Temat tygodnia: CES 2014 – hit, czy kit?

Artykuł/Sprzęt 12.01.2014
Temat tygodnia: CES 2014 – hit, czy kit?

Największe targi technologiczne w roku CES 2014 już za nami. Co warto zapamiętać z tygodnia technologicznego szaleństwa w Las Vegas? Czy potwierdziły się nasze oczekiwania? Co było największym hitem, a co największym rozczarowaniem? Która premiera była najciekawsza, a która najsłabsza? 

Oto podsumowanie wybranych blogerów Spider’s Web, w tym Ewy Lalik i Pawła Okopienia, którzy w tym roku reprezentowali nasze medium na CES-ie w Las Vegas. Ewa Lalik, Spider's WebEwa Lalik: Więcej napiszę w podsumowaniu, natomiast tak w skrócie z perspektywy obecności na targach CES w Las Vegas muszę stwierdzić, że były to bardzo udane, największe dotychczas targi w historii.To potwierdza tylko, jak bardzo mylili się wszyscy krytycy mówiąc dwa, trzy lata temu, że CES się kończy i traci na rzecz Mobile World Congress, skupionego wokół urządzeń mobilnych.W tym roku CES pobił własne rekordy wielkości (poszerzono nawet powierzchnię targów o kolejne hotele i hale), co doskonale odzwierciedla zakorzenienie się technologii w masowej świadomości. Spotykałam tam nawet ludzi, którzy prowadzą małe sklepiki, a na CES-a przyjechali pooglądać te wszystkie „cuda”, zabawki, ciekawostki i połączyli to z odwiedzinami Las Vegas.

Dlatego CES nie rozczarowuje.Tym bardziej, że widać na nim próby kształtowania się nowych trendów – wereable devices, rozszerzonej rzeczywistości, smartwatch-y, connected devices i urządzeń, sensorów wszędzie, nawet w przedmiotach codziennego użytku. Roboty, drony, inteligencja – coś z tego na pewno będzie przyszłością.

ces registration

Nie jestem w stanie wybrać najlepszego i najgorszego urządzenia targów CES. Z pewnością rozczarowały smartfony – CES nie jest miejscem na prezentację nowości, bo te giną w zalewie setek, tysięcy innych produktów. Pozytywnie zaskoczyli natomiast mali producenci tworzący zabawki, okulary, opaski. To oni na CES-ie szukają partnerów sprzedażowych, hardware’owych czy software’owych, tak by później próbować odnieść sukces.

Paweł OkopieńPaweł Okopień: Ze względu na pogodę, na tegoroczny CES nie było łatwo dotrzeć, a na samych targach nic nie rzucało na kolana.

Jednak nie czuję się zawiedziony. Potwierdziły się moje przypuszczenia odnośnie telewizorów. Jestem też pozytywnie zaskoczony całą masą wygiętych ekranów zarówno OLED, jak i LCD LED.

Z mojej perspektywy królowało 4K, które już jest teraźniejszością technologii telewizyjnych. Czuję się lekko zawiedziony brakiem konkretnych szczegółów odnośnie WebOS w telewizorach LG. Słabo wypadł też Panasonic, który niestety po wycofaniu się z plazm zmierza w kierunku drobnego AGD i rozwiązań B2B dostarczając na przykład akumulatory dla samochodów Tesla. W telewizorach rządził Samsung, a wtórował mu Sony.

Trudno mi wskazać jeden produkt, który byłby hitem. 4K i urządzenia noszone to ważne trendy ale jednocześnie w Vegas nie widać było jednego urządzenia, które jakoś szczególnie by się wyróżniało. Dlatego przyznałbym wyróżnienie Intelowi, który wchodzi spóźniony na rynek mobilny, ale robi to w świetny sposób. Intel był obok Samsunga i Forda najbardziej widoczną marką na tych targach, choć samo stoisko nie robiło jakiegoś wielkiego wrażenia.

ces international

Kitem są za to smartzegarki. Mimo że sam jestem posiadaczem Pebble, to jestem bardzo zawiedziony tym, jak rozwija się ta kategoria urządzeń. O ile idea jest słuszna, to wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Od samej konstrukcji, po soft – wszystko wydaje się być robione bez większego zastanowienia. To przyszłość, ale zdecydowanie nie w takiej formie i dotyczy to zarówno. Pebble, Toq, Galaxy Gear jak i opartych o Androdia pokracznych urządzeń.

grabiec nowePiotr Grabiec: Tegoroczny CES przyniósł dokładnie to, czego się spodziewałem. W segmencie mobilnym nie byliśmy świadkami żadnej rewolucji, a producenci najwyraźniej oszczędzają siły i zbroją się przed targami MWC w Barcelonie… i swoimi własnymi konferencjami. Coraz więcej firm zamiast prezentować się na takim technologicznym bazarze wśród dziesiątek konkurencyjnych produktów stara się zwrócić przynajmniej na ten jeden wieczór lub poranek uwagę wyłącznie na siebie.

Skutkiem tego wśród naprawdę ciekawych, ale nie kosmicznych nowości nic nie zrywa z nóg. Mnie urzekła co prawda Xperia Z1 Compact od japońskiego Sony, ale to po prostu flagowy telefon producenta opakowany w „kompaktową” formę, którego główną zaletą jest to, że podobnych produktów nie mają konkurenci. Telewizory 4K robią olbrzymie wrażenie, a smartzegarków i opasek lifeloggingowych mamy teraz całe zatrzęsienie.

Chciałem zwrócić jednak uwagę na jedną rzecz i mówię tutaj nie o tym, co na CES można było zobaczyć, tylko o tym… czego na nich widać nie było. Chodzi o bezprzewodowe ładowanie, o którym w zeszłym roku było sporo słychać – to moim zdaniem rozwiązanie znacznie bardziej pomagające użytkownikom w codziennych czynnościach, niźli np. obecne coraz częściej w telefonach moduły NFC. Wydawać by się mogło, że w 2014 już każdy telefon będzie miał zaimplementowaną obsługę Qi lub innego standardu.

LG-ces-telewizory03

Tak niestety nie jest i mało która firma o tym wspomina; nawet Sony do nowej, mniejszej wersji „zet-jedynki” nadal nie dodało bezprzewodowego ładowania i twardo trzyma się mało atrakcyjnego złącza stacji dokującej. Naprawdę posiadając z roku na rok coraz więcej gadżetów elektronicznych – w końcu mam już telefon, czytnik, słuchawki, powerbanki i przenośny router Mi-Fi, a będzie tego tylko coraz więcej – chciałbym, aby ładowały się one od razu po położeniu na biurko bez podpinania kabla.

Mam nadzieję, że wraz z premierami następców Galaxy S4 i HTC One, których spodziewamy się na targach MWC (chociaż patrząc na ostatnie plotki nie ma pewności, że tak się stanie) producenci o bezprzewodowym ładowaniu sobie przypomną. Technologia już na dobrą sprawę jest, ale najwyraźniej wymaga dopracowania, bo skoro ciągle tego nie widzimy na szeroką skalę, to wygląda na to, że jest to nadal za drogie w implementacji.

przemek pająkPrzemysław Pająk: Zdecydowanie hit, chociaż bez wyraźnego jednego produktu, który byłby wizytówką CES-a 2014 r.

Hit, bo po kilku latach posuchy, gdy na CES-ie pojawiały się jedynie z jednej strony nowe wersje smartfonów, tabletów i komputerów osobistych, a z drugiej nowe telewizory, w 2014 r. widać nowe rozdanie na rynku technologii użytkowych. Chodzi o produkty technologii ubieranej – ta nowa potężna gałąź przemysłu technologicznego na lata będzie wyznaczała rozwój całego rynku.

Nie ma już od tego odwrotu – zegarki, opaski, okulary, broszki, tatuaże, spinki, kolczyki to nowe typy urządzeń komputerowych, które powoli będą przejmować podstawowe funkcje z jednej strony komputera PC, a z drugiej smartfona.

Ale produkty technologii ubieranej to przyszłość. Teraźniejszość to chociażby nowe profesjonalne tablety produkcji Samsunga z nowym UI. To one są dla mnie najciekawszą premierą CES-a 2014.

samsung-galaxy-pro (17)

Największym rozczarowaniem CES-a jest dla mnie za to brak Microsoftu – w dosłownym i przenośnym znaczeniu. To przykre, jak największa firma software’owa świata oddaje pole konkurencji w kluczowym momencie.

Paweł Okopień: Przemek ma rację. Samsung prezentuje profesjonalne tablety ale nie ma w nich Windowsa. Intel prezentuje dualOS aby odciążyć Windowsa. W telewizorach pojawia się Android. A komputery, o których się mówi to te z Chrome OS.
Jeśli ktoś jest przegranym to właśnie Microsoft.

Ewa Lalik: Microsoft „wyszedł” z CES-a już rok temu. Już wtedy jego obecność przejawiała się tylko u producentów sprzętu, ale też słabo. W tym roku był obecny w nowościach i widoczny na CES-ie. Problem w tym, że nikogo nie interesował, bo chociażby taki Samsung z Androidem wyróżniają się nakładka (świetną!), a sprzęty z Win 8… niczym prócz formy.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement