Bitcoin wraca do sił – rekordowe ceny

Artykuł/Bankowość 06.11.2013
Bitcoin wraca do sił – rekordowe ceny

Ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem silnego wzrostu kursu bitcoina, który od czerwca zwiększył swoją wartość ponad trzykrotnie. W międzyczasie wiele się też działo od strony fundamentalnej w samym uniwersum tej kryptowaluty. Wszystko to doprowadziło do tego, że bitcoin jest dziś najdroższy w swojej historii.

W swoim lipcowym tekście na temat bitcoina podjąłem się próby analizy tego rynku w kilka miesięcy po gwałtownym krachu. Już wtedy pisałem, że choć kurs wyglądał w owym czasie jak “zdechły kot” to z bitcoinem wcale nie jest źle, a wiele zależy przede wszystkim od społeczności skupionej wokół tej waluty. Jak pokazał czas, nie tylko stanęła ona na wysokości zadania, nie porzucając idei w kryzysowej sytuacji, ale i kontynuowała propagowanie tego rynku.

Skąd te wzrosty?

Bitcoin kosztuje najwięcej w historii – licząc w dolarach cena sięga ponad 265 USD, a w złotówkach ponad 800 zł. Źródeł obecnych wzrostów doszukiwałbym się głównie w napływie kapitału na ten rynek. Podobną sytuację mieliśmy także w Polsce pod koniec lat 90. i na początku nowego millenium. Na warszawski parkiet przybywały coraz to nowsze rzesze inwestorów z pieniędzmi, które chcieli wydać na akcje. Inwestorzy, mówiąc wprost, kupowali wszystko co było dostępne, a prawdziwy napływ funduszy zapewniła reforma II filara, czyli wprowadzenie Otwartych Funduszy Inwestycyjnych (z której rząd próbuje się obecnie wycofać).

Na rynku kryptowaluty jest teraz podobnie. Coraz więcej osób dowiaduje się o bitcoinie oraz pokrewnych mu projektach na fali różnego rodzaju doniesień prasowych, opowieściach znajomych czy własnego researchu i dorzuca swoje oszczędności, podnosząc wartość bitcoinów.

wykres

Warto jednak odpowiedzieć sobie na pytanie: czego oczekujemy od tej i każdej innej kryptowaluty? Pragniemy jej używać w codziennych transakcjach czy po prostu chcemy ją kupić dziś licząc na to, że za parę miesięcy zarobimy kilkanaście procent na jej sprzedaży? Przyjrzymy się obu wariantom.

Bitcoin jako waluta do codziennych transakcji? – TAK

Jeśli bitcoin miałby stać się walutą używaną na co dzień, to w pierwszej kolejności mogliby z niego korzystać wszelkiego rodzaju freelancerzy, trudniący się głównie zdalnymi usługami. Każdy chyba słyszał o kawiarniach, sklepach czy pubach przyjmujących BTC, są takie nawet w Polsce, ale to kropla w morzu potrzeb niezbędnych do uformowania się rynku. Aby waluta weszła w szerszy obieg, oprócz oczywiście świadomości jej istnienia (która rośnie), potrzebna jest jeszcze stabilność cen – a z tą jest ciężko.

Fakt, że bitcoin wzrósł trzykrotnie w kilka miesięcy wcale nie wpłynie pozytywnie na jego codzienne użycie. Nie ma problemu jeśli ma służyć tylko do kupowania kawy za rogiem albo gadżetów w internecie, ale co jeśli w lipcu zamówilibyśmy portal internetowy i umówili na płatność w BTC w dniu jego ukończenia? Zakładając, że programistom zajęłoby to miesiąc, i że ustaliliśmy cenę na poziomie 1000 BTC, to zamiast zapłacić im 65000 USD (cena z początku lipca) musimy po 30 dniach mieć już 105000 USD, bo do takiego poziomu wzrosła cena bitcoina. Albo inny przykład – wynajem mieszkania, płatność w bitcoinach. Jeśli umówimy się na stałą stawkę w BTC to de facto co miesiąc płacimy coraz więcej.

W światowej gospodarce jest to nazywane ryzykiem walutowym i przybiera znacznie większą skalę. Wyobraźmy sobie choćby kontrakt na budowę statku, trwający 3 lata. Zarówno producent, jak i zleceniodawca są w stanie zabezpieczyć się przed wahaniami stosując hedging walutowy, a w świecie kryptowalut rynek instrumentów pochodnych jest nadal w powijakach. Podsumowując – jeśli myślimy o wykorzystaniu bitcoina w biznesie i płatnościach to będzie nam zależeć na stabilizacji jego kursu i minimalizacji wahań.

Bitcoin jako narzędzie spekulacji? – NIE

Sprawa zmienia się diametralnie jeśli chcemy zarobić na wzroście wartości tej waluty – wtedy wszelkie głębokie zmiany są jak najbardziej mile widziane. Zasada jest prosta – kupujemy, gdy jest tanio i sprzedajemy, gdy jest jak najdrożej, zachowując dodatnią różnicę dla siebie. Zapewne niektórzy, patrząc na dynamikę zmian kursu bitcoina, uznają, że jest on wręcz idealny do tego typu spekulacji. Nie zgodzę się z tym i to z kilku powodów. Przede wszystkim handel bitcoinami to nadal Dziki Zachód. Załóżmy, że ktoś chce zainwestować sensowne pieniądze w tę grę, i nie mówię tu o kilkudziesięciu złotych, ale co najmniej kilkunastu tysiącach. Jeśli oddajemy komuś nasze pieniądze (czyli wpłacamy na nasze wirtualne “konto”), zwłaszcza spółce z o.o., to w przypadku, gdy taka firma okaże się oszustem czeka nas długi i bardzo ciężki proces, aby je odzyskać. Nawet jeśli stracimy środki z winy awarii czy innych przyczyn technicznych niezależnych od nas to nie mamy praktycznie żadnej drogi składania reklamacji.

Kolejna zachęcająca do spekulacji na bitcoinie cecha to dynamika zmian jego kursu, sam napisałem wcześniej, że potroił swoją wartość w kilka miesięcy. Przede wszystkim jest to miecz obosieczny i bitcoin równie dobrze może trzykrotnie stracić w kilka miesięcy. Poza tym nawet na polskim rynku akcyjnym są spółki, które odnotowały podobnej skali wzrosty. Weźmy choćby CD Projekt, o którym pisałem kilka miesięcy temu. W skali roku cena akcji tej spółki wzrosła o prawie 150%. Od mojego artykułu, czyli od niecałych 3 miesięcy kurs wzrósł o 38%. Takich – i lepszych – przykładów mógłbym wymienić bardzo wiele, dodam tylko, że spółki na giełdzie po prostu wycenia się łatwiej, bo znacznie prościej jest oszacować ile przykładowy CD Projekt zarobi na Wiedźminie i jak to się przełoży na jego kurs, niż ocenić o ile zdrożeje bitcoin. Ponadto inwestując na giełdzie nie musimy się obawiać tego, że krach ponownie wywołany zostanie przez niewydolność jednej z największych światowych giełd.

bitcoin

Społeczność nadal jest najważniejsza

Bitcoin ma wiele przewag, które mogą mu pozwolić na stanie się walutą używaną do codziennych transakcji. Można tu wymienić szybkość jego wysyłki, niemożliwość podrobienia (przynajmniej na chwilę obecną), ominiecie obiegu bankowego i nadzoru państwowego. Niemniej, wahania jakie mu towarzyszą niemal od początku ograniczają jego użycie tylko do drobnych transakcji albo takich, które mają natychmiastowe rozliczenie. Z kolei można je wykorzystać do spekulacji, ale jak starałem się zobrazować powyżej, jest to obarczone dodatkowym ryzykiem oraz komplikacjami, których pozbywamy się korzystając z tradycyjnego, regulowanego rynku giełdowego.

O dalszym rozwoju rynku ponownie zadecyduje jego społeczność, do której możemy spodziewać się napływu nowych osób. To niewątpliwie pozytywna sytuacja, choć wraz z nią rośnie liczba osób, które nie dość, że nie rozumieją samej kryptowaluty to jeszcze z dziwnych przyczyn dochodzą do wniosku, że ich wiedza na temat ekonomii jest godna co najmniej Nobla. Podstawowy mit głosi, że bitcoin w jakiś sposób mógłby zaszkodzić bankom, i że one mogą się go obawiać. Prawda jest zupełnie inna – banki zarobią na bitcoinach i to grube miliony. Tyle w temacie tego, że BTC może bankom zaszkodzić, co zaś się tyczy zagrożenia, to póki co pierwszy lepszy bank inwestycyjny mógłby ten rynek bez problemu załamać. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej to polecam zacząć od lektury o tym jak w 1992 jeden człowiek, George Soros, rzucił na kolana Bank Anglii, zarabiając na tym około miliarda dolarów.

Póki co nadal kibicuję rozwojowi tego rynku i to bez względu na to czy BTC będzie kosztować dolara, czy tysiąc, bo to niewiele znaczy. Liczy się ilość osób używająca danej waluty i jej popularyzacja – a jej wzrostu bitcoinowi odmówić nie można.

Przemysław Gerschmann – Założyciel Equity Magazine, analityk inwestycyjny w globalnym banku. Pasjonat rynków finansowych, biegacz długodystansowy, wielbiciel południowych Włoch i fan książek Murakamiego.

Zdjęcia Golden Bitcoin cryptography digital currency coins – isolated with clipping pathMale hand drawing a graph oraz bitcoin financial concept pochodzą z serwisu Shutterstock

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement