Fotograficzne rozczarowania 2013 roku – zestawienie Spider’s Web

Artykuł/Foto 30.12.2013
Fotograficzne rozczarowania 2013 roku – zestawienie Spider’s Web

Rok 2013 obfitował w dobre sprzętowe premiery, o czym pisałem w fotograficznym podsumowaniu roku. Mijający rok przyniósł jednak wiele rozczarować i produktów, na które chyba nikt nie czekał. Oto moja lista najsłabszych sprzętów foto w 2013 roku.

 8. Sony Xperia Z1

xperia-Z1-1

Mój ranking najgorszych sprzętów fotograficznych 2013 roku otwiera Sony Xperia Z1. Nie oceniam tu smartfona, który sam w sobie jest doskonały – biorę pod uwagę sam aparat tego modelu. Sony całą promocję modelu Z1 opiera na aparacie. Ten fotograficzny smartfon  miał wygryźć całą konkurencję. Na papierze wygląda to rewelacyjnie – duża matryca o wielkości znanej z aparatów kompaktowych (prawdziwa rzadkość w smartfonach), obiektyw Zeissa z najwyższym oznaczeniem G, do tego ponad 20 milionów pikseli.

xperia-z1

Czar pryska w momencie zrobienia pierwszych zdjęć. Jeżeli fotografujemy w innych warunkach, niż słoneczny dzień, jakość zdjęć jest dramatyczna. Jest to poziom średniej półki smartfonów.

Wiele smartfonów ma gorszy aparat, ale Sony Xeria Z1 chce być smartfonem fotograficznym. Osoba z zamiłowaniem do fotografii mobilnej, która skusi się na Z1, z pewnością poczuje się oszukana.

7. Panasonic Lumix DMC-FZ70

Panasonic-LUMIX-DMC-FZ70-3

W 2013 roku mieliśmy wysyp kompaktów średnich, bez polotu i bez pomysłu. Spośród kilkudziesięciu konstrukcji zaskakującą premierą był Panasonic Lumix DMC-FZ70, który oferuje rekordowo duży, sześćdziesięciokrotny zoom.

Pomysł jest ciekawy, bo zakres ogniskowych imponuje (w przeliczeniu na pełną klatkę jest to 20-1200 mm). Obiektyw ma chyba także najszerszy kąt widzenia wśród wszystkich kompaktów. Cóż z tego, jeśli jakość zdjęć jest tragiczna? Już najniższa czułość ISO jest zaszumiona i wyprana z kolorów. Jakikolwiek zoom degraduje obraz w strasznym stopniu. Na największe ogniskowe zostaje tylko spuścić zasłonę milczenia.

panasonic-fz70

Lumix jest ewidentnie eksperymentem i pokazem możliwości technicznych, ale nie tędy droga. Po co konstruować coś na siłę, kiedy nie spełnia to jakichkolwiek oczekiwań? W gazetce promocyjnej zoom 60x wygląda świetnie, ale nie chciałbym postawić się w roli klienta, który skusił się na ten aparat.

6. Canon EOS M2

eos-m2

Canon EOS M był ługo oczekiwanym aparatem, który po premierze oczekiwań nie spełnił. Mała liczba obiektywów, abstrakcyjnie wolny autofocus i nazbyt uproszczona obsługa przekreśliła ten system w oczach wielu fotografów. Oczekiwania wobec EOS-a M2 były więc bardzo duże.

Tymczasem bez szczegółowej analizy specyfikacji w następcy trudno doszukać się jakichkolwiek zmian. Problemy z AF zostały naprawione, ale co z resztą? Nie ma tu uzasadnienia dla nowego modelu, zmian jest jak na lekarstwo.

Canon obiecuje, że pokaże w końcu lepsze obiektywy i bardziej zaawansowane korpusy swojej belusterkowej serii. Tyle tylko, że od roku nic w tym temacie się nie dzieje. Trudno traktować te zapowiedzi inaczej, niż jako mydlenie oczu.

5. Canon PowerShot N

canon-powershot-n

PowerShot N miał być odpowiedzią Canona na coraz popularniejszą fotografię mobilną. W teorii ma wszystko: malutki korpus, obiektyw z zoomem optycznym, odchylany i dotykowy ekranik, łączność Wi-Fi, oraz oczywiście artystyczne filtry.

Canon-Powershot-N-1

W praktyce aparat jest dziwolągiem starającym się rozwiązać problem, którego nie ma. Użytkownicy zgłaszali wiele problemów z tym sprzętem – słabą baterię, niewygodną obsługę i przypadkowe wykonywanie zdjęć.

4. Pentax Q7

pentax-q7

Bezlusterkowa seria „Q” Pentaxa może mieć kilka ciekawych zastosowań. Może to być ciekawy breloczek do kluczy, może to być ozdoba na półce, może to być zabawka dla dziecka. Trudno jednak uznać ten sprzęt jako pełnoprawny aparat, choć podobno da się nim zrobić zdjęcia.

Pentax postawił sobie za cel stworzenie najmniejszego bezlusterkowca świata. Trzeba przyznać, że to się firmie udało. Aparaty serii Q są mniejsze niż większość kompaktów, a przy tym mają wymienną optykę. Tyle tylko, że to sztuka dla sztuki. Dedykowanych obiektywów jest jak na lekarstwo, a ich jakość jest, delikatnie mówiąc, dosyć wątpliwa. Wystarczy powiedzieć, że sam producent w nazwie stosuje zwrot „Toy Lens”. Najciekawsze obiektywem jest chyba firmowy pinhole zrobiony z dekielka korpusu, ma on jednak światło… f/9.

pentax-q

Abstrahując od obiektywów, seria Q sama w sobie jest porażką z prostej przyczyny. Matryca jest mikroskopijna – jest to konstrukcja zaadoptowana z kompaktów. Tak jak wspomniałem, seria Q to sztuka dla sztuki. Zwykły kompakt będzie tańszy, prostszy w obsłudze i bardziej uniwersalny. No i da takie same, jeśli nie lepsze jakościowo zdjęcia.

3. Leica X Vario

Leica X Vario

Trzecie miejsce należy do aparatu kompaktowego Leica X Vario. Sam aparat nie byłby tak złą premierą, gdyby Leica nie pompowała tak mocno oczekiwań co do niego. Innymi słowy, mamy tu mocny dysonans między tym, czym aparat jest, a czym mógł być.

Leica promowała swój nowy aparat poprzez długą kampanię, pełną teaserów, odsłaniania kolejnych części aparatu i budowania legendy. Nowy aparat miał być uplasowany między „dorosłą” pełnoklatkową Leicą M o wymiennych obiektywach, a modelem Leica X2, będącym kompaktem z matrycą APS-C z przytwierdzonym na stałe obiektywem 24 mm.

Leica Mini M

Nowa Leica mogła zatem mieć matrycę APS-C i bagnet M dający dostęp do wielu świetnych obiektywów. Mogła być także aparatem pełnoklatkowym z niewymiennym stałoogniskowym obiektywem.

Zamiast tego dostaliśmy kompakt z matrycą APS-C z przytwierdzonym obiektywem o żenujących parametrach. światło f/3.5 – f/6.4? Ogniskowa 18-46 mm? Szerszy zakres i nieco lepsze światło mają nawet najtańsze, kitowe zoomy przeznaczone do lustrzanek.

2. Hasselblad Stellar

hasselblad stellar

Hasselblad Stellar to zasadniczo Sony RX100 z doklejonym drewnianym gripem. Drobnym „szczegółem” jest także cena tego aparatu – w zależności od rodzaju drewna, jest ona od 3 do 6 razy wyższa od podstawowej wersji Sony RX100.

Nie mam nic do drogich aparatów, taka półka jest potrzebna. Co innego jednak sprzęt z najwyższej półki o rewelacyjnych parametrach, a co innego kompakt z doklejonym kawałkiem drewna. Oczywiście znajdą się chętni na Stellara, ale trudno ten aparat traktować w innych kategoriach, niż fanaberia.

Hasselblad od dekad słynie z aparatów o bardzo wysokich cenach, ale jednocześnie o topowej jakości. Stellar niestety tę tradycję kontynuuje tylko w połowie.

1. Hasselblad Lunar

hasselblad-lunar

Pierwsze miejsce zestawienia należy się zdecydowanie bezlusterkowcowi Hasselblad Lunar. Aparat ten miał swoją premierę w 2012 roku, ale do sprzedaży trafił w 2013. Lunar to także przerobiony aparat Sony, ale tym razem nowe opakowanie dostał bezlusterkowiec Sony NEX 7.

Pod względem podzespołów, ergonomii, funkcjonalności, Hasselblad Lunar to fabryczny, nieprzerobiony NEX 7. Jedyna różnica w aparatach to obudowa. Lunara można skomponować według swojego uznania, do wyboru są różne materiały wykończeń (egzotyczne drewno, metale szlachetne, itd.). Lunar ma jednak jeszcze bardziej kosmiczną cenę, która wynosi okrągłe 7 tysięcy dolarów. To przeszło 7 razy więcej, niż cena NEX-a 7.

Hasselblad-lunar-02

Zastanawiałem się, który aparat z kosmicznej serii Hassela umieścić na pierwszym miejscu zestawienia. O ile Stellar ze swoim drewnianym akcentem może się podobać, tak nie znam osoby, której podobałby się przepych Lunara. O gustach się nie dyskutuje, ale serio? Udawane diamenciki zamiast przycisków?

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement