Mięso, krew, zniszczenie i pożoga: szykujcie się na nowe Gears of War!

Artykuł/Gry 28.01.2014
Mięso, krew, zniszczenie i pożoga: szykujcie się na nowe Gears of War!

Gears of War to jedna z tych „tępych” gier, od których ciężko się oderwać. Nie przeszkadzają tu ani prymitywne zasady rozgrywki, ani ogólne przerysowanie właściwie każdego jej elementu. Miód leje się z ekranu strumieniami. I lać będzie, bowiem właśnie zapowiedziano wskrzeszenie marki.

W branży gier wideo istnieje takie pojęcie, jak system seller. Gra, która jest tak określana, jest na tyle dobra, że właśnie dla niej gracze są gotowi kupić tą, a nie inną platformę do grania. Gears of War to właśnie taki system seller. To gra, dla której warto było kupić Xboksa 360. I właściwie, to wciąż jest to niezła zachęta.

Gears of War łamało nieco politykę Microsoftu względem domowej rozrywki. Gigant z Redmond jak najbardziej dopuszczał do publikowania brutalnych gier tylko dla dorosłych na Xboksie, sam jednak niechętnie je wydawał. Drugi z xboksowych system sellerów, a więc wydany przez Microsoft shooter w postaci Halo, był produkcją bezkrwawą, w której za pomocą fikuśnych plazmowych pistoletów walczyliśmy z niezbyt przerażającymi, wybaczcie drodzy fani tej sagi, „robaczkami”. Halo to gra o świetnej oprawie graficznej, wciągającej fabule i która, mimo iż polegała na masowej eksterminacji wrogów, była niewiele bardziej brutalna, od Mario, sadystycznie rozdeptującego przeróżne stworki.

Gears of War to zupełnie inna bajka

Epic Games, na potrzeby konsoli Xbox 360, stworzył grę, której raczej nie chciał(a)byś podarować swojemu dziecku. To shooter z widokiem „z trzeciej osoby”, w którym krew lała się strumieniami, a podstawowy karabin maszynowy był wyposażony w piłę łańcuchową, przydatną w walce wręcz. To była też wyjątkowo prymitywna gra. Ale za to jaka fajna.

Zadaniem gracza była eksterminacja jak największej ilości obcych atakujących nasze umocnienia. Rzecz jasna, całość miała swoje uzasadnienie fabularne i, o dziwo, historia ta trzymała się kupy i była wciągająca. To jednak prostota rozgrywki była jednym z atutów Gears of War.

Ta gra bowiem dawała niesamowitą frajdę w wystrzeliwaniu ton ołowiu w przeróżne obce pokraki. I to serio: ton. Zużycie amunicji w karabinie na 600 pocisków trwało może kilka minut. A żeby nie było nudno, gra obfitowała w przeróżne oskryptowane zdarzenia. Przejście kampanii w dowolnej części Gears of War to prawdziwa jazda bez trzymanki. Mimo iż gra właściwie polegała na ciągłym trzymaniu palca na spuście i celowaniu, nie można było mówić o nudzie. Twórcy wymyślali dla nas przeróżne atrakcje, pompując adrenalinę do maksimum. Wieczór z Gears of War był zawsze wieczorem udanym.

Mimo swojego prymitywizmu, gry te oferowały wiele ciekawych rozwiązań. Były zaprojektowane tak, by równie przyjemnie się je przechodziło samemu, jak i w trybie kooperacji (zarówno przez Internet, jak i lokalnie w trybie podzielonego ekranu). Tryb multiplayer w Gears of War również cieszy się dużą popularnością, aczkolwiek mnie osobiście nigdy nie wciągnął. Kluczowym rozwiązaniem jest tu jednak system osłon. Gracz, stojąc przy krawędzi ściany lub jakimś większym przedmiocie, mógł wcisnąć jeden przycisk na gamepadzie, a jego postać się automatycznie się za tą osłoną chowała, umożliwiając ostrzał wrogów z „okopanej” pozycji. Mechanizm ten „zapożycza” dziś bardzo wiele gier, z Grand Theft Auto i Tomb Raiderem na czele.

Zmierzch kultowej sagi? Na szczęście nie!

Gears of War to trylogia, dostępna wyłącznie na konsole Xbox 360 (pierwsza część doczekała się wersji dla Windows, ale to była zbyt „konsolowa” gra w swojej naturze i nie odniosła sukcesu na komputerach osobistych). Doczekała się też spin-offu w postaci Gears of War: Judgement, nad którym pracowało polskie studio People Can Fly. Niestety, gra zaczęła zjadać swój własny ogon i Judgment nie odniósł komercyjnego sukcesu. Nie zachęcała ani fabuła, ani sama gra, ani oprawa graficzna, które niewiele wnosiły po znakomitym, ale na krawędzi świeżości, Gears of War 3. Epic Games, studio odpowiedzialne za grę, nie planowało już kolejnych odsłon.

Microsoft potrzebuje jednak nowej gry tego typu. Xbox One jest na rynku już od paru miesięcy, a dalej brakuje mu „prawdziwego mięsa”. „Ryse: Son of Rome” to zdecydowanie rozczarowująca produkcja, na dodatek polegająca nieco na czymś innym, pasująca bardziej do kategorii slasherów niż shooterów. Na konsoli Microsoftu mamy tylko militarne „symulatory” (zwróćcie uwagę na cudzysłów), takie jak Call of Duty czy Battlefield. Brakuje typowego, radosnego arcade’a, radosnej rozwałki wszystkiego, co się rusza. Takiego giercowego odpowiednika filmów Michaela Bay’a z rozsądną dozą brutalności w tle. Rodzinna rozrywka fajnie wygląda w kampanii marketingowej, ale Xbox One potrzebuje tytułów dla dorosłych chłopców. Takich jak Gears of War. Klamka więc zapadła.

gowj-terminalactionshot

Microsoft ogłosił przejęcie od Epic Games praw do marki Gears of War i wszelkiej własności intelektualnej z nią związanej. Dodał też, że prace nad grą już ruszyły i jeszcze w tym roku poznamy więcej konkretnych informacji na jej temat. Produkcją gry zajmie się studio Black Tusk, a nadzorować ją będzie „gearsowy” weteran, czyli Rod Fergusson, który zgodził się przejść z Epic do Microsoftu. Cliff Bleszinski, który już dawno temu odszedł z Epic Games (a więc jego słowa nie są pod publiczkę) i który jest odpowiedzialny za trylogiię Gears of War, po dowiedzeniu się kto będzie pracował nad grą, stwierdził, że „nie mogła wylądować w lepszych rękach”.

Pytanie czy ta gra będzie równie dobra, jak jej poprzedniczki, pozostaje jednak otwarte. Gears of War: Judgment, które było tylko wydawane przez Epic, a tworzone przez People Can Fly, pozbawione było magii i polotu oryginału. To samo grozi microsoftowej wersji tej gry. Rod Fergusson ma do tego nie dopuścić, ale jak wyjdzie… to się dopiero okaże. Pocieszające jest to, że Microsoftowi coś takiego już raz się udało. Odkupił od studia Bungie prawa do marki Halo i stworzył za pomocą swojego wewnętrznego studia, moim zdaniem, najlepszą odsłonę tej gry w całej jej historii. Tego samego życzę sobie, i wam, w przypadku Gears of War.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement