Twórca Wikipedii ma głowę na karku, nawet gdy myśli o porno

Felieton/Technologie 05.08.2013
Twórca Wikipedii ma głowę na karku, nawet gdy myśli o porno

Wielka Brytania jest o krok od wprowadzenia wyjątkowo absurdalnego prawa. Zakłada ono cenzurę Internetu, z której… będzie można się wypisać. Innymi słowy, nie dość, że jest to ograniczanie wolności, to na dodatek nie ma ono sensu.

Ach ta pornografia. Źródło radości, inspiracji, edukacji, rozrywki? A może ohydne zjawisko uwłaczające naszej kulturze i godności? Ilu Czytelników Spider’s Web, tyle opinii. David Cameron ma jednak swoje zdanie i zamierza je narzucić innym. Nie bacząc na krytykę i absurdalność nowego prawa.

Jakbyście przegapili nasze wcześniejsze doniesienia, to ja może skrótowo przypomnę: jeszcze w tym roku na terenie Wielkiej Brytanii ma obowiązywać prawo, które nakazuje dostawcom internetowym blokowanie dostępu do materiałów pornograficznych dowolnego rodzaju. A co jeśli ktoś sobie życzy dalej oglądać „fikołki”? Musi się zwrócić do swojego dostawcy z prośbą o odblokowanie tych treści.

Ten pomysł został skrytykowany już przez niezliczoną ilość środowisk, ale zawsze im się zamyka buzie argumentem o nazwie „dobro naszych dzieci”. Że to chodzi o to, że jakiś uczeń szkoły podstawowej może przez przypadek wklepać na klawiaturze YouPorn zamiast YouTube. Ot, taka literówka…

Głos w tej sprawie zabrał pewien autorytet. A właściwie, to Autorytet, bowiem z opinią tego 46-letniego pana warto się liczyć. To Jimmy Wales, twórca największej internetowej skarbnicy wiedzy. Darmowej, non-profitowej Wikipedii. Jak nietrudno się domyślić, jak każdy zdrowo myślący człowiek, Wales uważa całą sprawę za absurd.

Argumentuje on, że całe rozwiązanie nie ma sensu. Nawet jeżeli faktycznie cenzura mogłaby powstrzymać internetowych dewiantów czy pedofili czy jeszcze inną „zarazę”, to jedyną rzeczą, jaką zboczeniec musi wykonać, to zgłosić się do internetowego dostawcy i poprosić o wyłączenie blokady. Czy trzeba zrobić coś jeszcze? Nie, absolutnie nic.

No dobrze, ale czemu właściwie podnoszony jest raban? Z dwóch powodów. Pierwszy argument zapewne dobrze znacie: cenzura jest szkodliwa. Tak po prostu. Nawet jeżeli jest wprowadzana w dobrej wierze, może ona doprowadzić do nadużyć. Kto mi zagwarantuje, że wśród domyślnie zablokowanych witryn porno nie pojawią się inne witryny? Władza nam patrzy na ręce, owszem, ale kto patrzy na ręce władzy? Tu zawsze jest miejsce na „pomyłkę technika”, który „przypadkowo” założy blokadę na daną witrynę. Ciężko się spodziewać, by to się zamieniło w nagminny proceder (ewentualny skandal z tym związany byłby bardzo problematyczny dla władzy), ale nie można wykluczyć tego typu działań.

Istotniejszy jest jednak drugi argument, podany przez Walesa. Ten, który do mnie dużo bardziej przemawia, bo zamiast skupiać się na spiskowej teorii dziejów, skupia się na stanie faktycznym. Otóż ten rodzaj blokady będzie wymagał niemałych nakładów finansowych. Klasyfikacja treści, opracowanie odpowiednich algorytmów, modyfikowanie infrastruktury, nowe miejsca pracy i takie tam. A czy nie lepiej było przeznaczyć te pieniądze na policję? By dysponowała większą ilością środków na ściganie pedofili i innych zwyrodnialców, którzy stanowią potencjalne zagrożenie dla dzieci? Na edukację rodziców, by ci wiedzieli jak uruchomić system kontroli rodzicielskiej w komputerze, tablecie czy smartfonie dziecka?

Nikt nie twierdzi, że dofinansowanie organów ścigania, by te skuteczniej operowały i broniły istniejącego już prawa rozwiąże ten problem. Ale z całą pewnością przybliży nas w jakiś sposób do jego rozwiązania. W przeciwieństwie do absurdalnej i kosztownej cenzury, którą można ominąć jednym pismem do usługodawcy.

Zdjęcie Internet porn concept pochodzi z serwisu Shutterstock

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement