Piotr Lipiński: WAGA INTERNETU, czyli pełzająca rewolucja

Felieton/Technologie 23.08.2013
Piotr Lipiński: WAGA INTERNETU, czyli pełzająca rewolucja

Nie robią na mnie wrażenia kolejne dwu-, cztero- oraz dwunastoipółrdzeniowe procesory. A nawet cienkie jak papier monitory. Za przełomowe urządzenie w moim życiu uznaję… wagę. Ale taką podłączoną do Internetu.

Pomyślałem, że pora się odchudzić, czyli kupić wagę. Zwłaszcza, że stara się zepsuła. Zapewne pod wpływem myśli, że mam ochotę na nowy, już dawno upatrzony gadżet. Czyli właśnie – muszę z radością powtórzyć frazę – „wagę podłączoną do Internetu”. Bo to związek czegoś bardzo prostego i bardzo skomplikowanego. I pokazującego, że sieć wdziera się do urządzeń, których jeszcze kilka lat temu nie podejrzewalibyśmy o takie związki.

Komputer, smartfon, tablet, konsola do gier a nawet telewizor wydają się naturalnie predystynowane do połączenia z siecią. Mają w sobie mnóstwo elektroniki, więc siłą rzeczy skłaniają się ku innym krzemowym regionom. Ale coś takiego jak waga jest z zasady proste jak dynamo w rowerze. Związek między Internetem a łazienkową wagą to jakiś mezalians.

Zastanawiam się, co mam podłączone w domu do Internetu i wychodzi na to, że owa waga otworzyła całkiem nową kategorię urządzeń.

Jest prekursorem. Za nią pewnie pójdą lodówka, piec gazowy, zmywarka, a na końcu mop do podłogi. I każde z tych urządzeń znajdzie jakiś powód, żeby się podłączyć do sieci. Lodówka sprawdzi, gdzie najtaniej kupić mleko, które się kończy. W piecu zdalnie podniosę temperaturę, kiedy będę wracać z zimowych wakacji. A mop? Może uda mi się go znaleźć na planie mieszkania, tak jak teraz czasami dzwonię albo wysyłam sms-a do zaginionego w mieszkaniu smartfona.

waga2

Czasami człowiek ma ochotę na jakiś gadżet, ale powstrzymuje go cena albo umiarkowana użyteczność. W przypadku wagi internetowej mamy do czynienia z jednym i drugim. Jest znacznie droższa od zwykłej, a zakup trudno uzasadnić. Bo przecież waga po prostu waży, a to, że zapisuje dane na koncie właściciela, to mniej więcej takie osiągnięcie, jakby Janowicz wygrał ze mną w tenisa.

Jaki jest pożytek z takiej wagi podłączonej do Internetu? Powiedzmy sobie szczerze, a nie jak politycy: przeciętny. Po prostu historię tego, ile ważę, mogę potem prześledzić za pomocą przeglądarki internetowej albo smartfona. Niewiele. Bo zwykła waga też przekazuje mało informacji. Dzięki tej nowoczesnej możemy na przykład łatwiej śledzić, jaki trening najlepiej wpływa na spadek masy ciała, bo podepniemy ją na przykład do serwisu Endomondo.

Oczywiście, ponieważ waga jest podłączona do Internetu, to CIA, DEA oraz FSO mogą wykraść moje plany odchudzania.

To jeszcze nie problem. Gorzej, że uruchamiając wagę prawdopodobnie gdzieś tam zgodziłem się na udostępnianie mojej masy reklamodawcom i wkrótce zostanę zasypany reklamami środków odchudzających lepszych od wszystkich, które pojawią się w najbliższym tysiącleciu. Kto czyta te regulaminy, ciągnące się jak egipskie papirusy?

Ale waga podłączona do Internetu to dla mnie symbol „pełzającej rewolucji”, polegającej na wdzieraniu się sieci we wszystkie zakamarki naszego życia. Kilka lat temu znajomi śmiali się ze mnie, kiedy uważałem, że w kuchni bardzo przydałby się laptop – chociażby do przeglądania zgromadzonych przepisów. Dziś moja żona wciąż zagląda do internetowych porad. Duży wyświetlacz, a praktycznie tablet na drzwiach lodówki, mógłby w przyszłości całkiem nieźle sprawdzić się w tej roli. Rzecz jasna znacząco podniósłby cenę samej lodówki – ale moja „internetowa” waga też jest znacznie droższa od „zwykłej”. Pomyślcie sami: płacąc więcej przyczyniamy się do rozwoju gospodarczego kraju!

Dziś wygodnego Internetu najbardziej brakuje mi w samochodzie. Posługuję się oczywiście siecią w aucie – ale to trochę namiastka w postaci smartfona czy tabletu. Automapa na Nexusie pobiera dane o natężeniu ruchu i prowadzi mnie przedziwnymi, nieznanymi ulicami, abym na koniec stwierdził: – O rany, to ona a nie ja miała rację. Czasami z mojego iPhone’a udostępniam sieć pasażerom. Ale ja chciałbym mieć Internet wraz z przekręceniem kluczyka, dostępny w firmowo wbudowanym radioodbiorniku z nawigacją. I jeszcze automatycznego hot-spota. Ale na to wszystko będę musiał zapewne poczekać do zmiany samochodu, bo obecnego nie chce mi się przerabiać. W końcu od braku zmian gorsze są tylko zmiany.

Moją nową wagę oczywiście wybrałem i zamówiłem przy pomocy Internetu. Poza jedzeniem, ubraniami i paliwem do samochodu wszystko od dawna kupuję w Internecie. I to jest z dnia na dzień coraz większy problem.

Od kiedy pojawił się Internet, nie mogę tak po prostu wejść do zwykłego sklepu i czegoś kupić.

Muszę przeanalizować opinie i ceny. Namyślić się głęboko. Rozważyć między opiniami tych, którzy urządzenie mieli w ręku a tych, którzy wszystko wiedzą lepiej. W sieci, zanim człowiek wybierze urządzenie, najpierw musi odnaleźć tych, których opinii zaufa. A nie zapominajmy, że marketingowcy z całego świata ciężko pracują na to, abyśmy uwierzyli, że są zwykłymi Internautami.

Kto raz spróbował zakupów w sieci, coraz mniej ma ochoty na odwiedziny w tradycyjnych sklepach. Bo jak w nich coś odnaleźć, jeśli przy wejściu nie ma wyszukiwarki Google?

amazon

Z reguły niższa cena w sieci jest ważnym argumentem, ale nie mniej istotny jest fakt, że posługując się domową klawiaturą znajdziemy wszystko szybciej, niż w realnym sklepie. Od dłuższego czasu wolę przez Internet zamówić potrzebny kabelek, nawet dopłacając do dostawy, bo poszukiwanie go w dużym supermarkecie elektronicznym trwa godzinami. Kończy się i tak na niczym, o ile niej jest to najprostszy przewód usb. Zdumiewające, jak mało towaru mają olbrzymie sklepy. Dziś żebym kupił coś w dużym supermarkecie muszą zaistnieć dwa warunki: potrzebuję tego natychmiast i już kiedyś to w owym sklepie znalazłem. Czyli najczęściej, gdzieś raz do roku, kupuję baterię do licznika rowerowego.

Tylko nie dajmy się zwariować. To, że sami kupujemy mnóstwo w sieci, nie znaczy, że inni też to robią. Wciąż mam znajomych, którzy jeszcze nigdy niczego przez Internet nie nabyli. Im kupowanie czegoś, czego nie mogą dotknąć, wydaje się absurdalne. Płacenie z góry za towar, który ma przyjść dopiero za parę dni (albo i nie) – idiotyczne. Podawanie w sieci numeru karty kredytowej równie bezpieczne, jak zostawienie jej w dworcowej poczekalni.

I co ja im mogę powiedzieć? Może to, że w realnym życiu spotkałem więcej oszustów, niż w wirtualnym?

Na moje szczęście – ale przy tym na nieszczęście sprzedawców – istnieje pewna zależność między elektronicznymi gadżetami a Internetem. Otóż jak się człowiek o nich naczyta, to po pewnym czasie czuje, że już wszystko wie i traci ochotę na zakup. Z ilu ja w ten sposób aparatów fotograficznych zrezygnowałem! Z ilu notebooków! Tabletów nawet nie zliczę.

Wystarczyło, że naczytałem się sieciowych recenzji, bogato ilustrowanych. Naoglądałem video prezentujących sprzęt. W sieci obejrzymy niemalże wszystko z dowolnej strony. Oczywiście nie dotkniemy, ale nasza wiedza wzrośnie o wiele bardziej, niż po rozmowie ze sprzedawcą w sklepie.

Wirtualnie nacieszyłem się mnóstwem rzeczy tak bardzo, że przeszła mi ochota na realne posiadania. Cała więc nadzieja dla mojego portfela, że będzie tych recenzji coraz więcej i coraz bardziej wyczerpujących.

Piotr Lipiński – reporter, fotograf, filmowiec. Pisze na zmianę o historii i nowoczesnych technologiach. Autor kilku książek, między innymi „Bolesław Niejasny” i „Raport Rzepeckiego”. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Na przełaj”, „Polityce”. Wielokrotnie wyróżniany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i nominowany do nagród „Press”. Laureat nagrody Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich za dokument „Co się stało z polskim Billem Gatesem”. Bloguje na www.piotrlipinski.pl. Żartuje ze świata na www.twitter.com/PiotrLipinski. Nowy ebook „Humer i inni” w księgarniach Virtualo – goo.gl/ZaNek Empik – goo.gl/UHC6q oraz Amazon – goo.gl/WdQUT oraz Apple iBooks – goo.gl/5lCGN

Zdjęcia Weight LossWhite scale on isolated background oraz Amazon.com, the largest online seller pochodzą z serwisu Shutterstock. 

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement