Do baru wchodzą: Jezus, Peter Drucker i Albert Einstein

Artykuł/Biznes 13.08.2013
Do baru wchodzą: Jezus, Peter Drucker i Albert Einstein

To nie jest kolekcja złośliwych żartów (np. są tak skąpi, że zamawiają tylko wodę, którą Jezus zmienia w wino), ale przemyślenia o tym, co trzeba wiedzieć przed podjęciem decyzji o zmianie bloga lub startupu w pełnoprawny biznes.

Zarządzanie to przyczyna wszelkiego zła?

Swego czasu Peter Drucker, uznawany za jednego z czołowych myślicieli biznesu, udzielił wywiadu Bobowi Bufordowi z Leadership Network. Drucker mówił o przywództwie i zarządzaniu w instytucjach non-profit. Jedna ze wskazówek dotyczyła roli zarządzania w takiej organizacji i brzmiała następująco: Celem zarządzania jest uczynienie kościoła znakomitym kościołem (make the church more church-like), nie zaś znakomitym biznesem (not to make the church more business-like).

To świetna wskazówka, ponieważ startupy, osoby startujące z minimalistycznym biznesem opartym na blogu, czy po prostu blogerzy, mają kłopoty z rozsądnym połączeniem wymagań biznesowych i dotychczasowego, bardzo skutecznego sposobu działania.

Zarządzanie typowo składa się z czterech obszarów: planowania, organizowania, kontroli, motywacji.

Planowanie wymaga, żeby konstruować plany wydawnicze na co najmniej tydzień z góry. Jeśli przyszła ci do głowy myśl „Ale czasem w tygodniu zdarza się coś ekstra ciekawego, o czym koniecznie trzeba napisać!”, to znaczy, że dokładnie rozumiesz dylemat, przed którym stoją pasjonaci. Pasja kontra plan. Czasem uda się przesunąć teksty do przodu i zrobić miejsce na hot news, ale czasem się nie uda.

Organizowanie to wszystkie te działania, które trzeba wykonać DODATKOWO po napisaniu tekstu. Dobór słów kluczowych, znalezienie grafiki i zrozumienie obwarowań prawnych związanych z bezpłatnym wykorzystaniem, zarządzanie warstwą socialową, moderacja – to zajmuje czas i rzadko bywa interesujące dla autora, który świetnie zna się na swojej dziedzinie i tym właśnie chce się zajmować. Dla niego, lub dla niej, każda godzina niespędzona na czytaniu nowinek z branży, telefonach i spotkaniach, to godzina stracona. Prowadzenie biznesu blogowego wymaga poświęcenia wielu takich godzin w tygodniu na sprawy organizacyjne.

blog

Kontrola uzyskiwanych efektów polega na tym, że każdy wpis lub komentarz zostaje oceniony pod kątem spójności z misją firmy oraz synergii z innymi działami lub produktami. Bloger-pasjonat nie przejmuje się, że w jednym tygodniu napisze o uprawie ogórków, a w drugim o modowych nowinkach z Nowego Jorku. Dopóki sprawia mu/jej to frajdę i w miarę trzyma się nadrzędnego pomysłu na blog („piszę o tym, co mnie ciekawi”), nie ma żadnego problemu. Ale gdy autor funkcjonuje w ramach większego portalu tematycznego, gdy startup jest częścią dużego koncernu, wtedy do głosu dochodzą naciski zarządzania. Wpisy zaczynają oscylować wokół kilku najpopularniejszych tematów, niszowe inspiracje, intrygujące-i-budzące-niepokój innowacje trafiają do pliku „na później”. Owo „później” oczywiście nigdy nie następuje, chyba że blogera trafi szlag i wróci z powrotem na swoje.

No i motywowanie czyli pielęgnowanie pasji, która popchnęła spokojnego i cichego fana komiksów do tworzenia recenzji, a miłośniczkę mody do videoblogowania. Zarządzanie boli najbardziej, gdy autor musi wyjść z interesującego spotkania z jego dziedziny, ponieważ czekają na niego obowiązki wynikające z pierwszych trzech obszarów zarządzania. Godziny spędzone na oddawaniu się pasji mijają zbyt szybko. Nużące sprawy organizacyjne wracają codziennie jak bumerang i są traktowane jak gdyby ów bumerang po drodze wpadł w kangurzy placek.

Pieniądze to przyczyna wszelkiego zła?

Dyskusję kontynuował Jezus, przypominając historyjkę, gdy pewnego dnia powyrzucał ze świątyni bankierów i kupców. Sentencja na temat wpływu pieniędzy brzmi bliźniaczo do tej Druckera o zarządzaniu: Pieniądze powinny wzmacniać pasję i zaangażowanie, a dusić je w biznesowym gorsecie.

Nie chodzi więc o to, aby kliki reklamowe całkowicie przesłaniały merytoryczną wartość. Nie chodzi o to, aby z planu publikacji wypadały teksty redakcyjne, a w zamian wchodziło „Słowo Boże od Sponsora”. Nie chodzi również o to, aby więcej czasu przeznaczać na pogoń za pieniędzmi reklamowymi niż na szukanie interesujących tematów, zbieranie faktów, wypowiedzi, składanie tego w dającą się czytać całość.

startup

Pieniądze na blogu są dobre, jeśli pokrywają koszty wyjazdu na globalną konferencję, zakwaterowanie w hotelu, zakup porządnej kamery do prowadzenia profesjonalnych wywiadów. Są potrzebne i pożądane, gdy wspierają pozyskiwanie contentu, gdy dzięki nim można zrealizować pomysły na treść niedostępne dla amatorów. Szkodzą, gdy wpływają na dobór treści i formy bloga, biznesu, startupu.

Technologia to przyczyna wszelkiego zła?

Czy liczba gigabajtów RAM w laptopie wykorzystywanym w pracy świadczy o warsztacie blogera lub menedżera? Czy struktura podeszwy butów do biegania mówi coś o czasie na 5 kilometrów ich właściciela? Tę samą technologię wykorzystują różni ludzie do różnych celów. Większość robi to zgodnie z przeznaczeniem producenta, ale zdarzają się kombinatorzy z przedziwnymi pomysłami. Parę miesięcy temu przez Formułę 1 przetoczyła się sprawa wybuchających opon. Oficjalny komunikat na temat przyczyn nie został podany. Jednak w padoku mówiło się, że opony wybuchały tym zespołom, które zakładały je niezgodnie z zaleceniem producenta. W ten sposób zyskiwano parę dziesiątych sekundy na okrążeniu, ale w końcu następowało efektowne „trzaaaask”. No i sztandarowy przykład – to nie bronie zabijają ludzi, ale ludzie, którzy ich używają. Technologia jest tylko dodatkiem do osobistej kreatywności, pomysłowości, przedsiębiorczości, nawiązywania znajomości i utrzymywania relacji. Jest kluczowa, ale nie jest niezbędna.

Nie bez kozery w drugiej części filmu „Iron Man” pojawiła się scena, w której Tony Stark trenował walkę wręcz. Można spytać po co to robił, skoro zbroja zapewnia wielką siłę ognia, a Jarvis (AI stworzone przez Starka) może samodzielnie sterować nią w walce. Stark wiedział (lub przeczuwał), że zdarzą się takie walki, w których zbroja mu nie pomoże. Albo będzie zepsuta, albo coś się uszkodzi, tysiące innych albo… A walka wręcz zawsze się przyda, choćby po to, aby uniknąć pierwszego zabójczego ciosu i odczołgać się do bezpiecznej kryjówki – jak to miało miejsce w trzeciej części filmu, w sekwencji w Tennessee, na początku drugiego aktu.

Rozwiązaniem jest zatem…

Rozwiązaniem nie jest na pewno uparte trwanie jako niezależny bloger, który brzydzi się pieniędzmi, biznesem, reklamą, zarządzaniem. Jeśli jest to miły dodatek, weekendowe hobby, to nie ma problemu. Ale jeśli autor, twórca, wynalazca, przedsiębiorca, poważnie myśli o przekształceniu swojej pasji w biznes, musi zdawać sobie sprawę z realiów, jakie na niego czekają po podpisaniu umowy dołączenia do większej firmy. Część mało przyjemnych obowiązków może oddać innym redaktorom, ale część musi wykonać osobiście. Osobiście też musi dbać o to, aby proporcje działań merytorycznych i pozostałych były co najmniej 2:1. To biznes ma być dodatkiem do człowieka, a nie człowiek ma napędzać biznes.

PS. Jak słusznie ci się wydaje, Einstein nie wziął aktywnego udziału w dyskusji. Zauważył po prostu Jezusa i Druckera idących ulicą i z prędkością światła zauważył okazję na darmowego drinka.

Zdjęcia Startup business team working on blueprintOn-line blog concept – keyboard with blog key oraz grafika cartoon pochodzi z serwisu Shutterstock. 

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement