Omni – niezależnie, jak idiotycznie bym w tym wyglądał, naprawdę chcę to mieć w salonie

Artykuł/Gry 30.07.2013
Omni – niezależnie, jak idiotycznie bym w tym wyglądał, naprawdę chcę to mieć w salonie

Omni to kickstarterowy projekt, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przedsięwzięcie Virturix ma ogromne szanse, aby powtórzyć crowd-fundingowy sukces konsoli Quya oraz Oculus Rift. Twórcom udało się zebrać prawie dziesięciokrotność potrzebnej sumy i w ogóle się temu nie dziwię. Omni to jedno z tych urządzeń peryferyjnych, z których naprawdę mam ochotę korzystać.

Gracz (bardziej) mobilny

Sporych rozmiarów, czarno-zielona „bieżnia” to kontroler ruchowy, za pomocą którego można poruszać oraz rozglądać się w grach komputerowych. Projekt Virtuix jest więc marzeniem wszystkich graczy narzekających na rosnące, piwne oponki oraz miłośników rozszerzonej rzeczywistości.

omni 1

Osobiście włączam się od obu tych grup. Przynależność do jeden z nich warunkowana jest moją pasją i miłością. Do drugiej – cóż, siedzący tryb życia to w dzisiejszym społeczeństwie nic nadzwyczajnego, podobnie jak nieumiejętnie zagospodarowany czas wolny, który również trwonimy siedząc na czterech literach, moszcząc się przed telewizorem, komputerem, konsolą, nawet smartfonem.

Różdżka Move wyląduje w szafie

Możecie powiedzieć, że już od dłuższego czasu istnieją na rynku kontrolery ruchowe, pomagające graczom spalać kalorie. Oczywiście, pełna zgoda. Nie licząc nieco rozczarowujących możliwości pierwszego Kinecta, urządzenia Nintendo oraz Sony sprawdzają się doskonale. Problem leży w samych grach. Te, korzystające z czujników ruchu, nigdy nie stały na wysokim poziomie. Wyjątkiem jest segment tak zwanych „gier imprezowych”, które dają olbrzymie pokłady frajdy. Mnie marzy się jednak dojrzała, rozbudowana produkcja dla pojedynczego gracza, do której mogę wskoczyć w zaciszu własnego salonu. Jak pokazał przykład żałosnego Fable: The Journey, taki twór jest towarem deficytowym.

omni 2

W tym momencie pojawia się Omni. Poza ogromnym pozytywem natury fizycznej, czyli zmuszenia mnie do marszu i biegu (a biegam jedynie za autobusami), siła tego sprzętu tkwi w czymś zupełnie innym. To nie komputerowi twórcy muszą pisać gry pod tego typu urządzenie. To w kwestii „bieżni” i dołączonego do niej oprogramowania leży, aby umiejętnie podpiąć się pod już wydane gry i wykorzystać maksimum możliwości z tym związanych. Zresztą, zobaczcie sami, na przykładzie kapitalnego The Elder Scrolls V: Skyrim, w którego zagrywam się po dziś dzień:

Jak na spacer, to do Skyrim

Zastosowanie Omni, tak oczywiste, jest genialne w swojej prostocie. Dzięki temu urządzeniu naprawdę będzie można powiedzieć, że zdobyło się jakiś górski, majaczący w oddali szczyt, czując stróżkę potu na karku. Więcej – uciekając przed silniejszym wrogiem, będziemy naprawdę zmuszeni do ucieczki. Nieustanne bieganie, aby skrócić sobie czas podróży fikcyjnym bohaterem, okupimy zakwasami własnych nóg i setkami spalonych kalorii. Powolne chodzenie po miastach Skyrim będzie odpowiednim momentem na złapanie oddechu. Zwłaszcza, jeśli usiądziemy na jednej z ławek. To się dopiero nazywa interaktywność, to właśnie rozumiem pod terminem „wirtualna rzeczywistość”.

omni 3

Co więcej, Skyrim to nie jedyna gra, która na ten moment wykorzystuje Omni. Twórcy chwalą się materiałami z Call of Duty, Half-Life 2, Battlefield 3, ARMA II czy Fallout: New Vegas. Chociaż to tylko część z testowanych produkcji, gdyby przeliczyć wszystkie solowe kampanie, gracz będzie zdrowszy o dziesiątki przebiegniętych kilometrów. A to dopiero początek, ponieważ według zapowiedzi twórców, Omni bez żadnego problemu poradzi sobie również z trybami sieciowymi. W tym momencie rzuciłbym pieniędzmi w ekran, gdyby nie nieco wygórowana stawka Virtuix, ale o tym za chwilę.

Więcej niż bieganie

Jak to właściwie działa? Omni składa się z dwóch podstawowych elementów – wklęsłej bieżni oraz ramy odpowiadającej za bezpieczeństwo gracza. Ta ma być dostosowywana do gabarytów użytkownika. Mówiąc prościej – nawet spory brzuch nie będzie przeszkadzał w rozgrywce. Poza platformą do biegania kupujący dostanie również specjalne buty, dostosowane do biegania po wklęsłej podstawie urządzenia. Za sprawą „wałków” ułatwiających poruszanie, uczucie tarcia ma być minimalne. Użytkownik nie powinien także czuć żadnego oporu, będąc przy okazji stabilnym i nie ślizgając się po powierzchni.

Poza chodzeniem i bieganiem, Omni pozwoli graczowi na skakanie, kucanie oraz chód krokiem odstawno-dostawnym. Urządzenie ma również wspierać proste gesty, takie jak na przykład machanie wirtualnym mieczem czy korzystanie z interaktywnych obiektów umieszczonych w grze. Nawet mimo tego, użytkownik na własną rękę musi zdobyć bezprzewodowy kontroler wymagany do gry. Nie jest to największym problemem, w przeciwieństwie do obowiązkowego hełmu VR. Niestety, korzystając z Omni, posiadanie Oculus Rift bądź innego tego typu sprzętu będzie obowiązkowe. Boli, biorąc pod uwagę, że sprzęt nie będzie należeć do tanich, tak samo zresztą, jak Omni. Platforma do biegania w finalnej wersji, wraz z butami oraz specjalnym oprogramowaniem, to koszt około 500 dolarów. Gdyby nie wymóg hełmu VR, długo bym się nie zastanawiał. W cenie Xboksa One sprawiłbym sobie źródło zdrowia i szczęścia na lata, oddalając widmo zawału serca chwilę po 40-tce.

Bieżnia multi-platformowa

Nawet mimo wysokiej ceny, Omni już teraz kusi, wciąż będąc w fazie produkcyjnej. Co ważne, twórcy celują nie tylko w komputerowych, ale również konsolowych graczy, obiecując pełną integrację z ich maszynami. Poza tym Omni nie ograniczy się do biegania w grach komputerowych, ale ma również wspierać rozmaite programy treningowe, wpływające na nasze zdrowie. Gdybyśmy ich nie mieli, zawsze możemy urządzić sobie pobudzający bieg podczas oglądania filmu bądź słuchania muzyki, gestami skacząc pomiędzy ulubionymi utworami. Gdyby tego było mało, podczas premiery urządzenia, Omni będzie wspierać WSZYSTKIE gry, w których mamy możliwość poruszania się.

omni 4

Na ten moment Omni znajduje się w fazie testowania udanych, kompletnych wersji prototypowych i pisania oprogramowania. Premiera urządzenia, podobnie jak w przypadku Oculus Rift, wciąż nie jest jeszcze znana. Mimo tego, z niecierpliwością czekam na wypuszczenie produktu na rynek. Gdyby cena bieżni zamykała się w przedziale Xboksa One, nie zastanawiałbym się długo. Konieczność zakupu hełmu VR to z mojego punktu widzenia ość w gardle i największy minus przedsięwzięcia Virtuix. Pal licho, że wyglądałbym w całym tym rynsztunku jak kretyn i postać z dawnych filmów science-fiction w jednym. W końcu byłbym sam, we własnym salonie, grając w doskonałe, jednoosobowe przygody. W dodatku zbędne kilogramy zniknęłyby pewnie szybciej, niż mógłbym się tego spodziewać.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement