Politycy reagują na doniesienia Snowdena. Dopiero, gdy okazało się, że też byli podsłuchiwani

Artykuł/Technologie 24.10.2013
Politycy reagują na doniesienia Snowdena. Dopiero, gdy okazało się, że też byli podsłuchiwani

Afera związana z programem PRISM i Edwardem Snowdenem wybuchła kilka miesięcy temu. Od tego czasu systematycznie jesteśmy bombardowani kolejnymi doniesieniami i sensacjami. Pomimo tego, europejscy politycy albo wypowiadali się w tym temacie bardzo dyplomatycznie, albo w ogóle siedzieli cicho. Do czasu, aż okazało się, że też byli podsłuchiwani.

Smutno mi. Jest mi naprawdę przykro, bowiem okazuje się, że zwykły obywatel nie jest wart tyle samo, co polityk. Pomimo tego, że to my wybieramy członków parlamentów i rządów, że mają być nasz głosem, to Ci tak naprawdę mają nas w… czterech literach. Nadczłowiek w wizji Nietzschego jest coraz bliżej realizacji i to nie ze względu na cechy rasowe, ale zajmowane stanowisko.

Pierwsze informacje na temat programu PRISM pojawiły się w czerwcu tego roku, czyli aż cztery miesiące temu. Okazało się, że Amerykanie nas szpiegują na niespotykaną wręcz skalę. Wiedzą o wszystkim, co robimy w Sieci. Mogą słuchać nasz rozmów, a w tym wszystkim pomagają im największe firmy technologiczne tego świata z Google, Apple i Microsoftem na czele.

Owe doniesienia wywołały oburzenie, ale bardziej wśród społeczeństwa niż wśród rządzących. Politycy, którzy zdecydowali się wyrazić swój sprzeciw, robili to bardzo ostrożnie i delikatnie. Po czasie o sprawie zapomniano i pomimo kolejnych, coraz bardziej szokujących doniesień, praktycznie nic się nie działo. Aż do teraz.

Europejscy politycy z Francji i Niemiec w końcu zareagowali.

Stało się tak, ponieważ okazało się, że sami byli podsłuchiwani. Dopiero to wywołało w nich samych oburzenie. Dopiero to skłoniło ich do działania.

inwigilacja

Najpierw francuscy politycy zareagowali na informacje na temat tego, że Stany Zjednoczone podsłuchiwały mieszkańców tego kraju, w tym oczywiście biznesmenów, pracowników administracji i polityków. W ciągu zaledwie miesiąca (od 10 grudnia 2012 do 8 stycznia 2013) Narodowa Agencja Bezpieczeństwa USA zebrała ponad 70 milionów zapisów rozmów. Poza tym przez cały styczeń Amerykanie interesowali się także francuską pocztą e-mailową wanadoo.fr oraz firmą telekomunikacyjną Alcatel-Lucent.

Amerykański rząd odmówił publicznych wyjaśnień w tej sprawie.

Rozmowy będą toczone, ale tylko kanałami dyplomatycznymi, czyli z dala od uszu zwykłych obywateli. Po raz kolejny sprawa, która dotyczy społeczeństwa, będzie rozwiązywana z dala od uszu Kowalskiego, Bernarda, Smitha czy też Müllera.

To jednak nie koniec. Swoje oburzenie wyjawiła także Angela Merkel, czyli kanclerz Niemiec. Okazało się bowiem, że jej telefon również mógł być podsłuchiwany. Jak dowiedział się Der Spiegel – we wtorek nawet zadzwoniła do samego Baracka Obamy i powiedziała mu, że ma nadzieję, że te doniesienia są nieprawdziwe. W innym wypadku jest to absolutnie niedopuszczalne i musi się natychmiast skończyć.

Nie wiadomo, jakie dokładnie słowa padły w trakcie rozmowy. Rzecznik rządu Stanów Zjednoczonych przekazał jedynie, że Barack Obama zapewnił kanclerz Niemiec, że jej telefon nigdy nie był podsłuchiwany i nigdy nie będzie.

I właśnie dlatego jest mi smutno. Bo dopiero teraz doczekaliśmy się bardziej zdecydowanej reakcji, kiedy politycy zdali sobie sprawę z tego, że ich telefony oraz e-maile też mogą być monitorowane. I jestem ciekaw czy Angela Merkel pytała tylko o swój telefon czy o telefony wszystkich Niemców.

Główne zdjęcie pochodzi z Wikimedia. Zdjęcie Protection concept: computer keyboard with Cctv Camera icon on enter button pochodzi z serwisu Shutterstock. 

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement