Nowy Instapaper jest… mniam mniam. Miejmy nadzieję, że to nie koniec zmian w tej świetnej usłudze webowej

Recenzja/Technologie 29.08.2013
Nowy Instapaper jest… mniam mniam. Miejmy nadzieję, że to nie koniec zmian w tej świetnej usłudze webowej

Długo musieliśmy czekać na pierwsze efekty przejęcia Instapaper przez Betaworks. Ale warto było. Dzisiaj zadebiutowała nowa wersja tej wspaniałej usługi w wersji webowej. Jest dużo nowocześniej, a przy okazji udało się zachować pierwotny i najważniejszy sznyt Instapaper, czyli prostotę i elegancję.

W kwietniu 2013 r. Marco Arment sprzedał pakiet kontrolny w Instapaper firmie Betaworks, która wcześniej zasłynęła z przejęcia serwisu Digg, a następnie przywrócenie go do życia. Usługa Armenta była pionierem serwisów typu „zachowaj, by przeczytać później” w Sieci, jednak ze względu na specyficzne podejście do biznesu swojego twórcy, Instapaper nie przekształcił się w świetnie prosperujący multi-platformowy serwis.

Zyskiwali na tym inni, w tym głównie twórcy Read it Later, którzy w pewnym momencie zmienili nazwę na Pocket i szybko objęli swoim zasięgiem wszystkie platformy mobilne. Dzisiaj to Pocket wyznacza standardy aplikacji do kolekcjonowania tekstów (i nie tylko) znalezionych podczas codziennego surfingu, by później na spokojnie je przeczytać w formie bez uciążliwych i przeszkadzających reklam, czy niestandardowych, krzykliwych layoutów stron źródłowych.

Nowy wygląd Instapaper
Nowy wygląd Instapaper
Stary wygląd Instapaper
Stary wygląd Instapaper

 

W ostatnich latach webowa wersja Instapaper w zasadzie w ogóle się nie zmieniała, co doprowadziło do tego, że usługa się po prostu zestarzała. Sam przestałem jej używać, przerzuciwszy się w całości na Pocket, który – po tym jak zadebiutował w wersji na OS X – stał się moim ulubionym sposobem czytania ciekawych tekstów, zachowywanych na później. Wciąż jednak opłacałem konto premium Instapaper (3 dol. na 3 miesiące). Dobrze zrobiłem, bo po dzisiejszej aktualizacji serwisu z pewnością będę z niego częściej korzystał.

Co się zmieniło?

Wszystko, choć w tak umiejętny sposób, że wciąż czuć ducha starego Instapaper. To bardzo dobrze, bo konsekwencja oraz unikalny charakter starego Instapaper były bardzo charakterystyczne.

Najważniejszą zmianą jest dodanie panelu bocznego w silnym czarnym kolorze. To tu przeniesiono panel nawigacyjny, który wcześniej był umiejscowiony w poziomie nad listą tekstów. Sprytnie rozwiązano kwestię folderów, które są teraz rozwijalne i prezentowane są jako dodatkowa, środkowa kolumna.

Wygląd tekstu w nowym Instapaper
Wygląd tekstu w nowym Instapaper

Ciekawym elementem jest możliwość rozwijania i zwijania poszerzonych informacji o tekście. To rozwiązanie trochę na wzór starego Google Readera. Przydaje się tym, którzy chcą ogarnąć jak największą liczbę tekstów bez konieczności przewijania strony,

Strona z konkretnym tekstem wygląda teraz podobnie jak funkcja Reader w przeglądarce Safari z dodatkowym elementem nawigacyjnym u góry strony. Jest ładnie, schludnie i przyjaźnie dla czytania długich tekstów.

Co dalej?

Czytając uzasadnienie zmian na oficjalnym blogu Instappaper można między wierszami wyczytać, że nowy wygląd serwisu to przygotowanie do jego ekspansji na kolejne platformy. Ja życzyłbym sobie Instapaper jako oddzielnej aplikacji na OS X, choć w zasadzie dzięki aplikacji Fluid, Instapaper mam w docku systemu Apple’a.

Zmiany w Instapaper, choć zdecydowanie opóźnione w stosunku do konkurencji, należy ocenić bardzo pozytywnie. Miejmy nadzieję, że teraz rozwój usługi przyspieszy i szybko dorówna chociażby Pocketowi, a kto wie, może specjaliści z Betaworks, którzy wyrastają na całkiem sensownych „lekarzy” dla popularnych sieciowych usług z problemami, mają dla Instapaper jeszcze bardziej ambitny plan.

Oby, bo to wciąż świetna usługa.

Dołącz do dyskusji

Advertisement