Robisz niewygodne recenzje na YouTube? Wydawcy marzą, abyś zniknął. Co gorsze, wychodzi im to

Artykuł/Gry 21.10.2013
Robisz niewygodne recenzje na YouTube? Wydawcy marzą, abyś zniknął. Co gorsze, wychodzi im to

YouTube na zawsze zmienił powiązania branży gier z recenzentami. Dzisiaj bezpłatnej publikacji na interesujący nas temat może dostarczyć każdy, my natomiast wybieramy najbardziej rzeczowy i interesujący materiał. Nie jesteśmy już uzależnieni od tradycyjnych mediów, coraz częściej wybierając dziki Internet. Nie jest to w smak wielu wydawcom, którzy traktują YouTube’owe podwórko jak własną piaskownicę.

YouTube to potęga…

Boleśnie przekonał się o tym Dawid Kosiński, chcąc zagrać w najnowszego, czwartego Battlefielda. Chociaż nie stracił wiele, nie mogąc dostać się do stanowiska z grą, impreza zorganizowana przez polski oddział Electronic Arts najlepiej pokazuje, w jakim kierunku zmierza branża. YouTube to dzisiaj niesamowicie potężne medium, za pomocą którego każdy może zostać recenzentem bądź publicystą. Decyduje o tym widownia, w naturalny sposób dokonując grupowego mianowania na osobę ważną i z której opinią musi liczyć się wiele osób. Między innymi wydawcy.

youtube rozrywka

Ci, ponownie biorąc za przykład imprezę EA, coraz silniej skłaniają się w stronę osób utrzymujących się za pomocą pracy na YouTube. Ani to złe, ani dziwne, biorąc pod uwagę zasięg, jaki oferuje filmowa platforma Google oraz atrakcyjność serwowanego nam materiału. W końcu kochamy obrazy, zwłaszcza te ruchome. Recenzje gier, liczone w setkach tysięcy odsłon, to wynik, o którym może pomarzyć część z bardziej tradycyjnych mediów. Niestety, odpryskiem rewolucji Web 2.0 są nieznane wcześniej obostrzenia, jakimi zostali obwarowani twórcy działający na takich platformach, jak chociażby YouTube. Część z wydawców bezlitośnie to wykorzystuje.

… na cenzurowanym

YouTube to nie tylko nieznane wcześniej możliwości, ale również silniejsze niż kiedykolwiek obostrzenia. Te na swojej skórze poczuł recenzent gier TotalBiscuit. Mówiący przepiękną angielszczyzną gracz, który poziomem nie odstaje od kapitalnego Yatzhee, ma na swoim koncie ponad milion subskrypcji i aż 430 milionów wyświetleń. Z taką personą w sieci się nie walczy, o nią się zabiega.

cenzura w sieci

Z takiego samego założenia wyszło początkowo studio Wild Games Studio, producenci świeżo upieczonego na Steamie Day One: Garry’s Incident. Twórcy sami zaproponowali Brytyjczykowi stworzenie recenzji ich gry, po czym przysłali mu aktywacyjny klucz Steam, w celu pobrania i przetestowania ich produktu. Nic nadzwyczajnego, można napisać – codzienne praktyka.

Problemy rozpoczęły się wtedy, kiedy materiał został opublikowany na YouTube, natomiast sama gra (nie miałem wątpliwej przyjemności zagrać) okazała się być totalną szmirą. Osoba odpowiedzialna za PR studia zgłosiła na YouTube naruszenie praw autorskich, po czym filmik z reklamami został zablokowany. Jak to dokładnie było, opisuje sam TotalBiscuit, w tym materiale filmowym.

DAY ONE

Chociaż to tylko i wyłącznie punkt widzenia autora recenzji, pewne fakty są niepodważalne, jak na przykład to, że to właśnie wydawca zaproponował dostarczenie i recenzję ich produktu. Zresztą, nie tylko jemu, ponieważ na forum Steam wszyscy gracze dostali zielone światło, aby tworzyć materiały filmowe z gry Day One. Mimo tego, niewygodna recenzja wyparowała z sieci, na skutek roszczeń Wild Games Studio.

YouTube trzeba rozumieć

Potęga stojąca za nowo-powstałymi kanałami, takimi jak YouTube, jest ogromna. Może działać zarówno na korzyść jak i szkodę producenta, w zależności od jakości jego produktu. Dokładnie tak samo działają tradycyjne media bądź portale czy blogosfera – dobry produkt zostaje nagrodzony pozytywną recenzją, zły produkt jest zrównywany z ziemią. W przeciwieństwie do tych platform, YouTube pozwala wydawcom na więcej. Ci w każdym momencie mogą zażyczyć sobie wycofania materiału filmowego z sieci, zasłaniając się prawem autorskim.

totalbiscuit

Na tym polu prawa określające działanie platformy YouTube zupełnie nie zdają egzaminu. Już dzięki polskiemu dorobkowi prawnemu wiemy, że możemy wykorzystać fragment z dzieła na poczet recenzji. Takim fragmentem bez wątpienia jest materiał filmowy przedstawiający ścinki z rozgrywki. Mimo tego, platforma Google daje wydawcom bezpieczną furtkę, o której doskonale wiedzą.

Cała sztuka polega na tym, że z niej nie korzystają. Rozumieją nowoczesne media oraz ich działania, oparte na nieistniejącym wcześniej sprzężeniu zwrotnym. Nawet najwięksi giganci, tacy jak EA czy Ubisoft, doskonale zdają sobie sprawę z konsekwencji wycofania nieprzychylnego materiału. To tylko dolewanie oliwy do ognia, które może zakończyć się sieciową wrzawą oraz utratą wizerunku.

totalbiscuit 2

Niestety, ten przywilej tyczy się jedynie największych, tych, którzy faktycznie mają głos. Bez wątpienia taką osobą jest właśnie TotalBiscuit. Nad czym ubolewam, mniejsze podmioty na rynku, jakim jest YouTube, nie mają takiego wsparcia. Tutaj część z wydawców poczyna sobie jak „u siebie”, traktując platformę Google jak własną piaskownicę, korzystając z furtek prawnych. Setki oburzonych i ich ciche głosiki w sieci są niemal niesłyszalne. Dopiero atak na największego powoduje lawinę.

No i rozpoczęła się wojna

Na Steam, będącym głównym miejscem zbytu gry Day One, twórcy przeżywają prawdziwe oblężenie. To już nie jest internetowa sprzeczka, to prawdziwa wojna, zdobywanie bastionu, z płonącymi strzałami, napalmem i zakazem brania jeńców.

Grunwald_bitwa

The Wild Games trafiło pod lupę społeczności graczy na całym świecie. Temat praw autorskich na YouTube jest właśnie poruszany w wiodących portalach opiniotwórczych. Na światło dzienne wyszło zawyżanie ocen tej gry przez pracowników studia oraz banowanie nieprzychylnych internautów. Producenci rozdają darmowe klucze na swoją grę, lecz to jedynie dolewa oliwy do ognia. Po kilku godzinach szturmu, obrońcy z Wild Games skapitulowali, wydając skromne oświadczenie:

„Widząc negatywne oddziaływanie naszej decyzji, odwołujemy ją, wycofując się z roszczeń odnośnie praw autorskich na YouTube”.

Wydawca osiągnął dokładnie odwrotny efekt od zamierzonego. Mając na celu uchronienie się od negatywnej recenzji o dalekim zasięgu i dużej sile oddziaływania, pracownicy „spalili się” w branży gier znacznie mocniej, niż gdyby materiał pozostał na swoim miejscu. Przypomina mi to małą wojenkę Atari z niepochlebnymi recenzentami Alone in the Dark. Wiecie, co dzisiaj dzieję się z Atari? Jest bankrutem.

W sieci nikt nie usłyszy Twojego krzyku… o ile jesteś sam

O ile jesteś mały, niemal nic nie znaczący. TotalBiscuit, który spotkał się z bezwzględnymi działaniami sztabu PR, miał dosyć siły, aby ze swoim oburzeniem przebić się do czołowych mediów traktujących o grach. Większość z użytkowników nie ma takiej mocy. Wskazuje na to sam Brytyjczyk, twardo stojący przy tym, że na YouTube powinny zajść zmiany. Powinny?

steam batalia

Być może. Być może recenzenci powinni dostać swoją własną, indywidualną umowę z platformami takimi jak YouTube, która zbliżałaby ich pod kątem prawnym do tradycyjnych mediów i tradycyjnych recenzentów. Nim bądź o ile tak się jednak stanie, wszystko pozostaje w rękach wydawców. Ci w większości zdają sobie sprawę, jak powinno traktować się sieć w czasach przełomu Web 2.0/3.0. Przykłady odstające od tej normy, takie jak Wild Games Studio, na własne życzenie skazują się na zagładę. Społeczność Steam zasypuje właśnie Valve petycjami o wycofanie ich produktu z platformy dystrybucji cyfrowej. Nie są to działania skazane na niepowodzenie. Steam naprawdę słucha graczy, co pokazał przykład Infestation i nieustannie pokazuje formuła Steam Greenlight.

Do czasu ewentualnych zmian, sposób na walkę z tego typu praktykami jest jeden, coraz bardziej skuteczny i częściej stosowany. Jest nim sama społeczność, czy to graczy, czy miłośników sportu bądź pasjonatów nowych technologii. Po liście Czytelnika Spider’sWeb, ten odzyskał swoje pieniądze, natomiast bank zmienił swoje podejście wobec niego. Problemy z Orange? Okazuje się, że można je rozwiązać znacznie szybciej, niż twierdzi sama firma. Web 2.0. to nowe możliwości cenzury dla podmiotów po „przeciwnej stronie barykady”. My jednak również dostaliśmy zupełnie nowe, silne narzędzia, za pomocą których walczymy o swoje. Co w tym wszystkim najlepsze, walczymy coraz bardziej solidarnie i umiejętnie.

Zdjęcia NEW YORK – NOV 23: A deal was announced (…) oraz Censor press keypad on his keyboard. Internet censorship  pochodzą z serwisu Shutterstock. 

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement