Kod pocztowy poproszę – trzy powody, by go nie podawać

Felieton/Social media 07.08.2013
Kod pocztowy poproszę – trzy powody, by go nie podawać

Ostatnio za sprawą m.in. Edwarda Snowdena temat prywatności i ochrony naszych danych osobowych trafił w centrum uwagi. O ile świadomość internautów co do ilości zbieranych informacji rośnie, to jednak nadal wiele osób podaje swój kod pocztowy w sklepach, nie wiedząc nawet po co to robią. Czy jest się czego bać?

Będąc wczoraj po raz pierwszy od dawna w jednym z wiodących sklepów z meblami i wyposażeniem wnętrz od razu rzucili mi się w oczy kasjerzy w koszulkach z napisem „podaj mi swój kod pocztowy”. Skoro koncernowi tak bardzo zależy na moim kodzie, że każe personelowi dosłownie nosić takie hasła, to na pewno da mi coś w zamian, prawda? Dochodzę do kasy i zaczyna się konwersacja. Kasjerka prosi o kod, ja proszę o rabat, kasjerka mówi, że mi go nie udzieli, ja mówię, że nie podam kodu.

Oto pierwszy powód z tytułu tego artykułu:

nie mam żadnej bezpośredniej korzyści z podania sklepowi mojego kodu, nawet za torbę do pakowania muszę zapłacić sam, dlaczego więc miałbym im robić przysługę? Czy w moim interesie jest wspieranie ich działalności operacyjnej i maksymalizacji zysków? I wreszcie czemu mam pomagać komuś, kto nie chce pomóc mi? Nie chodzi wcale o ową torbę za 30 groszy, ale o sam fakt i podejście sklepu.

supermarket

Tutaj gładko przechodzimy do drugiego powodu, dla którego nie podaję kodów w sklepach – nie wierzę, że służą one do wyznaczania tras darmowych autobusów czy lokalizacji nowych sklepów. Te dwie odpowiedzi najczęściej padają, gdy pytamy kasjerkę po co im kod pocztowy (czy ktoś słyszał coś innego?). Sklep chce wyznaczyć trasę owego autobusu, a nie pyta czy przyjechałem autem czy komunikacją miejską? Przyznacie, że to trochę bez sensu, a jeszcze mniej wiarygodnie brzmią słowa, że dzięki temu, iż podam swój kod to w mojej dzielnicy w centrum miasta wybuduje się hipermarket. Po pierwsze raczej trudno by im było znaleźć tam wolną lokalizację, a po drugie sam bym nie chciał, by taki moloch stał niedaleko mojego domu. Mogłoby to mieć sens w przypadku małych, osiedlowych sklepików, ale nie wielkopowierzchniowych sieci. Swoją drogą mało osób wie, że działalność deweloperska generuje sporą część przychodów centrów handlowych, zwłaszcza tych tworzonych na obrzeżach. Jeśli spytamy kogoś z branży czym się zajmuje McDonald’s to wcale nie będzie to gastronomia, tylko nieruchomości, ale to temat na inny artykuł.

Wracając do lokalizacji sklepów – to oczywiście jest ona ważna, bo klient nie pojedzie na drugi koniec dużego miasta, by zaoszczędzić parę złotych, ale nie oszukujmy się – jeżeli my i nasi znajomi będziemy podawać ciągle ten sam kod pocztowy to nie oznacza to, że zaraz postawią nam dany sklep za rogiem. Co najwyżej hipermarket wyśle do naszej dzielnicy swoją gazetkę reklamową, a czy ktoś chce ją mieć na klatce schodowej to już kwestia upodobania.

Trzecim powodem, dla którego nie podaję kodu pocztowego jest fakt, że

wiem co sklep mógłby z nim zrobić i mi się to nie podoba.

Płacąc kartą w systemie pozostają cztery ostatnie cyfry, które w połączeniu z kodem pocztowym mogą dość precyzyjnie posłużyć do identyfikacji danego klienta. Wprawdzie obszar, do którego jest przydzielony dany kod, bywa często dość duży to jednak jest mało prawdopodobne, by znalazły się tam dwie osoby z taką samą końcówką numeru na karcie. O ile do tego momentu brzmi to jeszcze nieszkodliwie, to jeżeli ktoś zagreguje te dane z różnych sklepów i firm to może uzyskać nie tylko nazwisko i adres danej osoby, ale również stworzyć dokładny profil klienta, który będzie również zawierał dane o tym co i za ile kupuje. Moje podejrzenia potwierdził niedawno na antenie TOK FM Wojciech Wiewiórowski, generalny inspektor danych osobowych, a w czerwcu temat ten podnosiło amerykańskie wydanie Forbesa w artykule o dosadnym tytule: „Never Give Stores Your ZIP Code”. Dziś dane te służą do wyznaczania adresów ulotek reklamowych, jutro mogą zostać sprzedane innym firmom, a pojutrze urząd skarbowy z rozbrajającym hasłem „jeśli nie jesteś winny to nie masz się czego bać” zażąda ich udostępnienia, jak robi to już teraz choćby w przypadku Allegro.

prywatność

Tezy zawarte powyżej to tylko przypuszczenia, ale w moim odczuciu w obecnym świecie wydają się bardzo możliwe. Doskonale zdaję sobie sprawę, że moją potencjalną lokalizację zdradzają już tablice rejestracyjne w samochodzie, co kupuję widać dzięki monitoringowi kamer, a w internecie śledzi mnie szereg witryn internetowych, nie mówiąc już o gigabajtach danych, które udostępniam z własnej woli. Oczywiście nie każdy płaci kartą, co akurat potwierdza moją tezę – w sieci Biedronka, która jest znana z braku transakcji bezgotówkowych nikt nas o kod nie pyta, mimo że mają zarówno gazetki jak i dynamicznie rozwijającą się sieć sklepów.

Każdorazowo, gdy instalujemy nowe oprogramowanie lub zakładamy gdzieś konto w internecie, dostajemy do zatwierdzenia obszerny regulamin, choć tak naprawdę mało kto go w ogóle czyta, nie mówiąc już o sensownej analizie. W sklepie przed podaniem kodu pocztowego nikt nam nie przedstawia owego disclaimera, ale najlepsze jest w tym to, że możemy „kliknąć” nie zgadzam się i pomyślnie zakończyć transakcję.

Przemysław Gerschmann – Redaktor naczelny Equity Magazine, analityk inwestycyjny w globalnym banku. Absolwent studiów podyplomowych z zakresu wyceny spółek w Szkole Głównej Handlowej oraz magisterskich z finansów i rachunkowości. Pasjonat rynków finansowych i procesów ekonomicznych.

Zdjęcia A stamp printed in NetherlandsSupermarket oraz message on keyboard enter key, for privacy policy concepts pochodzą z serwisu Shutterstock. 

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement