Głośnik na Blutetooth Oregon ZP338. Czy warto się nim zainteresować? – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 09.01.2014
Głośnik na Blutetooth Oregon ZP338. Czy warto się nim zainteresować? – recenzja Spider’s Web

Co jakiś czas na łamach Spider’s Web prezentujemy akcesoria w postaci głośników odbierających sygnał dźwiękowy przez Bluetooth. Ostatnio miałem okazje korzystać z urządzenia firmy Oregon o dość trudnej do zapamiętania nazwie ZP338 Boombero Tria. I tak jak tego typu gadżety uwielbiam, tak do tego konkretnego modelu nie jestem przekonany.

Przez moje ręce przewinęło się naprawdę sporo bezprzewodowych głośników, a może bardziej małych głośniczków Bluetooth. Swoją przygodę z tymi akcesoriami zacząłem od opisywanego rok temu na łamach Spider’s Web Logitecha Mini Boombox, a obecnie korzystam z jeszcze fajniejszego Strax xqsit xpPRO 3.0. Co jakiś czas sprawdzam w praktyce urządzenia innych firm, a ostatnim z nich jest Oregon oznaczony numerem ZP338 i nazwany przez producenta Boombero Tria.

Samo wykonanie nie pozostawia wiele do życzenia

Głośnik jest kompaktowy i po prostu ładny. Nieźle prezentuje się na biurku, a testowany przeze mnie egzemplarz ma biały kolor; w sprzedaży znajduje się oprócz tego model czerwony i czarny. Niezbyt wiele waży, ale po wzięciu do ręki sprawia wrażenie solidnego – na tyle, że mam wrażenie że byłby w stanie wytrzymać upadki z małych wysokości. Konstrukcja jest zwarta i bardzo sztywna, nic się nie ugina, jak to często ma miejsce w akcesoriach tego typu.

Głośnik Oregon ma kształt trudny do zdefiniowania słowami, więc najlepiej rzućcie okiem na zdjęcia. Sam określiłbym go mianem “położonego na jednym boku prostopadłościanu o trójkątnej podstawie”. Po postawieniu głośnika na czterech dużych, gumowanych nóżkach na froncie widać kratkę maskującą, która została lekko powyginana tworząc jakieś faliste wzory, co nadaje głośnikowi charakteru.

Oregon głośnik Bluetooth (4)

Po lewej i prawej stronie na trójkątnych podstawach widać małe logo Oregon Scientific, pod spodem mamy tylko wspomniane cztery nóżki (niestety, głośnik się na nich trochę ślizga na biurku). Z tyłu znaleźć można wszystkie porty i kontrolki. U góry, po lewej stronie, patrząc od tyłu, znalazły się trzy fizyczne przyciski – odbieranie i kończenie rozmów (długie przytrzymanie pozwala na parowanie głośnika z innymi urządzeniami) oraz przyciski głośniej i ciszej. Przyznam, że tutaj trochę się zawiodłem.

Jeśli chodzi o umieszczone w dolnej części porty to mamy wyłącznie gniazdo minijack, wejście miniUSB, włącznik oraz diodę sygnalizującą stan naładowania akumulatora – nic więcej tutaj nie ma, a w pudełko oprócz głośnika jest tylko kabel USB. Niestety, producent nie zdecydował się na umieszczenie z tyłu dodatkowo tak podstawowych przycisków, jak te służące do zmiany odtwarzanego utworu na poprzedni i następny. Dość jasno określa tym przeznaczenie swojego gadżetu: nie jest to sprzęt do słuchania muzyki, a do odbierania połączeń w trybie głośnomówiącym: aż tyle i tylko tyle.

Jakość dźwięku jest, tak po prostu, kiepska

Tak jak Oregon ZP338 jest ładny, tak przy pierwszym uruchomieniu słychać, że zapewnienia producenta na pudełku “Premium Sound Quality” nie mają odbicia w rzeczywistości. Owszem, głośnik gra głośno i trzyma dość długo na zasilaniu bateryjnym – bo aż kilka godzin. Problem w tym, że w porównaniu do innych produktów z tej kategorii, jakie miałem okazję używać, najważniejsza rzecz w przypadku głośników, czyli jakość dźwięku dochodzącego z Oregon ZP338, jest po prostu… słaba.

Sama idea mobilnego głośnika z wbudowaną baterią pozwalającą na kilka godzin pracy, łączącego się z telefonami, komputerami i smartfonami przez Bluetooth jest świetna. Jakość może nie zachwyca, ale wielokrotnie używałem takiego akcesorium na wyjazdach – czy to po podłączeniu do tabletu w hotelu, żeby obejrzeć wieczorem film, czy to postawiłem go na stole na spotkaniu towarzyskim z dala od gniazdek, gdzie każdy chętny mógł się do głośnika podłączyć i puścić swój ulubiony kawałek. Po testach wiem jednak, że swojego Straxa na Oregona nie wymienię.

Podsumowując

Oregon ZP338 Boombero Tria sprawdzi się świetnie jako ładnie wyglądający i stojący na biurku głośnik z mikrofonem do rozmawiania przez telefon w trybie głośnomówiącym. Używałem go w ten sposób i nie mam do niego zastrzeżeń. Niestety, do słuchania muzyki i oglądania filmów polecić go nie mogę – bo przy cenie na poziomie 250 złotych (60 euro) czyni zakup po prostu nieopłacalnym, zwłaszcza porównując go do innych dostępnych w sprzedaży głośników łączących się z innymi urządzeniami przez Bluetooth 3.0.

Warto też pamiętać o tym, że głośnik Oregon ładuje się kablem miniUSB. Jest to inna wtyczka niż ta stosowana dziś w praktycznie wszystkich smartfonach i tabletach, więc przy chęci “mobilnego” wykorzystania głośnika należy pamiętać o zabieraniu dodatkowego kabla. A przecież coraz więcej innych producentów stawia dziś na popularniejszy dziś standard microUSB.

Niestety, ciekawe wzornictwo to nie wszystko.

Oregon

Sprawdź także:

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement