Nowe Gwiezdne Wojny będą kręcone na klasycznej taśmie filmowej. Dlaczego?

Felieton/RTV 24.08.2013
Nowe Gwiezdne Wojny będą kręcone na klasycznej taśmie filmowej. Dlaczego?

Kolejna część Gwiezdnych Wojen będzie realizowana na taśmie filmowej. To spore zaskoczenie w końcu czasy analogu powoli się kończą. Poprzednia trylogia była pionierem cyfrowych kamer, za co słono zapłaciliśmy jakością Mrocznego Widma. Czy taka decyzja jest słuszna?

Autorem zdjęć do Star Wars: Episode VII jest Daniel Mindel, stały współpracownik J.J. Abramsa. To właśnie Abrams jest przeciwnikiem kamer cyfrowych, upatrujący w analogowej taśmie najwyższą jakość obrazu. Zastąpienie cyfry, analogiem jest kolejną niespodzianką po tym jak zapowiedziano, że w nowej trylogii będzie mniej komputerowych efektów specjalnych.

O różnice pomiędzy realizacją filmu w wersji analogowej i cyfrowej zapytaliśmy Wojtka Janio założyciela domu postprodukcyjnego Fixafilm:

Od strony technologicznej właściwie różnice zaczęły się zacierać pomiędzy taśmą i cyfrą. Rozdzielczość problemem już nie jest, dalsza pogoń za jeszcze wyższymi rozdzielczościami, moim zdaniem, traci sens. O ile już nie straciła, bo 4K czy 5K wystarczy w zupełności. Trzeba też jednocześnie uczciwie przyznać, że 2K przy dużych ekranach to jest za mało i rozdzielczość IMAXów cyfrowych na przykład trochę mnie „boli”. Przy czym producenci kamer prędzej czy później dojdą i tak do tego mitycznego 8K.

Rozdzielczościowo cyfra już taśmę 35 mm przegoniła, a w każdym razem taśmę 35 mm naświetlaną w warunkach planu zdjęciowego a nie laboratoryjnych (bo faktycznie „laboratoryjnie” z 35 mm można pewnie uzyskać rozdzielczość na poziome 8K). Jeżeli chodzi o rozpiętość dynamiczną i gamut rejestrowanych kolorów to cyfra już właściwie jest lepsza (a w każdym razie nowe kamery Sony, czyli F65 i F55). Potwierdza to Paweł Edelman, który w końcu zdecydował się nakręcić film na cyfrze, a konkretnie właśnie na kamerze Sony F65.

Tak więc wybór nośnika jest w dzisiejszych czasach podyktowany głównie przyzwyczajeniem do pewnej estetyki, a nie – tak jak kiedyś – kosztami (koszt realizacji na cyfrze i taśmie jest aktualnie podobny) czy jakością obrazu. Dodatkowym argumentem, który często decyduje o wyborze medium jest też niska waga i małe rozmiary kamer cyfrowych.

Kręcenia na analogu staje się coraz bardzie problematyczne, może jeszcze nie w USA, ale w Europie padają kolejne laboratoria. Na razie są to mniejsze kraje, takie jak Norwegia czy Holandia (w których już nie ma po prostu gdzie wywołać taśmy filmowej), ale trend jest oczywisty. W Polsce z 3 labów zostały dwa, z czego jeden będzie najprawdopodobniej w przeciągu roku zamknięty.

Tak więc decyzja o realizacji Gwiezdnych Wojen na klasycznej taśmie jest podyktowana przede wszystkim upodobaniami ekipy realizującej kolejną część sagi. Zapewne jest to też zagranie pod fanów oryginalnej trylogii. Twórcy po raz kolejny chcą podkreślić swoje dążenia do doskonałości z pierwszych trzech filmów.

Przy okazji tej decyzji warto wspomnieć Mroczne Widmo. George Lucas zdecydował się w 1999 roku zrealizować film przy użyciu kamer cyfrowych. Niestety jakość i rozdzielczość obrazu nie była na odpowiednio wysokim poziomie. Skutki tej decyzji odczuwamy do dziś. Mroczne Widmo na Blu-ray odstaje jakościowo względem wszystkich pozostałych tytułów.

Premiera 7. części Gwiezdnych Wojen ma się odbyć w 2015 roku. Fani sagi muszą uzbroić się w cierpliwość. Decyzji o realizacji na tradycyjnej taśmie raczej nie będziemy żałować. Oryginał zostanie odpowiednio zabezpieczony, a filmem w 4K cieszyć będziemy się najpierw w cyfrowych kinach, a później na naszych telewizorach.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement