To nie będzie rok Linuksa

To nie będzie rok Linuksa

Mateusz Nowak napisał bardzo optymistyczny, zwłaszcza dla Ubuntu, tekst, jakoby w końcu zaczynał się rok Linuksa. Rynek Windowsa podobno się wali, a nawet producenci spoglądają na Linuksa jako rozwiązanie problemów z PC z coraz większą nadzieją. To nie takie proste i Linux jako Linux nigdy nie będzie miał swojego roku.

Walący się rynek Windowsa jest ładnym określeniem, choć żeby sprawdzić, dlaczego się wali, należy zerknąć nie tylko w krąg znajomych komentujących Windowsa 8. Po pierwsze, ciężko dać wiarę słowom “wali się”. Oznaczałoby to, że sprzedaż komputerów z Windowsem leci na łeb, na szyję, a udziały samego Windowsa spadają.

Za netmarketshare:

Rok 2012, udziały poszczególnych systemów operacyjnych (bez podziału na wersje):

Windows – 91,48%

Mac OS – 5,87%

Linux – 1,16%

Inne – 1,47%

Rok 2013, udziały poszczególnych systemów operacyjnych (bez podziału na wersje):

Windows – 91,08%

Mac OS – 5,61%

Inne – 2,3%

Oczywiście udziały poszczególnych dystrybucji ulegają zmianie – Windows 8 w dosyć krótkim czasie zdobył niemal 8% udziałów w rynku (sierpień-wrzesień 2013) i w niecały rok przegonił dosyć znacząco Windowsa Vistę. Tymczasem sam Linux w okresie sierpień-wrzesień to 1,59% udziałów. Więcej, niż w roku 2012, ale wciąż w granicach błędów statystycznych. Biorąc pod uwagę, iż wiele systemów IT, serwerów i innych niebezpośrednio konsumenckich rozwiązań opartych jest na Linuksie, ciężko mówić o jakimkolwiek większym, rynkowym rozpoznaniu Linuksa.

Druga sprawa to rozpatrywanie potencjalnej porażki Windowsa bez nakreślenia zarysu stanu rynku PC. Sprzedaż PC spada. W trzecim kwartale 2013 roku nieco wolniej, niż w poprzednich kwartałach, ale spada. Bo nie wymieniamy komputerów tak często – ciężar zakupu nowego sprzętu co rok lub co dwa lata przejęły na siebie urządzenia mobilne, bo rynek jest mocno nasycony, bo pojawienie się nowych form typu convertible czy hybryd postawiło rynek trochę na głowie, a konsumentów zbiło z tropu.

asus-taichi

Windows 8 jest tu tylko dodatkiem. Całkiem nowy i inny od tego, do czego konsumenci przyzwyczaili się przez lata, wzbudza niechęć. Tak, system ten jest niedopracowany i nieprzemyślany. Tak, od przedstawicieli producentów komputerów słyszę średnio raz na dwa tygodnie, że „to Windows 8 i wieczne z nim problemy są głównym powodem, dlaczego nowe sprzęty są odbierane negatywnie”. Tak, ludzie nie bardzo lubią Windowsa, ale…

Ludzie praktycznie od zawsze nie lubili zmian w Windowsie, a mimo to przy nim tkwili.

Ważniejsze od niechęci do Windowsa są zmiany, jakie zachodzą w kategorii urządzeń mobilnych i tego, jak smartfony i tablety z mobilnymi systemami operacyjnymi wpływają na zmianę przyzwyczajeń i postrzegania komputerów.

Sprzedaż smartfonów rośnie z kwartału na kwartał o 50%. W 2012 roku liczba tabletów w użyciu w stosunku do 2011 roku wzrosła 2,5 raza do 36 milionów sztuk. I wciąż dynamicznie rośnie. Tablety tanieją, producenci kuszą urządzeniami za 200, 300 dolarów, multimedialnością i rozrywką, podczas gdy tradycyjne komputery z Windowsem coraz mocniej kojarzone są z pracą.

Na Windowsie 8 skorzystasz ze wszystkich ulubionych aplikacji. Na Windowsie 8 użyjesz najnowszego Office’a. Windows 8 – praca i rozrywka, dwa w jednym.

PC przestał być „zabawny”, nie niesie ze sobą „funu”, bo ten kojarzymy z lekkim tabletem do użycia na kanapie, w pociągu i w parku. Windows 8 jako taki ma tu niewielkie znaczenie, a jeśli, to po prostu wstrzelił się za wcześnie w zmieniający się rynek i w spadającą całościowo sprzedaż PC.

A gdzie tu Linuks?

Nigdzie. Samo Ubuntu, o którym wspomina Mateusz, mimo wieloletnich prób dostosowania się do zmian na rynku i myślenia z wyprzedzeniem wciąż jest systemem „prawie dobrym”. Używam od kilku lat, cierpię gdy muszę użyć Windowsa, ale ani ja ani Mateusz nie jesteśmy reprezentatywni.  Oto kilka faktów związanych z Ubuntu:

– Canonical od dobrych dwóch lat trąbi o dostosowywaniu interfejsu Unity do obsługi dotykiem. Na razie, gdy pomyślę o tym, że miałabym w ten sposób używać Ubuntu, to przypominam sobie tablety z Windowsem XP – można, ale jest to zaprzepaszczenie wszystkich przewag ekranu dotykowego. Prace nad Ubuntu Touch trwają, fakt, ale nikt z Canonicala nie potrafi powiedzieć, czy kiedykolwiek jakikolwiek producent o znaczeniu większym, niż telefony Hello Kitty wyprodukuje sprzęty z tym systemem. Od półtora roku karmieni jesteśmy obietnicami, że „tuż tuż”, projektami typu Ubuntu Edge i nie dostajemy żadnych konkretów. A system76 wypuszcza w tym czasie notebooka z Ubuntu i dotykowym ekranem… Nie wiadomo, po co;

– Ubuntu na PC wciąż kuleje, jak i wszystkie Linuksy, w zarządzaniu energią, kompatybilności (można instalować system na własnym sprzęcie, ale szanse, że ten nie będzie czegoś wspierał są dużo za duże i w 3 na 5 przypadkach kończy się to grzebaniem po forach i w terminalu), ilości dopracowanych aplikacji i przede wszystkim świadomości wśród ludzi, że istnieje;

– sam Canonical ostatnio wydaje się rozwlekać wszystko do potęgi – jest jak ten znajomy, który dużo mówi, dużo obiecuje, a rzadko kiedy wyrabia się na czas lub w ogóle wyrabia;

ubuntu-touch-preview-431x269

Przykro mi to mówić, ale dla przeciętnego użytkownika, który kupi sobie komputer z Windowsem 8, przerzucenie się na Ubuntu jest pewnie równe lub gorsze niż przyzwyczajenie się do Windowsa 8. I tu i tu nowości, przy czym w Ubuntu jest ich więcej i nie da się rozwiązać ich „sposobami Windowsowymi”.

Rok Linuksa nigdy nie będzie taki, jakby chcieli jego fani

Valve postanowiło oprzeć Steam OS i swoją konsolę na Linuksie. Całkiem rozsądna to decyzja, bo gwarantuje możliwość przyszłej kontroli systemu i brak opłat dla licencjonodawców. Ale przecież to nigdy nie będzie projekt masowy. Masowe są konsole od Sony i Microsoftu, które każdy może podłączyć i używać praktycznie bez żadnej wiedzy technicznej. Masowy będzie wciąż Steam na Windowsa, bo kompatybilny z setkami gier, również tych sprzed lat, które nigdy nie zostaną przeportowane na Steam OS, a za które zapłaciliśmy i wciąż lubimy w nie grać. A nawet samą myśl, że możemy to zrobić, gdy przyjdzie nam ochota.

Producenci komputerów od lat od czasu do czasu rzucają na rynek jakiegoś PC z preinstalowanym Linuksem, dziś nie jest tego więcej, niż kilka lat temu. Mało kto kupuje takie maszyny, bo brak naklejki „Windows” i informacja w sklepie, że ten komputer zawiera jakiś inny system odstrasza masy. Zresztą warto przypomnieć sobie czasy przedtabletowe, gdy klienci i producenci bardzo chcieli urządzeń bardzo mobilnych, ale do końca nie wiedzieli, jak to zrobić.

SteamOS logo

Pojawiły się netbooki. Małe komputerki z Atomem nie były specjalnie wydajne, ale dzięki niskim cenom stały się popularne. Niskie ceny, jak mówiono na początku, wspomóc miało preinstalowanie Linuksów. Koncept nie wypalił, klienci nie za bardzo chcieli wchodzić w nieznane, a Linuksom na netbookach ostateczny cios zadał Microsoft, obniżając ceny licencji Windowsa XP na netbooki.

Spójrzmy prawdzie w oczy

Użytkownicy komputerów nie zaczną nagle instalować Linuksów na swoich PC, a dopóki Linuks nie stanie się popularniejszy, producenci nie będą traktowali tworzenia komputerów z nim poważnie. Koło się zamyka.

Poza tym są też inne problemy. Producent używając Linuksa na PC naraża się na ogromne koszty w postaci wsparcia, którego przecież on będzie musiał w całości udzielić, ryzykuje i tak coraz słabszą sprzedaż i tak dalej.

Jeśli można mówić o roku Linuksa, to nie w kontekście pojawienia się różnych dystrybucji na komputerach masowego użytkownika, a popularyzacji „Linuksa-nielinuksa”. Chrome OS, Steam OS i inne tego typu projekty, które nie komunikują za bardzo swoich liuksowych korzeni, a za którymi stoją giganci rynkowi, to jedyna szansa na Linuksa w domach przeciętnego Kowalskiego. Przy odrobinie szczęścia. I dopóki nikt nie wypowie magicznego „Linuksa używasz? Nerd!”

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement