Facebook potrzebuje chyba porządnego kopniaka w tyłek

Felieton/Social media 14.11.2013
Facebook potrzebuje chyba porządnego kopniaka w tyłek

Jak to dobrze, że Facebookowi wyrastają solidni konkurenci! Snapchat podobno odrzucił propozycję sprzedaży Facebookowi za 3 miliardy dolarów i notuje ponad 350 milionów wiadomości wysyłanych dziennie i celuje w wycenę na poziomie 4 miliardów dolarów. W tym czasie Pinterest poszerza swoją lokalną dostępność, zbiera 225 milionów dolarów w kolejnej rundzie finansowania i w teorii jest już warty 3,8 miliarda dolarów. Pojedynczo może nie mają szans zagrozić potędze Facebooka, ale kolejne i kolejne udane, okołospołecznościowe projekty wskazują, że jest miejsce na serwisy podgryzające Facebooka jedną lub kilkoma tylko funkcjami.

Facebook jest coraz gorszy. Tak po prostu jest i tyle. Nowego Newsfeeda jak nie było, tak nie ma… A nie, przepraszam – design strony zmienia się, gdy wejdę w Insights, gdy wyjdę wraca do „starego”. Ostatnio regularnie serwis miewa problemy z wydajnością. A to niedostępne są profile, a to Newsfeed wariuje wyciągając na wierzch posty sprzed tygodnia lub miesiąca i praktycznie nie ma tygodnia bez niespodzianek.

Facebook dla stron zaczyna nie istnieć bez opłacania postów – nie dość, że widoczność wpisów bez grafiki jest dwu- a nawet trzykrotnie większa od wpisów z podglądem, to ogólna widoczność postów stron przez fanów spada z tygodnia na tydzień do opłakanych wartości. Takich, które aż proszą, by zapłacić za promocję lub wrzucać żebrolajki.

A przecież to było do przewidzenia. Użytkownicy lajkują kolejne fanpejdże, a rzadko kiedy „odlajkowują”. Cierpią więc na tym wszyscy, bo w końcu im więcej stron ktoś zalajkuje, tym algorytmy Facebooka wycinają widoczność innych stron. Błędne koło.

Jakby tego było mało Facebook staje się też ofiarą tego, że stał się „drugim życiem” milionów użytkowników. Z każdej okazji powstają więc dziesiątki bezsensownych, chwilowych fanpejdży w stylu „chcę, żeby tęczę…” czy „Miejsca w mieście, których nie znasz…”, które zbierają dziesiątki tysięcy polubień, a gdy po tygodniu czy miesiącu znika lub wypala się powód ich powstania zaczynają służyć jako linkownie do innych fanpejdży i miejsca do zarabiania na piwo programami afiliacyjnymi.

Facebook staje się platformą do promowania wszystkiego, dorabiania sobie „na lewo”, i tak naprawdę jest od wszystkiego. A co jest od wszystkiego… Najgorsze, że od dobrego półtora roku Facebook nie pokazał w zasadzie nic, bo miałoby większe znaczenie – nic, co chociaż próbowałoby ogarniać cały bałagan, usprawnić realnie Newsfeed czy sprawić, że dotychczasowi właściciele stron poczuliby się docenieni.

Jest to tak irytujące, że za sprzątanie Facebooka zabierają się sami użytkownicy. Zmawiają się w grupach, a potem zgłaszają nieodpowiednie, według nich, fanpejdże. Problem w tym, że te najbardziej spamerskie przechodzą niezauważone, bo spamerzy nauczyli się świetnie maskować.

Snapchat odmawiający sprzedaży Facebookowi, odrzucający 3 miliardy dolarów, to dobry prztyczek w nos Zuckerberga. Pinterest, który angażuje i sprzedaje chyba najlepiej z mainstreamowych serwisów społecznościowych też chyba jest lekkim kopniakiem. Oba serwisy pokazują, że są w stanie odebrać trochę użytkowników, a w przyszłości może i płacących reklamodawców, Facebookowi.

Może to wymusi na Facebooku jakieś zmiany. Może skłoni do spięcia się i prób zrobienia lepszego serwisu.

Bo na razie wszystko, co widać, to nachalne próby wyciągania pieniędzy i coraz większy chaos.

 

 

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement