Kolejny dzień, kolejna wpadka w mediach społecznościowych. Da się ich uniknąć?

News/Social media 12.11.2013
Kolejny dzień, kolejna wpadka w mediach społecznościowych. Da się ich uniknąć?

Media społecznościowe i prowadzenie oficjalnych kont w serwisach takich, jak Twitter czy Facebook od lat jest polem do wielu potężnych wpadek. A to jakiś social media manager pomyli konto klienta z prywatnym, a to zapomni się przelogować… Dziś wpadkę zaliczył Narodowy Bank Polski.

nbp kuzniar

 

Tweet szybko został usunięty i pojawiło się sprostowanie, ale jak wiadomo w internecie nic nie ginie.

Czym jest nieautoryzowane użycie komputera nie do końca wiadomo, ale pewnie ktoś zapomniał się tak po ludzku i zwyczajnie przełączyć na prywatne konto i wysłał tweeta z konta NBP. Co gorsza, bardzo kontrowersyjnego.

Ludzki błąd się wybacza, natomiast takie sytuacje i takie wiadomości rodzą zawsze pytanie, jakich ludzi zatrudnia dana firma czy organizacja, skoro wysyłają prywatnie „ostre” wiadomości.

Takie sytuacje zdarzały się wielokrotnie. Jedną z najbardziej pamiętnych wpadek jest ta z konta Chryslera. Pracownik pomylił konta i ponarzekał sobie nie przebierając w słowach na kierowców w Detroit.

By uniknąć nieprzyjemności można wykształcić specjalne zasady, można szukać dobrych narzędzi do mediów społecznościowych i nawet wprowadzać zakaz korzystania w jednej aplikacji z kont prywatnych i firmowych. Można uczulać, sprawdzać wielokrotnie, ale najsłabszym ogniwem, jak zwykle, jest człowiek.

Tak jak pan, który pracując dla Białego Domu, jednocześnie wysyłał na Twitterze wiadomości prześmiewcze i mocno wulgarne dla administracji Stanów Zjednoczonych. Przeprosił, ale i tak został – bardzo słusznie – zwolniony. Pewnych rzeczy się nie robi i już, bo dziś wszystko jest publiczne.

Największą kontrowersją w tweetcie NBP jest właśnie to, że któryś z pracowników NBP właśnie ujawnił swoje polityczne preferencje w dosyć niewybredny sposób. To przecież nie wypada, tak jak pracownikom agencji PR nie wypada prywatnie wyśmiewać klientów, tak jak pracownikom korporacji nie wypada przedrzeźniać partnerów i tak dalej i dalej.

A ponieważ procedury zawsze zawodzą, to firmy zatrudniając następnym razem pracowników do obsługi kont społecznościowych zastanowią się trzy razy, zanim przyjmą kogoś, kto w mediach społecznościowych nie potrafi zachować granic kultury.

Bo strzeżonego pan Bóg strzeże. Podobno.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement