Leciałem Dreamlinerem – najnowocześniejszym samolotem pasażerskim świata

Recenzja/Technologie 13.01.2014
Leciałem Dreamlinerem – najnowocześniejszym samolotem pasażerskim świata

Boeing 787 Dreamliner to najnowocześniejszy samolot pasażerski na świecie, liniowiec marzeń. Na dodatek Polskie Linie Lotnicze LOT mają go jako pierwsze w Europie. To wszystko brzmi naprawdę wspaniale, ale rzeczywistość – o ile nie jest okrutna – to jest nieco groteskowa.

W drodze do i z Las Vegas miałem okazję znaleźć się na pokładzie tej maszyny. Lot Dreamilnerem, podobnie jak wysłużonym JumboJetem oraz Airbusem A380, uważam za jedną z największych powietrznych atrakcji. Niestety, tym ostatnim jeszcze nie dane mi się było przelecieć, ale mam jeszcze trochę czasu, by to nadrobić. Ostatnio dostąpiłem za to przyjemności lotu 787 i niestety mam sporo wątpliwości.

Dreamliner ma pecha. Zaczęło się od znacznych opóźnień, a następnie przyszły liczne awarie, w tym akumulatorów, które na kilka miesięcy uziemiły tę wspaniałą maszynę. Dziś nadal cierpi ona na niedoskonałości. Choć samolot, to nie łódź podwodna i nie zatonie, to jednak cieknąca na pasażerów podczas startu i lądowania woda budzi wątpliwości. Karykaturalnie wygląda też zatykanie przez załogę luków bagażowych chusteczkami higienicznymi.

lot dreamliner

Co do reszty pokładu, trudno mieć jakieś większe zarzuty. W odróżnieniu od innych samolotów jest sporo przestrzeni nad głowami, a komfortu dodaje lepiej filtrowane powietrze, które tak nie wysusza. Nawet w klasie ekonomicznej jest trochę miejsca na nogi i w większości przypadków nawet dość pokaźna osoba jest tam w stanie względnie przeżyć 10 godzinny lot. Boeing 787 wciąż pachnie świeżością i na każdym centymetrze czuć, że mowa o nowoczesnym samolocie. W dodatku jest cichszy od pozostałych maszyn, którymi miałem okazję lecieć.

Z perspektywy geeka, a nawet zwykłego pasażera, jest jednak rzecz, która szczególnie zawodzi. Chodzi o system rozrywki pokładowej. Nie wiem czy to sprawka oszczędności LOT-u, czy to standardowy system oferowany przez Boeinga ale ekran dotykowy jest niezwykle toporny. Bardzo słabo reaguje na kliknięcia, a dołączony pilot jest niezbyt wygodny.

dreamliner

To można by było jednak przeżyć, w końcu nie jest to jakiś tablet, z którym spędzimy kilka lat, a ekranik w samolocie, o którym szybko zapomnimy. Niestety, to co w samym systemie rozrywki znajdziemy już zakrawa o kpinę. Po pierwsze LOT zaoferował kiepski interfejs, w którym trzeba wykonać 4-5 klików aby uruchomić film, serial, muzykę, czy grę. Po drugie oferta jest bardziej niż żenująca. Znajdziemy tam 4 nowe filmy, które niedawno zeszły z kin, ale za to musimy dopłacić 35 złotych. Hitem niepłatnych pozycji był Kevin sam w domu oraz Australia. Oczywiście przed tym samolotowym seansem nie mogło zabraknąć reklam. Mimo, że promowały one szczytna idę WOŚP, to wciąż były reklamami. Poza filmami za darmo dostępne było kilka wyrwanych z kontekstu odcinków seriali oraz programy z Canal+.

Owszem na pokładzie Lufthansy również znajdziemy film Kevin – Allein zu Haus, ale obok takich pozycji jak Liberace, Elysium, Blue Jasmine, Wyścig (Rush), Hobbit, We’re the Millers i wielu innych, bez dodatkowych opłat. Także lista pozycji dostępna w Turkish Airlines, czy Emirates robi wrażenie.

Jedynym plusem systemu multimedialnego na pokładzie LOT-owskiego Dreamilnera jest złącze USB. Oczywiście nie pozwala ono na wyświetlanie własnych multimediów na ekranie, ale za to możemy nasz telefon lub tablet naładować. A to pozwala z kolei na oglądanie filmów na własnym urządzeniu.

Dreamliner-na-Okeciu

Rozrywka pokładowa to drobny szczegół, ale potrafi zepsuć wrażenie. Niestety, LOT nie nadrabia tego w żaden inny sposób. To smutne, że dziś linia lotnicza ze Środkowej Europy, wspierana finansowo przez obywateli, nie jest w stanie zaoferować światowego poziomu usług i konkurencyjnej oferty. Zamiast Turkish Airlines mamy Ryanair bis. Niestety, cięcie kosztów odbija się dziś na komforcie podróży, na trasach europejskich serwowana jest woda z Prince Polo, na dłuższych lotach mamy marny system rozrywki pokładowej, a cały lot przypomina telezakupy gdzie najpierw proponowany jest alkohol i dodatkowo płatne przekąski, a później inne produkty z katalogu.

Smutny to obraz polskiego przedsiębiorstwa działającego od 1929 roku.

PS Nad aplikacją mobilną pastwić się nie będę, bo już to robiłem i nie dorasta ona temu, co oferuje amerykański UNITED, który notabene jakością usług na trasach wewnątrz Stanów Zjednoczonych raczej też nie grzeszy.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement