostałe rozszerzenia dla Chrome. Próba blokady uniemożliwi korzystanie z reszty dodatków przeglądarki.

Ważne, abyśmy zabrali cząstkę Google gdziekolwiek się udamy

Przypadki masowej adopcji Chromebooków są jeszcze dość rzadkie. Na przykład Mollen Immunization Clinics zakupiła 4 000 tych urządzeń dla swojego personelu. Ale każdy biznes korzystający z pakietu biurowego Google Apps, podobnego funkcjonalnością do Microsoft Office, staje się potencjalnym klientem. Google bardzo stara się ułatwić zmianę systemu operacyjnego ewentualnym zainteresowanym.

Osłabiona konkurencja jest mniej groźna. Skoro wszystkie drogi mają prowadzić do Google, to wypada, aby było ich możliwie dużo. Lecz nie mają to być zwykłe drogi. Każdy wędrowiec powinien podróżować nimi pod ujednoliconym szyldem Google+. Zespolenie tożsamości na tej platformie socjalnej, dzięki synchronizacji naszych doznań, otwiera nowe perspektywy.

Tak zwana rewolucja drugiego ekranu miała polegać na tym, że konsumując jedne media, powiedzmy telewizję, otrzymamy jednoczesny dostęp do powiązanych treści. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy nasze urządzenia i programy działają w tandemie. Wymaga to pewnej płaszczyzny porozumienia. Google postara się grać tu pierwsze skrzypce, ponieważ dzięki szerszej wiedzy na nasz temat, wartość serwowanych przez kalifornijską spółkę reklam wzrośnie.

Trudno przewidzieć jak będzie wyglądać przyszłość. Nic nie stoi na przeszkodzie jednak, aby przygotować się na kilka ewentualności. Na pewno sen o wykonywaniu zadań zamiast programów jeszcze się nie ziścił. Pozostaje nam podziwiać widowisko i mieć nadzieję, że na tym nie stracimy.

Tekst na licencji Creative Commons Zero CC0 (Żadne Prawa Zastrzeżone)
creativecommons.org/about/cc0

Przeczytaj też:

Google Chrome OS i Chromebooki widziane z perspektywy przeszłości – część 1

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement