Coraz chętniej płacimy za dostęp do artykułów? Nie w Polsce

Felieton/Technologie 26.08.2013
Coraz chętniej płacimy za dostęp do artykułów? Nie w Polsce

Coraz więcej serwisów internetowych wprowadza opłaty za dostęp do publikowanych na nich treści. Na Zachodzie na taki krok zdecydowały się już między innymi The Times oraz The Sun. W Polsce działa system Piano. Czy to ratunek dla tradycyjnych mediów i sposób na malejącą sprzedaż wydań papierowych?

Za treści publikowane w sieci nie płacimy na takich portalach, jak chociażby Onet, Wirtualna Polska czy też Spider’s Web. Są to media od początku obecne w Sieci, które od zawsze zarabiają na reklamach, wyświetlanych na ekranach monitorów, smartfonów i tabletów. Taką formę zarabiania wprowadzają jak na razie głównie te media, które swoją początki miały na papierze. The Times istnieje przecież od 1785 roku, a The Sun od 1964 roku, kiedy Internet nawet jeszcze nie istniał i nikt w ogóle nie myślał o tym, że kiedykolwiek może powstać. Z kolei słowackie Piano daje nam dostęp do artykułów z Gazety Wyborczej (łącznie z dodatkami, jak chociażby Duży Format), Fobesa, Polska The Times czy też Gazety Pomorskiej. To wyraźnie pokazuje, dla kogo światowa Sieć stała się problemem.

Jako jeden z pierwszych, opłatę wprowadził The Times, jeszcze w 2010 roku. W ciągu zaledwie miesiąca jego udziały w rynku spadły o około 66 procent. Po części wynikało to z tego, że część użytkowników zrezygnowała z czytania strony internetowej tego wydawcy, a po części dlatego, że artykuły przestały pojawiać się w wynikach wyszukiwania Google, Bing czy też Yahoo. Teraz – 1 sierpnia – podobny system wprowadził The Sun. Czy wyniki są podobne? Analityce Experian Marketing wyliczyli, że wciągu pierwszych 11 dni udział brytyjskiego dziennika w rynku internetowym spadł z 1,27 procent do 0,81 procent. Oznacza to utratę mniej więcej 36 procent użytkowników.

Utrata 36 procent czytelników jest spora, ale z całą pewnością nie jest tragiczna. Trudno dyskutować o finansowych aspektach tego ruchu. Na pewno wydawca zaczął zarabiać na użytkownikach. Aż 64 procent z nich zdecydowało się płacić za dostęp do treści. Z drugiej strony samych użytkowników jest mniej, zasięg jest mniejszy, więc i reklamy na stronie nie mogą być tak drogie jak wcześniej. W ogóle należałoby poddać po dyskusję to, czy w płatnych serwisach powinny one w ogóle się pojawiać. Przecież płacę za to, żeby wejść na stronę, więc czemu mam jeszcze oglądać reklamy? Nie zapominajmy jednak, że taki sam system od zawsze panuje w papierowych gazetach. Przecież płacimy za nie, a reklamy i tak się tam pojawiają, a nawet są głównym źródłem dochodów.

Dlaczego The Times zanotował aż 66-procentowy spadek, a The Sun zaledwie 36-procentowy? Kluczowy jest tutaj moment wprowadzenia opłat. Pierwsze medium zrobiło to w 2010 roku, a drugie dopiero teraz w 2013. Przez te trzy lata nie tylko sam rynek się zmienił, ale także podejście użytkowników. Coraz więcej z nas płaci przecież za dostęp do Deezera, Spotify i podobnych serwisów muzycznych. Na zachodzie sporo użytkowników korzysta z Netflixa. Pojawia się też coraz więcej serwisów VOD. Użytkownicy, czytelnicy powoli przyzwyczajają się do tego, że za cyfrowe treści, pod warunkiem, że są one dobrej jakości, trzeba płacić.

Piano

W tym momencie chciałby odnieść się do polskiego rynku i systemu Piano. Jednak jest to zadanie niezwykle trudne, ponieważ przez cały czas nie poznaliśmy żadnych danych na temat ilości wykupionych abonamentów, nie mówiąc już o zyskach poszczególnych wydawców. Piano Media przez cały czas trzyma te informacje w tajemnicy. W maju tego roku Peter Richards, przedstawiciel Piano Media w Polsce w rozmowie z Money.pl zdradził jedynie, że w trzech krajach, w których system działa (Polska, Słowacja, Słowenia) jest w sumie 120 tysięcy subskrybentów, którzy za dostęp do materiałów zapłacili przynajmniej raz. Tylko mi się wydaje, że jest to liczba śmiesznie mała? Przecież to tylko 120 tysięcy osób. A mowa o osobach, który zapłaciły przynajmniej raz, ale już niekoniecznie robią to regularnie.

W samej tylko Polsce Piano daje dostęp do ponad 40 serwisów internetowych. Dodatkowo w naszym kraju system jest obecny najkrócej. Nawet gdyby podzielić tę liczbę na trzy równe części, to oznaczałoby, że zaledwie 40 tysięcy Polaków płaci za ciekawe artykuły. To daje kwotę 800 tysięcy złotych (przy założeniu, że każdy wykupuje miesięczny abonament, kosztujący 19,9 zł). Z tego 30 procent trafia do Piano, więc dla wydawców zostaje 560 tysięcy złotych. Tylko, że ja w ten 40 tysięcy w Polsce nijak nie wierzę. Moim zdaniem regularnie abonament wykupuje może połowa z tego, więc do podziału jest już tylko 280 tys. złotych. Z tego pewnie większość zabierają najwięksi (serwis, na którym dokonujemy zakupu dostaje 40 procent kwoty, a pozostała część jest rozdzielana na resztę stron, które odwiedzimy, według ilości spędzonego na nich czasu), a tym mniejszym pozostają ochłapy.

Jednocześnie nie dziwię się, że nikt nie chce zrezygnować z opłat za dostęp do treści. Po pierwsze, to najłatwiejszy sposób na zarobek. Jeśli nie wiemy, jak poradzić sobie z konkurencją mediów od zawsze internetowych, jak zwiększyć zainteresowanie czytelników i jak namówić reklamodawców na zostawianie u nas pieniędzy, to najłatwiej jest wprowadzić opłaty. To też dość pewne źródło dochodów – na razie może i małe, ale wpływy raczej będą rosnąć. Lepiej mieć skromne sumki niż nie mieć ich w ogóle.

Tylko że ja jakoś nie wierzę w to, żeby był to złoty środek i rozwiązanie wszystkich problemów. Czytelnicy zapłacą za dostęp do artykułów, ale pod warunkiem, że ich jakość będzie co najmniej dobra, a treści unikalne. Jeśli jednak spojrzymy na polski rynek zarówno papierowych wydań, jak i tych cyfrowych, to większość z nas nie interesuje się górnolotnymi reportażami, ciekawymi wywiadami lub interesującymi felietonami. Nie bez powodu najlepiej sprzedającym się dziennikiem w Polsce jest Fakt, a w sieci świetnie radzą sobie Pudelki i inne Ploteczki. Większości wystarczy to, co oferują nam Onet, Gazeta czy też Wirtualna Polska. I jeśli wydawcy nie zaczną zarabiać na tych lepszych artykułach, to z czasem nie będzie miał kto ich pisać i najlepsi dziennikarze zostaną rzecznikami prasowymi, co już w sumie się dzieje.

Zdjęcie Money pouring out from a notebook computer pochodzi z serwisu Shutterstock

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement