Czy NSA będzie nas szpiegować za pomocą Kinecta?

Felieton/Gry 23.07.2013
Czy NSA będzie nas szpiegować za pomocą Kinecta?

Według domyślnych ustawień, nowa konsola Xbox One ma nas ciągle nasłuchiwać za pomocą kontrolera Kinect. Czy to oznacza spełnienie najmroczniejszych snów amerykańskiej bezpieki?

Jedną z ciekawszych nowości w nowym Xbox One, poza zwiększoną wydajnością podzespołów, jest głęboka integracja kontrolera Kinect z systemem operacyjnym konsoli. Trzeba przyznać, że zapowiada się to świetnie. Namiastkę tego mieliśmy już w Xboksie 360. Teraz Xbox One będzie można całkowicie obsługiwać za pomocą gestów i naturalnego języka.

Przykładowo, wystarczy powiedzieć „Xbox: włącz się”, a konsola posłusznie się uruchomi. To niemała wygoda, ale w świetle niedawnej afery „PRISM”, którą zapoczątkował Edward Snowden, rodzi to niemałe obawy dotyczące naszej prywatności.

Zastanówmy się bowiem nad tym przez chwilę. Xbox One zapowiada się na prawdziwy hit, niektóre duże sieci handlowe wyprzedały już całą przydzieloną im na przedsprzedaż pulę urządzeń. Załóżmy jednak, że to chwilowy zryw i konsola odniesie umiarkowany sukces. Tyle że umiarkowany sukces na tym potężnym rynku to dalej miliony użytkowników w Stanach Zjednoczonych i na świecie.

Część być może w przypływie inspiracji zaklei Kinecta taśmą izolacyjną. Cała reszta jest jednak dostępna do „monitoringu”. A umówmy się, większość osób nie tylko nie zaklei Kinecta ani nie będzie odłączać konsoli od prądu, ale również nie będzie zmieniała domyślnych ustawień, umożliwiając Kinectowi tryb czuwania.

A co jeśli nawet wyłączymy w ustawieniach konsoli ów nasłuch i zablokujemy wysyłanie danych z Kinecta na serwer zewnętrzny? Jeżeli wierzyć rewelacjom Snowdena (nie należy im wierzyć bezgranicznie, ale trzeba brać je pod uwagę), to te ustawienia będą „dla picu”. Może i Microsoft tych danych nie będzie pobierał w celu ich przetworzenia, ale Narodowa Agencja Bezpieczeństwa owszem. Wystarczy tylko przypomnieć o poczcie Outlook, która owszem, jest szyfrowana, ale według Snowdena NSA nie musi korespondencji odszyfrowywać, bo pobiera ją zanim uruchomione zostaną mechanizmy kryptograficzne.

xbox-one.jpg

To bardzo ciekawe zagadnienie. Kluczowe jest to, co mówi litera prawa oraz to, czy amerykańska bezpieka będzie w ramach owego prawa się poruszać. Amerykańskie prawo, na szczęście, stoi po naszej stronie (mniej więcej…). I dopóki ono się nie zmieni (co jak najbardziej jest możliwe!), mroczny sen o permanentnej inwigilacji i kontroli obywateli za pomocą niewinnego urządzonka, jakim jest konsola do gier, nie zostanie spełniony.

Jeżeli nie pojawi się nowe prawo, nie wydaje nam się, by rząd miał możliwość prawną zmusić nas, czy jakąkolwiek inną firmę produkującą kamery lub mikrofony, by zacząć zbierać dane głosowe i wideo. Wystąpilibyśmy do sądu, gdyby próbowano nas do tego zmusić – twierdzi Microsoft w oświadczeniu. I tak jak nie należy ufać tej firmie z bardzo prostej przyczyny, tak tym razem im wierzę. Nie z sympatii czy antypatii, a z logiki.

Gdyby amerykańska bezpieka faktycznie chciała nas inwigilować ponad prawem i miała metody do zmuszenia gigantów do współpracy, to Kinect w Xbox One jest naszym najmniejszym zmartwieniem. Twój notebook cały czas się na ciebie patrzy okiem kamery internetowej. W kieszeni masz smartfon, czyli mini-komputer z dwoma obiektywami, mikrofonem i odbiornikiem GPS. Xbox One to kiepskie narzędzie inwigilacji porównując do tych, które są dostępne na amerykańskim (i polskim) rynku. Są one dużo skuteczniejsze i bardziej powszechne.

Na dodatek taki podsłuch można łatwo wykryć. Oczywiście, w usługach chmurowych, takich jak iCloud, SkyDrive czy Gmail już niekoniecznie. Każde urządzenie jednak, które znajduje się „lokalnie”, musi do owej chmury najpierw przesłać dane. Gdyby Xbox One potajemnie nas obserwował i podsłuchiwał, musiałby następnie te dane przesłać do Sieci. Entuzjaści wykryliby to bardzo szybko, skandal wybuchłby na cały świat, i ani Microsoft, ani NSA, nie mają tu nic do ugrania. Sam jestem w tej kwestii paranoikiem, ale warto też zachować zasady zdrowego rozsądku i logiki.

Tak więc jak najbardziej jest możliwe, że rząd ingeruje w naszą prywatność czytając nasze maile i przeglądając nasze pliki na e-dysku. Biorę to pod uwagę i tak jak nie usuwam danych z chmury, bo ukrywanie ich przed bezpieką nic nie zmienia (nie ten rodzaj danych… 😉 ), tak stanowczo przeciwko temu protestuję i uważam to za praktykę wręcz obrzydliwą, jeżeli takowa faktycznie istnieje. Dane staram się samodzielnie szyfrować. Ot tak, dla zasady, precz od mojej prywatności. Nie wierzę jednak w to, że powinienem również zakleić kamerkę w notebooku i przykryć szczelnym pokrowcem Kinecta, jak w końcu dorwę się do Xbox One. Mam wątpliwości tylko co do smartfonu, ale również, przynajmniej na razie, śpię spokojnie.

Nie ufajmy władzy i patrzmy jej na ręce. Nie dajmy się jednak zwariować.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement