Czy Steve Ballmer naprawdę musiał odejść?

Czy Steve Ballmer naprawdę musiał odejść?

Dyrektor generalny Microsoftu przypomina mi nieco Janusza Korwina-Mikke świata IT. Inteligentny, z sensowną wizją pewnej części świata, ale zarazem na tyle ekscentryczny, że aż ciężko było zachować powagę. Czy jego odejście było potrzebne Microsoftowi? Na to pytanie nie ma łatwej odpowiedzi.

Ktokolwiek choć troszkę interesuje się rynkiem elektroniki użytkowej, doskonale zna Steve’a Ballmera. To jedna z najbardziej charakterystycznych postaci świata IT. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że jest nawet ciekawszą postacią niż Bill Gates. Jasne, to Gates doprowadził Microsoft do potęgi, jaką jest teraz, dzięki jego niesamowitej żyłce do robinia interesów. Ale też ciężko zapomnieć spoconego Ballmera, który biega po scenie krzycząc „DEWELOPERZY, DEWELOPERZY, DEWELOPERZY, KOCHAM FIRMĘ MICROSOFT!”. Sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

Ballmer podjął ostatnimi czasy kilka bardzo odważnych decyzji.

Na tyle odważnych, że mogą się okazać one albo kluczowe dla ponownego zdominowania rynku przez Microsoft, albo mogą doprowadzić do jego upadku. Przykładem na to niech będzie chociażby system Windows 8 i cały ekosystem Modern UI. Piękna wizja spójnej platformy, która działa wszędzie: w chmurze, na konsoli, na tablecie, notebooku czy telefonie. Ta wizja została jednak zrealizowana gwałtownie i raptownie. Dopiero za kilka lat się dowiemy, czy była strzałem w dziesiątkę, czy też gwoździem do trumny Microsoftu.

Inwestorów jednak obchodzi „tu i teraz”. A odważna wizja Microsoftu wymaga ofiar. Finansowych. Microsoft topi pieniądze w, póki co, nierentownych przedsięwzięciach. Tablety i komputery z Windows 8 się słabo sprzedają. Windows Phone 8 to nadal margines. Bing to również podlotek, porównując go do potęgi Google’a. Nawet Xbox One, przez swoje rewolucyjne podejście, budzi poważne obawy konsumentów. Wizja Ballmera nie miała bowiem okresu przejściowego (chyba, że nazwiemy nim fakt, że owa rewolucja zdecydowanie wymaga jeszcze końcowych szlifów, czego najlepszym dowodem jest Windows 8.1).

Kasa Microsoftowi ucieka, jest palona w piecu.

Po co? By przetrwać. By pokonać konkurentów, których narodzenie się przespało. Ballmer liczy na to, że nieustępliwość i nieugiętość w działaniu to klucz do sukcesu. Czy po porażce rynkowej całkiem udanych komputerów i tabletów Surface Microsoft się wycofał z tego biznesu? Nie, już pracuje nad następcami. Do których zapewne znowu dołoży niemało dolarów. I tak do skutku, aż w końcu przebity zostanie mur postawiony przez konkurencję. Dokładnie taki sam mur, jak kiedyś Microsoft stawiał. Inwestorzy zaczynają się jednak niecierpliwić.

Ballmer tymczasem poszedł jednak jeszcze dalej. Przeprowadził całkowitą restrukturyzację firmy i zapowiedział, że od teraz to będzie firma zajmująca się usługami i urządzeniami. Office 365 trafia powoli na konkurencyjne systemy operacyjne. Xbox One i nowe Surface’y to początek szerszej oferty urządzeń. Przykłady można mnożyć. Te działania jednak zniechęcają partnerów, przyzwyczajonych do klasycznego modelu. Ci, rozczarowani wejściem Microsoftu na rynek sprzętowy oraz wynikami sprzedaży urządzeń z Windows 8 i Windows RT (za co, po części, odpowiadają sami, nie będąc w stanie na czas zaoferować innowacyjnych urządzeń w odpowiednich cenach) i coraz chętniej patrzą w kierunku Androida i innych rozwiązań. HP, Acer i Samsung to najlepsze przykłady tego typu zachowań.

Steve Ballmer potrafił jednak, mimo wielkich inwestycji długoterminowych, zachować mocną pozycję finansową Microsoftu.

Zawsze potrafił. W 2001 roku dochody Microsoftu wyniosły 25,3 miliarda dolarów. Ubiegły rok zamknął się trzykrotnie większą kwotą. Na dodatek przez ostatnią dekadę Ballmer zwrócił ponad 180 miliardów dolarów udziałowcom przez dywidendy i wykup akcji. Tylko Exxonowi udało się osiągnąć lepszy wynik. Dzięki Ballmerowi Microsoft ma gigantyczne rezerwy finansowe. CEO Microsoftu zadbał o mocny grunt i asekurację dla swojej rewolucji.

Mimo tego, akcje Microsoftu przez ostatnią dekadę to powód do ziewania. Ich wartość przez te lata cały czas wacha się pomiędzy dwudziestoma a trzydziestoma dolarami za akcję. Dla porównania, Apple z dziewięciu dolarów odnotował przez te lata wzrost do… siedmiuset dolarów (aczkolwiek od tego czasu odnotował też spore spadki). I to był największy problem Ballmera. Przekonywanie akcjonariuszy. Nigdy mu to dobrze nie wychodziło. Kinect stał się, w swoim czasie, najszybciej sprzedającym się urządzeniem elektronicznym w historii. Wartość rynkowa Microsoftu w tym czasie tylko nieznacznie drgnęła.

Ballmer powoli żegna się z Microsoftem.

Redmond, 23 sierpnia 2013 r.

Idąc naprzód

23 sierpnia 2013

Tekst wewnętrznego listu przesłanego przez CEO firmy Microsoft, Steve’a Ballmera do pracowników na temat jego planu przejścia na emeryturę.

Piszę do Was, ponieważ chciałem poinformować, że odejdę ze stanowiska prezesa firmy Microsoft na emeryturę w ciągu najbliższych 12 miesięcy, bezpośrednio po wyborze mojego następcy. Czas na takie zmiany nigdy nie jest idealny, ale teraz mogę powiedzieć, że nadeszła właściwa chwila. Zgodnie z moimi pierwotnymi planami moje przejście na emeryturę zbiegłoby się z kluczowym momentem zmian w firmie, która dąży do tego, by dzięki oferowanym produktom i usługom wspierać swoich klientów w działaniach, które są dla nich najważniejsze. Potrzebujemy CEO, który stanie na czele firmy na długo, zmierzając w tym nowym kierunku. Zachęcam do przeczytania informacji prasowej znajdującej się na Microsoft News Center.

Jesteśmy w trakcie ważnej zmiany dla Microsoft. Nasz nowy zespół Senior Leadership jest fantastyczny. Strategia, którą wypracowaliśmy jest pierwszej klasy. Nasza nowa organizacja, która skupia się na funkcjach i obszarach inżynieryjnych, jest właściwa dla możliwości i wyzwań, jakie przed nami stoją.

Microsoft to wspaniałe miejsce. Kocham tę firmę. Kocham sposób, w jaki pomogliśmy wynaleźć i spopularyzować komputery osobiste. Kocham rozmach i odwagę naszych celów. Kocham naszych pracowników, ich talent oraz gotowość akceptowania i wykorzystania szerokiego potencjału możliwości oraz ich pasji. Kocham sposób, w jaki współpracujemy i korzystamy z doświadczenia innych firm, aby zmieniać wspólnie świat i wspólnie odnosić sukcesy. Kocham różnorodność naszych klientów, od konsumentów przez wielkie przedsiębiorstwa, przemysł, państwa oraz ludzi o różnorodnych doświadczeniach i z różnorodnych grup wiekowych.

Jestem dumny z tego, co osiągnęliśmy. Wartość Microsoft, odkąd dołączyłem do firmy, wzrosła z 7,5 miliona dolarów do prawie 78 miliardów dolarów, a nasze zatrudnienie wzrosło z nieco ponad 30 do prawie 100.000 osób. Cieszę się, że mogłem odegrać swoją rolę w osiąganiu tego sukcesu i być w 100% zaangażowanym emocjonalnie w proces rozwijania firmy. Mamy ponad miliard użytkowników i wygenerowaliśmy większy zysk i zwrot z inwestycji dla naszych udziałowców, aniżeli praktycznie jakakolwiek inna firma w historii.

Jestem podekscytowany naszą misją ulepszania świata i wierzę w nasz przyszły sukces. Bycie współwłaścicielem Microsoft jest dla mnie bardzo ważne i będę nadal jednym z największych właścicieli firmy.

Jest to dla mnie trudna i wywołująca wiele emocji decyzja. Podjąłem ją w najlepszym interesie firmy, którą kocham. Firmy, która poza moją rodziną i najbliższymi przyjaciółmi jest dla mnie najważniejsza.

Microsoft ma swoje najlepsze dni przed sobą. Pamiętajcie, że jesteście częścią najlepszego zespołu w branży i macie do dyspozycji niezbędne zasoby technologiczne. Te zmiany nie mogą i nie wpłyną na tempo rozwoju firmy. Przede mną ciężka praca i wiem, że mogę liczyć na Was wszystkich. Sprawmy, że będziemy z siebie dumni.

Steve

Microsoft poinformował o powołaniu przez zarząd specjalnej komisji do zarządzania procesem rekrutacyjnym. Kieruje nią John Thompson, niezależny dyrektor Zarządu. W składzie komisji zjadają się też: Bill Gates, Prezes Zarządu, Chuck Noski, Prezes Komisji Audytowej oraz Steve Luczo, Przewodniczący Komisji ds. Wynagrodzeń. Komisja współpracuje z firmą rekrutacyjną Heidrick & Struggles International Inc., która rozważy kandydatów zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz organizacji.

„Głównym celem Zarządu jest obecnie efektywne przekształcenie Microsoft w firmę odnoszącą sukcesy w segmencie urządzeń i serwisów” – powiedział John Thompson. „Realizując to zadanie, skupiamy się na wyborze nowego CEO, który wspólnie z zespołem zarządzającym zaplanuje kierunek rozwoju firmy i wdroży odpowiednie działania na wysoce konkurencyjnym rynku”.

„Jako członek grupy zaangażowane w zespół planowania sukcesji, będę współpracować z innymi członkami zarządu w wyborze nowego, świetnego CEO” – powiedział Gates. „Cieszę się, że Steve będzie pełnił swoją funkcję do tego czasu”.

Ballmer musiał odejść.

Widać to po natychmiastowym, 9-procentowym wzroście wartości akcji Microsoftu po ogłoszeniu jego odejścia. Nigdy nie będzie postrzegany jako wizjoner, tak jak Steve Jobs czy Bill Gates. Obawiam się jednak, że jego następca może nie podołać zadaniu. Ballmer postawił Microsoft w sytuacji va banque, mając określoną wizję rozwoju. Nie jestem pewien, czy jego następca w ogóle ją zrozumie.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement