Temat tygodnia: Nasze sposoby na walkę z bezproduktywnością, czyli jak radzimy sobie z rozpraszaczami

Artykuł/Technologie 13.10.2013
Temat tygodnia: Nasze sposoby na walkę z bezproduktywnością, czyli jak radzimy sobie z rozpraszaczami

Internet może być jednocześnie narzędziem pracy i czymś, co skutecznie odciąga na długie godziny. W Sieci pełno jest serwisów, które skutecznie obniżają nasz produktywność. Wcale nie pomagają w tym aplikacje i wszelkiej maści dodatki do przeglądarek. Jak sobie radzimy z tego typu rozpraszaczami?

jaroszewskiDamian Jaroszewski: Jak radzę sobie z rozpraszaczami? Obawiam się, że sobie nie radzę. Jednak co ciekawe, to nie Internet sam w sobie mnie rozprasza. Głównie swój czas marnuję na seriale lub gry. Zamiast robić coś produktywnego, oglądam kolejny odcinek, gram kolejny mecz w FIFĘ lub jedną rozgrywkę w Battlefielda 3. Marnuję na tym zdecydowanie za dużo czasu.

I przyznam szczerze, że kompletnie nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Chciałbym spędzać więcej czasu na rzeczach zdecydowanie bardziej rozwijających, np. czytaniu, na które ostatnio kompletnie brakuje mi i czasu i siły. Także z chęcią wysłucham koleżankę i kolegów ze Spider’s Web. Może zdradzą mi jakieś magiczne sztuczki.

Piotr GrabiecA ja nie patrzę na to w ten sposób – powiadomienia nie są dla mnie rozpraszaczem, ponieważ nauczyłem się korzystać z nich z głową. To narzędzie, które oszczędza mi wiele czasu. Część z nich odbieram z telefonu, a część za pomocą dodatków na pasku rozszerzeń do Chrome – zależy naturalnie od tego, czy jestem w domu, czy poza nim.

W telefonie mam powiadomienia o, co za zaskoczenie, telefonach, ale oprócz tego dzwonią mi SMS-y, nowa poczta oraz wiadomości, komentarze i wzmianki z serwisów społecznościowych. Dla każdego typu powiadomień mam przypisany inny dźwięk.

W przeglądarce nie mam żadnych wyskakujących okienek, a jedynie pasek z informacjami o ilości nieprzeczytanych wiadomości po prawej stronie adresu – znalazła się tam poczta, social media i rozszerzenie do zdalnego pisania SMS-ów. Dźwięki o powiadomieniach wydaje tylko i wyłącznie telefon, komputer jest w stu procentach cichy.

Dzięki temu, jak przyjdzie do mnie nowy mail, wiadomość na FB czy informacja o like’u na Instagramie, to w ułamku sekundy, po rzucie oka na ekran komórki lub w róg przeglądarki, jestem w stanie ocenić, czy jest to wiadomość faktycznie istotna, czy nie. Decyduję wtedy, czy przeczytać wiadomość teraz, zignorować ją, lub zostawić na później.

powiadomienie-dzwieki-facebooka

Gdy intensywnie pracuję i gonią mnie deadline’y to nie mam problemu z ignorowaniem tych „przeszkadzajek”. Jest na to prosty sposób – włączam tryb cichy, albo nawet samolotowy w telefonie, a na komputerze jednym prostym ruchem pasek rozszerzeń mogę schować.

I szczerze mówiąc, to nie rozumiem zarzutów kierowanych do systemów powiadomień. Brak produktywności, przeszkadzajki, rozpraszacze? Nie są temu winne powiadomienia, tylko korzystający z nich użytkownicy. Aby je opanować wystarczy tylko ciut samodyscypliny.

Dzięki powiadomieniom, które mogą się gromadzić w tle na wyciszonym telefonie, po kilku godzinach przebywania „offline” mam od razu na tacy informację o tym, co istotnego działo się w sieci podczas mojej nieobecności – wpisy są ułożone chronologicznie, gromadzą się i grzecznie czekają na swoją kolej. W końcu powiadomienia są dla mnie, nie ja dla nich.

Paweł OkopieńPaweł Okopień: Ja staram się nie planować zbyt dużo, a jeśli chodzi o menadżera zadań, ograniczam się do Clear. Więcej mógłbym opowiedzieć o spędzaniu czasu w czeluściach internetu. W ostatni piątek, zamiast zabrać się za pisanie od rana, po tradycyjnej prasówce na godzinę utknąłem na Spider’s Web. A było to tylko kilka tekstów ekipy i gorące dyskusje pod nimi. Idealnym miejscem, gdzie czas ucieka, jest też Wikipedia. Wyszukujesz jedno hasło a już po chwili czeka na Ciebie 20 otwartych kart…

Marcin Połowianiuk: Mój sposób jest bardzo prosty – nie odpalanie komputera, jeżeli faktycznie nie jest to konieczne. Wbrew pozorom da się żyć bez stałego dostępu do sieci. Sprawdzanie maili i przeglądanie Internetu na smartfonie jest mimo wszystko na tyle niewygodne, że robi się tylko najważniejsze rzeczy, które nie mogą czekać.

Problem powstaje już po odpaleniu komputera, wtedy faktycznie można przepaść. Ktoś coś udostępnił na Facebooku, ktoś odpisał w temacie na forum, jest jakiś nowy artykuł w Feedly… można tak bez końca.

Osobiście pomogło mi zamieszkanie z moją drugą połówką. Wcześniej miałem dużo czasu, który po prostu przelatywał przez palce. Teraz wygląda to nieco inaczej i nie ukrywam, że dużo lepiej.

przeszkadzajki2

Generalnie dobrze jest mieć też jakieś hobby niezwiązane z Internetem. A jeżeli ktoś jest totalnym geekiem i nerdem, polecam stworzenie czegoś własnego. Strony, bloga, czegokolwiek. Regularne tworzenie czegoś na bazie swojej wiedzy sprawia, że czas spędzony w Internecie nie jest stracony. Szczególnie, jeśli po czasie zacznie się to przekładać na pieniądze.

lalikEwa Lalik: Paradoksalnie wszystkie rozszerzenia do przeglądarki, jak te informujące o nowym mailu i tak dalej, zamiast zwiększać produktywność, odwracają uwagę. Mnie jednak intryguje coś innego – duże monitory z wysoką rozdzielczością.

W zeszłym roku próbowałam pracować na takowym. Świetnie – na jednym ekranie mogłam zmieścić przeglądarkę, komunikator, edytor tekstu i jeszcze coś innego. Szybko złapałam się na tym, że takie „ogarnianie” wszystkiego jednocześnie zamiast pomagać, przeszkadza. Jedno odciąga uwagę od drugiego i tak dalej.

Tak naprawdę problemem z internetem jest chyba to, że jest w nim po prostu za dużo. Wpisy, komentarze, usługi, YouTube. Można próbować blokować sobie fejsa na czas pracy, próbować używać aplikacji (np. edytorów tekstów) mających pomóc w likwidowaniu rozpraszania, ale to bez sensu.

Wszystko sprowadza się do tego, co zawsze – czy mamy dosyć silnej woli?

Poza tym podobno pracownicy biur, którzy w pracy korzystają trochę z Facebooka, są bardziej wydajni, niż ci, którzy mają go zablokowanego.

grabiec nowePiotr Grabiec:  Jeśli chodzi o czas spędzony w internecie, to nie pamiętam kiedy ostatnio miałem chwilę na bezproduktywne łażenie po stronach. Poświęciłem kiedyś cały dzień i dopasowałem sobie streamy i walle w serwisach społecznościowych pod kątem swojej pracy i zainteresowań. Oprócz tego dobrałem idealne dla siebie źródła w RSS i w zasadzie to mi wystarcza.

Dwa-trzy razy dziennie przelatuję przez Facebooka, Google+, Twittera i feedly i wszystko co interesujące ląduje w Pocket, skąd następnie w tak zwanej „wolnej chwili” to przyswajam. Umiem już określić, ile mam wolnego czasu i z zasady nie dodaję do przechowywajki na później zbyt wielu rzeczy, dzięki czemu codziennie przed snem „zeruję” licznik – albo wszystko doczytam, albo po prostu… zarchiwizuję i zapomnę. Świat się nie zawali.

W tygodniu gdy czasu mam mało swój internet ograniczam do poczty, trzech serwisów social media oraz RSS-ów. Dopiero gdy zgłębiam jakiś temat wieczorem lub w weekend – czy to prywatnie czy zawodowo – wychodzę dalej w sieć zaczynając np. od wpisania hasła w Google. Czy zdarza mi się utknąć na Wikipedii na kilka godzin tak jak to opisał wyżej Paweł? Jasne, ale od święta i też nie uznaję to za stratę czasu – a formę relaksu i odpoczynku.

Raczej nie korzystam z softu typu to-do, które często uważam za przerost formy nad treścią. W pracy na Spider’s Web wspólnie korzystamy z Trello, co pomaga w pracy w zespole – ale do projektów które realizuję sam lub swoich własnych przypomnień wystarcza mi kalendarz Google i kilka prostych notatek w Simplenote, gdzie zapisuję hasłami rzeczy, o których muszę pamiętać w bliższej i dalszej przyszłości.

Wydaje mi się, że pytanie Ewy „czy mamy dosyć silnej woli?” jest tutaj kluczowe. Długo mi zajęło wypracowanie takiego trybu obcowania z internetem jak teraz, ale nie czuję się nim przytłoczony. Pytanie tylko, czy faktycznie udało mi się internet okiełznać, czy tak sobie to wszystko racjonalizuję jak każdy nałogowiec.

Mateusz NowakMateusz Nowak: Ja mam stale problemy z walką z bezproduktywnością. Staram się jednak wspomagać aplikacjami mobilnymi i zwykłym notatnikiem.

Siedząc przed komputerem łatwo zapuścić się w serwisy typu Twitter, Facebook, Wykop, Reddit czy YouTube. Czasami jeden niepozorny klik potrafi ukraść nam kilka godzin z życia.

Dlatego na biurku mam otwarty zeszyt, który przypomina mi o tym, co mam zrobić. Notuję tam postęp prac i wiem co na jakim jest etapie.

Dodatkowo wspieram się aplikacjami mobilnymi. AnyDo oraz kalendarz Google przypominają mi o tym, że na daną chwilę zaplanowałem zająć się danym tematem.

Do tego dochodzi jeszcze Trello i Evernote, gdzie trzymam notatki i pomysły, do których chciałby wrócić za jakiś czas. Gdy decyduję się na wykonanie jakiejś pozycji z tych list wrzucam je do AnyDo lub kalendarza i ustawiam przypominajkę.

kalendarz

System łączenia usług webowych, mobilnych i analogowych, jak zeszyt może nie jest wygodny, ale na pewno skuteczny.

W telefonie wyłączyłem powiadomienia o nieważnych rzeczach, jak komunikaty z aplikacji społecznościowych. Używam tylko dźwięków informujących o mailach i wiadomościach na czatach, które w 95% używam tylko do celów związanych z pracą.

pajak przemyslawPrzemysław Pająk: Przeczytałem powyższe wypowiedzi mojej koleżanki i kolegów, i… widzę, że wszyscy podobnie radzimy i nie radzimy sobie z technologicznymi przeszkadzajkami. Dawno temu w magazynie „Trendy Food” pisałem, że: „spojówka współczesnego człowieka, przyzwyczajona do bezustannego zappingu pośród licznych kanałów telewizyjnych i gier komputerowych doskonale funkcjonuje w hipermarkecie.”

Dzisiaj takim hipermarketem jest urządzenie komputerowe. To ono stanowi centrum codzienności dla coraz większej liczby osób, w tym dla mnie. Specjalnie nie piszę komputer osobisty lub smartfon, bo aktualnie stoimy nu progu zmian w definiowaniu tego, co jest lub nie jest podstawowym urządzeniem komputerowym człowieka. Dla mnie to smartfon, który stanowi centrum mojego codziennego zarządzania czasem, czyli pracą, domem i rozrywką.

To właśnie smartfon potrafi rozpraszać mnie w pracy najbardziej i to jego nauczyłem się ujarzmiać. Przede wszystkim wyłączam wszelkie dźwięki systemowe – żadne powiadomienie, włącznie z wiadomością SMS nie ma u mnie powiadomienia dźwiękowego. Do smartfona i tak zaglądam średnio co 5 minut, więc żadne powiadomienie i tak nie zostanie przeze mnie zignorowane. A że czasem potrzebuję się skupić na jakimś tekście przez kilkanaście/kilkadziesiąt minut, to tym lepiej dla tekstu, że powiadomienie może poczekać.

Najbardziej inwazyjny w moich oczach jest Facebook Messenger. Miał rację Mark Zuckerberg nazywając swego czasu swój czat killerem maila. Mimo iż jeszcze nie wymiótł e-maila doszczętnie, to jednak coraz częściej zastępuję on klienta poczty e-mail na pozycji podstawowego kanału komunikacji bezpośredniej w Sieci. Nauczyłem się go olewać wtedy, gdy po prostu chcę popracować, mimo iż jest jednym z podstawowych elementów naszej codziennej spiderswebowej pracy.

I najważniejsze – tryby nocne w smartfonach. Na szczęście wszystkie trzy najpopularniejsze mobilne systemy operacyjne oferują teraz możliwość wyciszania wszystkich powiadomień w godzinach nocnych. Ze względu na to, że mój tryb czuwania jest nieco odmienny od aktualnych sieciowych standardów (wstaję o 5 rano, kładę się po 22…), ochoczo korzystam z tej dogodności.

Tak patrząc – dla mnie produktywność oznacza odpowiednie zarządzanie powiadomieniami w smartfonie. Jakoś sobie radzę.

Zdjęcia Portrait of an exhausted businessman covering his head with his laptop oraz Stressed businessman sitting at desk holding his head and worrying pochodzą z serwisu Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement