Dr Jekyll i placebo, czyli jak wygrać Eurowizję

Artykuł/Nauka 10.08.2013
Dr Jekyll i placebo, czyli jak wygrać Eurowizję

Jeśli dr Jekyll był rzetelnym naukowcem, to co jakiś czas serwował sobie zastrzyk placebo. W ten sposób oceniał, czy pojawienie się pana Hyde’a wynikało z właściwości mikstury, czy też proces miał inną przyczynę.

3 zasady sukcesu startupów, o których pisałem w artykule TUTAJ, wydają się sensowne. Przedstawiłem tam przykłady na poparcie, ale nie przetestowałem tych zasad na zgodność z innymi teoriami. Dlaczego chcę to zrobić? Podobnie jak dr Jekyll – dla pewności, że działają. W przeciwieństwie do literackiego naukowca, wystarczy, że będę dalej pisać.

Nie muszę – tak jak on – stać przy blacie w swoim laboratorium, oświetlonym niewielkim płomieniem lampy naftowej, i czuć w żołądku nerwowy nacisk. Zapewne stała przed nim miska z kilkudziesięcioma strzykawkami. Doktor Jekyll sięga po przepaskę, zawiązuje nią oczy, chcąc zapewnić losowość wyboru. Wkłada rękę do miski. Zaczepia o strzykawki i panikuje. Cofa nerwowo rękę, ale nie zdejmuje przepaski z oczu. Przełyka ślinę i ponownie wyciąga przed siebie rękę. Palce chwilę tańczą wokół strzykawek, jak gdyby miały własny rozum i chciały z niego skorzystać. Pląs ten jednak się kończy. Z zaciśniętej dłoni wystaje jedna strzykawka. Już nie ma odwrotu.

Hackathon to „American Idol”, tak jakby – nie wygrywają wyłącznie zwycięzcy

Jak przyciągnąć nowych klientów? Każdy zwycięzca i każdy inny uczestnik/uczestniczka muszą na nie odpowiedzieć. Niezależnie czy jest to młoda, śpiewająca dziewczyna, czy też świeżo wybrany prezydent Stanów Zjednoczonych. W programach talentopodobnych oraz w wyborach politycznych, technologia – rozumiana tutaj jako sposób produkcji, prowadzenia, oraz wyłaniania zwycięzców – opiera się na głosach widzów oddanych przez wykonane połączenia, wysłane sms-y, kartki wrzucone do wyborczych urn. Wygrywa ten, kto ma ich najwięcej. Zwycięzca znajduje się na obecnie najpopularniejszej krzywej rozwoju produktu. Jeśli będzie kontynuować swoje działania w tym kierunku, jadąc na opinii „zwycięzca” , będzie postrzegany jako innowacja kontynuacyjna. Jeśli będzie dalej iść w tym kierunku, dojdzie do sufitu zainteresowania obecnych klientów. Może to zignorować, skupić się wyłącznie na swoich zwolennikach, być królem w swojej niszy. Ale w życiu jak w internecie – bez nowych rejestracji mailowa baza wysyłkowa umiera. Doświadczyli tego finaliści, a nawet niektórzy zwycięzcy programu „Idol”.

A co się stanie, gdy zwycięzca lub uczestnik programu pokaże coś nowego, gdy zrzuci metkę „zwycięzca”, a przyjmie metkę „artysta”? Przeskakuje na nową krzywą innowacji, zyskuje nowych sympatyków. Ryzykuje utratę obecnych fanów – choć patrząc w perspektywie, straci ich czy tak, czy siak. Ale za to otwiera szansę, że część widowni pójdzie za nim. A wtedy, przeskoki przestają być ryzykiem. Każdy kolejny oznacza bowiem powiększenie liczby fanów podążających za nim/nią.

Czytaj ze zrozumieniem, zwłaszcza między wierszami

Pozorne wyjątki takie jak fiński Lordi – zwycięzca lokalnych eliminacji i później całego konkursu Eurowizja 2006 – oraz nasza swojska Jarzębina przez Euro 2012 – to również innowacje kontynuacyjne, choć nieco inne niż typowe innowacje przyrostowe. Powstały one w sposób radykalny, nagły, a ponieważ opierały się na zaprzeczeniu/wyśmianiu pierwotnej idei, ich popularność W TEJ GRUPIE spadła już moment po zakończeniu konkursu. Lordi wciąż istnieje, ponieważ wrócili na własną krzywą innowacji, do niszy zespołów inspirowanych horrorami. Nie pojawiają się już często na listach przebojów masowych telewizji, ale wciąż koncertują i nagrywają płyty. Podobnie Jarzębina – panie zapewne wciąż koncertują, choć zespół dawno nie pojawił się w paśmie śniadaniowym telewizji.

Jak do tego doszło? Załóżmy, że w konkursie startuje dziesięć zespołów z dziesięciu krajów. Jeśli każdy kraj dostanie po 1 punkcie, to do zwycięstwa potrzeba tak naprawdę jedynie 2 punkty. W ten sposób kapitan Jack Sparrow przechytrzył piracki kodeks i koronował na króla piratów Elizabeth Swann, w trzeciej części „Piratów z Karaibów”. Załóżmy, że kraje dzielą się na dwie regionalne podgrupy, każdy ma do dyspozycji głosy za 2 punkty i głos za 1 punkt. Kraje zgodnie głosują na swojego najsilniejszego przedstawiciela. Zwycięzcy każdej z grup otrzymują po 8 punktów. Zwycięża natomiast ktoś niespodziewany z 9 punktami – pod warunkiem, że zjednoczy głosy za 1 punkt ze wszystkich innych krajów. Im więcej grup regionalnych (co widać szczególnie w Eurowizji: Bałkany, Skandynawia, Europa Zachodnia, Wielka Brytania, Rosja i kraje poradzieckie), tym mniej punktów potrzeba, by wygrał niespodziewany uczestnik.

Tej matematyki nie ma w regulaminie konkursu.

Żeby z niej skorzystać, trzeba posiadać silną niszę własną. Stworzoną po co najmniej jednym przeskoku. Lordi przeskoczył z technologii/innowacji „horror metal” na „olać konkurs”. Jarzębina była jednym z wielu „zespołów ludowych”, ale jako głos „precz z komerchą” zwyciężyła w plebiscycie.

Uznam, że wystarczy takie potwierdzenie skuteczności 3 zasad sukcesu.

PHOTO CREDIT: Eurovision, „Winner on Stage!”, Sander Hesterman (EBU)

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement