Nie rozumiem, dlaczego Sony marketingowo strzela sobie w stopę

Blog Forum 30.08.2013
Nie rozumiem, dlaczego Sony marketingowo strzela sobie w stopę

Początek nowej generacji konsol chyba nie mógł się lepiej ułożyć dla japońskiej firmy. Udało im się zaprojektować sprzęt o większej mocy obliczeniowej, zaoferować go za niższą cenę i na dodatek zapunktować u graczy, kiedy sprzeciwili się wprowadzeniu systemu DRM dla gier na ich system. Podczas prezentacji na targach E3 właściwie przejechali po konkurencji walcem – liczne brawa i entuzjazm graczy zdawały się zaskakiwać nawet samych prowadzących. Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego ostatnimi czasy zaczęli sabotować własny marketing.

Nikt nie lubi zarozumialców. Nawet najlepszy produkt może zostać pogrzebany przez management, który nie potrafi utrzymać języka za zębami. Zaskakujące więc jest, że Sony ostatnio zanotowało wiele takich niefortunnych wypowiedzi. Oczywiście, wbijanie szpili w konkurencję jest poniekąd tradycją w branży. Nie można z tym jednak przesadzać, bo jak wiadomo, łaska graczy na pstrym koniu jeździ.

Tymczasem, zaczęło się od Gamescomu, na którym Andrew House wykpił MS za zmianę swojej polityki: “Kiedy inni zmieniali swoje przesłanie, my pozostaliśmy stali w utrzymywaniu uczciwej i zgodnej z oczekiwaniami graczy polityki”. Potem się potoczyło – Fergal Gara w wywiadzie dla Gamespot powiedział, że “Dobrze jest czuć, że jest się z przodu (przed konkurencją – przyp. autora)”, chyba wszyscy managerowie chwalili się w wywiadach milionem zamówień przedpremierowych, wreszcie ostatnio CEO Sony Computer Entertainment Europe, Jim Ryan, powiedział o Fifie 14 dodawanej za darmo do nowego Xboxa w Europie: “Dlaczego mielibyśmy wychodzić i dodawać coś do sprzętu? Rozdawanie rzeczy w pierwszym dniu launchu nowej konsoli jest dla mnie dziwne”.

Moim zdaniem to bardzo zła polityka. Po pierwsze, sam launch nie jest aż tak istotny. Xbox 360 w trakcie roku, który dzielił go od premiery Playstation sprzedał się w ok. 7-8 mln egzemplarzy (do dzisiaj sprzedało się 78,3 mln, wg VGChartz). Okres bezpośrednio po premierze zazwyczaj nic nie przesądza, dopiero później rozgrywa się prawdziwa walka. Tymczasem, najważniejsi managerowie Sony zdają się sądzić, że sprawa jest już przesądzona. Psuje to wizerunek firmy (nadmierne zainteresowanie konkurencją świadczy o słabości, przesadna złośliwość – o arogancji) i zdaje się przesłaniać drugie dno całej sprawy. Jest nim fakt, że Sony ma całkiem sporo własnych problemów, które umknęły niezauważone dzięki zmasowanej kampanii przeciwko nowemu Xboxowi.

Po pierwsze, granie online nie jest już bezpłatne. Był to jeden z największych plusów PS3 i znaczący argument przemawiający za wyborem tego sprzętu. Gracze przyjęli ten ruch ze spokojem, głównie na fazie entuzjazmu ze względu na politykę anty-DRM, ale również z powodu PlayStation Plus. W chwili obecnej ten abonament premium dla PS3 oferował wiele dobrych tytułów, w które można było grać bez dodatkowych kosztów. To właśnie był języczek u wagi – konsumenci stwierdzili, że skoro Plus sam w sobie jest dobrą i opłacalną ofertą, to wymóg posiadania go do gier online nie jest taki zły.

Tutaj dochodzimy do drugiego problemu – szczerze wątpię, żeby początkowa oferta Plusa na PS4 była równie atrakcyjna. Po prostu żaden wydawca szybko się nie zgodzi, na udostępnianie nowych, klasowych tytułów w tej formie. Nawet jeśli sama firma ma intencje utrzymania tej usługi na obecnym poziomie(co wcale nie jest pewne), zgromadzenie odpowiedniej biblioteki tytułów, które będzie można udostępniać w ten sposób za rozsądne pieniądze zajmie trochę czasu. Sony mogłoby próbować wyjść tej z sytuacji udostępniając własne tytuły… tylko, że ich nie ma.

Tutaj dochodzimy do trzeciej kwestii, mianowicie do dość słabego line-upu. Podczas targów Gamescom konferencja Sony była zdominowana przez możliwości Vity i tytuły indie. Doceniam ten ruch marketingowo (wsparcie dla deweloperów niezależnych jest bardzo mocno akcentowane przez Japończyków), ale nie można zauważyć, że na ten moment nie udało się jeszcze rozkręcić machiny studiów wewnętrznych. Naughty Dog było zajęte przy “The last of us”, Polyphony Digital pracowało nad “Gran Turismo 6” na PS3, gracze dostaną więc “Killzone”, “Knacka” i “DriveClub”. W 2014 roku można spodziewać się nowego “Infamous”, być może również “The Order: 1886”… i to by było na tyle. Na ten moment Microsoft oferuje znacznie więcej eksluzywnych tytułów. Przy całej swojej nastawionej na “prawdziwych” graczy polityce, Sony chyba zapomniało o najważniejszym – o grach. Oczywiście, istotne jest dla nich również utrzymanie opinii firmy, która długo wspiera swoje konsole. Efekt jest jednak taki, że w sklepach przewagę będzie miała amerykańska firma, która będzie mogła pokazać więcej gier dostępnych tylko na ich sprzęcie. Biorąc pod uwagę bardzo wysokie oczekiwania graczy wobec nowego Playstation, napędzone agresywnym marketingiem, może się to na nich bardzo negatywnie odbić.

Wreszcie, sprawa ostatnia – Japończycy zdecydowali, że w tej generacji chcą powalczyć ceną, stąd między innymi decyzja o braku umieszczenia w bundle’u kamerki PlayStationEye. W efekcie otrzymaliśmy produkt, będący marzeniem wielu graczy – mocna specyfikacja, brak dodatków, stosunkowo małe obciążenie dla portfela. Brakuje w tym jednak innowacji. Jedyną ciekawą funkcjonalnością, podpatrzoną od Nintendo, jest granie zdalne, z wykorzystaniem Vity – która sama w sobie kosztuje 200 $. Przy całym mistrzostwie technologicznym PS4, jedyne, co Sony może zaoferować na ten moment, to lepsza grafika – a i to zajmie trochę czasu, zanim engine’y gier zostaną zoptymalizowane pod nową platformę. Z pewnością jest to wystarczająco dużo, żeby zachęcić do zakupu “hardkorowych” graczy, ale czy reszta konsumentów podąży ich śladem? Czas pokaże.

Osobiście mam nadzieję, że osoby odpowiedzialne za promocję i PR powstrzymają nieco przesadnie wygadanych managerów japońskiej korporacji. Dzięki świetnie odebranej konferencji na E3 i odważnym decyzjom (postawienie na pamięć GDDR5 i lepszy układ graficzny) Marka Cerny’ego, głównego architekta Playstation, Sony jest na dobrej drodze do odzyskania pozycji hegemona rynku gier wideo. Firma na pewno tego potrzebuje, jej wyniki nie były ostatnio zbyt dobre. Szkoda by było, gdyby ten potencjał został zmarnowany przez przesadną pewność siebie kilku decydentów. Sony już raz mówiło, że “ludzie będą brali drugą pracę, żeby pozwolić sobie na PS3”. Nie skończyło się to dla nich zbyt dobrze.

Tagi: , ,
Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement