Płacimy więcej, zarabiamy mniej. Nowy smartfon nie powinien być luksusem

Felieton/Sprzęt 12.11.2013
Płacimy więcej, zarabiamy mniej. Nowy smartfon nie powinien być luksusem

Gdy ten tekst zaczął powstawać, w Polsce było dokładnie południe, zaś na moim zegarku dochodziła dopiero godzina trzecia nad ranem. Mimo to nie mogłem zasnąć. Po długiej podróży z Warszawy do San Jose po prostu padłem na twarz i odespałem 6 godzin. Po obudzeniu się znudzony zacząłem przeglądać strony internetowe tutejszych sklepów z ciuchami i elektroniką. I autentycznie trafił mnie szlag.

Niekiedy wydaje mi się, że jestem masochistą. Po raz kolejny jestem w USA, dobrze wiem, czego mogę się spodziewać po tutejszych cenach, a i tak sprawdzam je, tak jakbym chciał potwierdzić sobie, że na co dzień mieszkam w kraju, którego określenie mianem trzeciego świata będzie pochwałą. W miejscu, gdzie zarobki większości ludzi są śmiesznie niskie, na mieszkanie trzeba pracować kilkanaście lat, a kupienie dużego telewizora, nowej konsoli do gier lub nie daj Boże samochodu, to luksus. W kraju, w którym jeśli ktoś coś ma, to mówią, że nakradł. Jeśli ma dobrą pracę, to przecież musi mieć znajomości. Kupił iPhone’a? Lansiarz, hipster, banan. Macbook? No to może przy okazji kawusia ze Starbucksa?

Wszystko tu jest na opak

Nie wiem czy bardziej dymają nas firmy, które swoje produkty często wyceniają wyżej niż w Stanach, czy może rząd, który na każdy możliwy produkt chce dowalić podatek. Jak inaczej można nazwać płacenie haraczu równego niemal czwartej części ceny czegoś? Podatki są tutaj, w Stanach; w Polsce to zwykła grabież. Czemu na dobry, 60” telewizor LED w Polsce muszę wydać więcej niż całą swoją wypłatę, a tutaj taka rzecz jest dostępna za 1099 dol.? Jeśli nie potrzebujemy ekranu Samsunga, możemy zdecydować się na większy i niemarkowy model firmy Insignia za 999 dol..

Best Buy

65” za ponad 3000 złotych w kraju, gdzie zarabia się znacznie więcej niż u nas. Jasne, tutaj też trzeba zapłacić podatek, ale wynosi on 6%, a nie 23%. W dodatku jeśli zamówimy coś z innego stanu, podatku tego często nie trzeba płacić. Tzn. trzeba, ale nikt tego nie robi, nikt tego nie sprawdza. Władze tego kraju widocznie rozumieją, że wzrost podatków może w pewnym momencie obrócić się przeciwko konsumpcji i kondycji państwa i gospodarki. Dociera do nich, że z jakiegoś powodu świat rozumie ideę krzywej Laffera, na którą Polacy prześmiewczo odpowiedzieli krzywą Rostowskiego.

Oczywiście moja złość nie opiera się tylko na cenach elektroniki, ale też chociażby ubrań. Jeśli jestem za granicą i mam czas, zawsze staram się kupić mojej dziewczynie kilka fatałaszków. Będąc w Stanach kupię 3-4 dobrze wykonane ciuchy i w wielu przypadkach zapłacę za nie łącznie mniej niż 200 złotych. co w Polsce jest niemożliwe. Myślę też nad zakupem butów, bo mogę je nabyć sporo taniej. Tu na nowe Conversy stać absolutnie każdego.

Wróćmy jednak do elektroniki. Przykładem różnicy w cenach jest chociażby opisywany przeze mnie Nexus 5 za 380 dol., czyli 1200 zł. Właśnie tyle kosztował mnie ten telefon. Najlepsze podzespoły, świetna jakość wykonania, bardzo dobry aparat, czysty Android i czysty zysk, jeśli zdecydujemy się go kupić właśnie za oceanem. Nie wiem jak dla Was, dla mnie to bajka. Gdyby smartfony kosztowały tyle, nie bawiłbym się w droższy abonament i zmieniałbym je na własną rękę co roku. Teraz niestety nie mogę tego zrobić, bo typowa cena telefonu z najwyższej półki to niemal 3000 zł, ponad dwa razy więcej niż za wspomnianego Nexusa.

forever21

Naprawdę bardzo żałuję, że 14-go listopada muszę wyjechać z USA i przez to nie kupię konsoli Playstation 4. Nabyłbym ją za trochę więcej niż 1200 zł, co w porównaniu z 1799 zł w Polsce wydaje się ceną śmiesznie niską. Wielu moich przyjaciół nie kupi PS4, bo nie mają na nią pieniędzy, a przeciętny Amerykanin nawet nie odczuje tego wydatku.

Ile będzie pracował na tę konsolę? Dwa, trzy dni?

My będziemy dwa tygodnie, a może i miesiąc. To w najlepszy sposób obrazuje, ile jest warta nasza zielona wyspa. Nie wiem, czy kryzys już się skończył, czy nie. Jednak wszyscy moi znajomi, którzy w trakcie tego kryzysu mieli okazję dłużej być na Zachodzie, zgodnie mówili, że znacznie lepszy jest zachodni kryzys niż polska codzienność, opisywany w zachodnich gazetach nadwiślański raj.

Życie na skraju Europy, ciągłe staranie się, by do tej Europy się dostać, brak możliwości wjechania do Stanów bez wizy, zarabianie wiele razy mniej niż w krajach Zachodu i płacenie znacznie więcej. Z długich lat rozbiorów, powstań, wojen, komunizmu i odzyskanej niepodległości została nam tylko piękna historia. Tylko za piękną historię trudno jest przeżyć.

W tym przypadku o wiele bardziej przydatne są jednak pieniądze.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement