Na jeden dzień straciłem rękę.

Blog Forum 19.12.2013
Na jeden dzień straciłem rękę.

Chociaż wypada mi od razu uprzedzić Was, że z moimi rękami jest wszystko w porządku. Nie uległem też żadnemu wypadkowi i nic złego mi się nie stało. Po prostu wczorajszego dnia, wychodząc rano z domu, nie zabrałem ze sobą swojego smartfona. Ot cała sprawa. Spieszyłem się nawet bardziej niż zawsze, to pomyślałem – te kilka godzi dam radę. O ja głupi i nie domyślny. Skutki braku moje prawej lub lewej ręki (bo wciąż nie wiem, którą ręką lepiej mi się go obsługuje), doszły do mnie dość szybko.

Zaczęło się dosyć normalnie: wsiadłem do samochodu, zapiąłem pasy i ruszyłem. Kilkadziesiąt metrów dalej, poczułem wibrację w kieszeni, więc sięgnąłem żeby zobaczyć o co kaman. Wtedy się przeraziłem, przeżyłem swój własny mini zawał. Chociaż trwał on podejrzewam kilka milisekund, to momentalnie zrobiło mi się gorąco. Z jednej strony spieszyłem się na spotkanie, a z drugiej czułem, że mogę żałować tej decyzji. Bo w podobnym czasie stwierdziłem, że nie ma sensu się wracać po telefon i ruszyłem w trasę. Jadąc do banku wciąż zastanawiałem się nad tą farsą: a co jak zadzwoni do mnie Angelina Jolie? I powie, że nie chcę już być z Bradem tylko ze mną? Wiecie takie sytuacje mają miejsca.

Całą drogę męczyła mnie ta myśl, no i inne też. Głównie cały czas martwił mnie brak smartfonu, bo bez niego czułem się jak kaleka, człowiek bez jednej ręki. Pewnie i Wam zdarzyło się nie raz, być w podobnej sytuacji. Pytanie czy też tak bardzo ją przeżywaliście? Wiecie lub nie ale mój malutki świat opiera się o erę ‚post-pc’ i mimo iż jej nie ma i może nie będzie to ja sobie w niej żyję. Może dlatego też tak bardzo mi brakowało tego telefonu? Pal licho już moją i jej dzieci. Wróćmy na chwilę do baku. Więc wchodzę, witam się z sympatyczną panią i zaczynamy rozmowę. Od słów do słów i po pięciu minutach okazuje się, że brakuje jednego dokumentu. Spoko – pomyślałem, zaraz wyśle go jej na maila za pomocą mojego … no właśnie, portfela? Kolejną myślą było, że zadzwonię do żony i powiem jej żeby to zrobiła. No ale wiecie, z portfeli dalej nie da się zadzwonić. Zrezygnowany powiedziałem miłej pani, że brakujące dokumenty prześlę z domu, późniejszą porą. Spotkanie po kilku chwilach dobiegło końca i mogłem spokojnie wrócić do domu.

Tylko, że los mnie nie lubi i w sumie wzajemnie. Gdy podszedłem do samochodu okazało się, że czekała tam Angelina … znaczy chciałbym żeby tak było, ale czekał tam na mnie flak, w oponie, prawej przedniej. Normalna sytuacja, takie rzeczy się zdarzają każdemu, w końcu mamy piątek trzynastego. Tylko, że nie – nie było piątku, nie – nie było też trzynastego i po raz trzeci, nie – nie zdarzają się każdemu, tylko mi. Tak myślałem. Szybka zamiana kół i po sprawie, lekko ubrudzony, ponownie postanowiłem zadzwonić do żony. W myślach puściłem już taką wiązankę, że możliwe iż nie dostałbym rozgrzeszenia. Po kilku minutach już mi przeszło, więc nie myśląc dłużej wsiadłem i odjechałem.

W drodze powrotnej postanowiłem wstąpić do super marketu na małe zakupy. Szybko przeleciałem przez pasaż, który znam już na pamięć i udałem się do konkretnego sklepu i po kilka drobiazgów. Kolejnych kilka szybkich kroków i już byłem przy kasie. Kolejna miła pani tego dnia, uśmiecha się do mnie i prosi o zapłatę bodajże trzydziestu kilku złotych. Wiem, że nie mam gotówki więc sięgam po kartę z banku… i naglę krew mnie zalewa. W uszach aż huczy mi głos mojej żony, która rano przed wyjściem, oznajmiała mi że karta jest u niej w portfelu. Sytuacja trochę patowa, ale odruchowo sięgam po telefon – przecież mogę zapłacić paypassem! Wspominałem Wam, że jestem trochę roztrzepany? Pani odłożyła zakupy na bok, a ja z spuszczoną głową udałem się w stronę auta.

Dojechawszy do domu, uświadomiłem sobie, że dość szybko przyzwyczaiłem się do wygód jakie niesie ze sobą obecnie smartfon. Jego możliwości są z roku na rok, naprawdę imponujące. Fakt, że dla mnie zastąpił on komputer jako narzędzie do konsumpcji treści, jest niezaprzeczalny. Powoli ale z coraz większym sukcesem, zastępuje on też kartę z banku. Nie mówiąc już, że nawigację, aparat czy empetrójkę zastąpił już dawno. Mimo, że na co dzień, możemy sobie z tego nie zdawać sprawy – to ich obecność w naszym życiu – bardzo ułatwiła nam życie.

Zastanawiam się tylko, czy będąc jeszcze raz w takiej sytuacji, tym razem zawrócę? Bo wierzcie mi lub nie, ale jak wróciłem do domu, miałem jedno połączenie nieodebrane, od numeru zastrzeżonego. Przypadek?

Dołącz do dyskusji

Advertisement