Kable między blokami, zablokowany telefon i stacjonarka w autobusie – jak Internet zmienił nasze życie?

Felieton/Technologie 29.07.2013
Kable między blokami, zablokowany telefon i stacjonarka w autobusie – jak Internet zmienił nasze życie?

Co byście pomyśleli, gdyby Waszym oczom ukazało się dwoje dzieci, które trzymają zestaw komputerowy. Nie laptopa, tylko komputer stacjonarny z monitorem, głośnikami i innymi akcesoriami. Pierwsza myśl większości ludzi brzmiałaby pewnie „ukradli”, druga „są niespełna rozumu”. I nie przekonałoby ich to, że dzieci te po prostu chcą pograć ze swoimi znajomymi. Mało kto już pamięta, że gdy się nie miało Internetu, w ten sposób rozwiązywało się kwestie grania w kilka osób.

Co prawda było to niewygodne i wymagało wielu godzin przygotowań, jazdy, ustawiania komputerów, co łącznie często zajmowało więcej czasu niż samo granie, ale mimo to miało to swój urok. Mam też wrażenie, że sprawiało to o wiele więcej przyjemności niż podłączenie się do sieci za pomocą dwóch kliknięć. Może to zaburzenia pamięci, może odrobina masochizmu, może to też być po prostu prawda. Nie jestem w stanie tego teraz określić. Najbardziej prawdopodobne jest jednak to, że większy wysiłek włożony w daną czynność powoduje, iż bardziej ją doceniamy.

W moim przypadku wyglądało to inaczej niż u moich znajomych, gdyż mieszkałem poza miastem, w którym się uczyłem. Podczas gdy ja musiałem jechać autobusem z mnóstwem przesiadek, oni mieli ten luksus, że musieli przejść ze swoim komputerem tylko ulicę lub dwie. Jednak najbardziej zazdrościłem spryciarzom, którzy mieszkali obok siebie i byli na tyle sprytni, że mogli po prostu przeciągnąć kabel między swoimi mieszkaniami.

Spuszczanie skrętki z okna i przerzucanie jej do sąsiednich klatek dzisiaj wyglądałoby całkiem zabawnie, ale wówczas to była najłatwiejsza droga do wspólnego grania.

Słyszałem też historie o osobach, które potrafiły przeciągnąć kabel między sąsiednimi blokami, ale jako że zjawiska takiego nie widziałem na własne oczy, trudno jest mi w nie uwierzyć.

Gdy do domów moich rówieśników dotarły pierwsze modemy, często byli  oszołomieni tym, że można było grać w Diablo z ludźmi z całego świata. Co prawda gra taka miała mało wspólnego z komfortem, ale mimo to wszyscy grali nie zważając na nic, a przede wszystkim na zajętą linią telefoniczną. Doskonale pamiętam, że gdy jeszcze nie miałem dostępu do Internetu i nie mogłem korzystać z różnego rodzaju komunikatorów, najlepszym sposobem na sprawdzenie, czy kolega jest w domu, było zadzwonienie do niego. Jeśli linia była zajęta, trzeba było powtórzyć telefon po pięciu minutach. Jeśli nadal była zajęta, oznaczało to, że najprawdopodobniej jest w domu i można do niego iść.

Sam poniekąd cieszę się, że nie miałem modemu telefonicznego. Początkowo miałem takowy dostać, ale moi rodzice zrezygnowali z tego pomysłu, gdy okazało się, że mój najlepszy kumpel nabił kilkaset złotych rachunku. Na kilka dni odechciało mu się nie tylko grać, ale również siadać na twardych powierzchniach. Znam też dwójkę braci, którym udało się dobić do 2000 złotych. Takich historii było sporo, dlatego rodzice uznali, że o wiele lepszym rozwiązaniem będzie podłączenie Neostrady o oszałamiającej prędkości 128 kb/s. Dzisiaj powiedziałbym, że przeglądanie stron internetowych (nie mówiąc o ściąganiu plików!) to była udręka, ale do czytania i pisania na forach komputerowych to w zupełności wystarczyło. Ściągnięcie płyty instalacyjnej do Ubuntu zajmowało chyba cały dzień, przed posłuchaniem piosenki online szło się zaparzyć sobie herbatę.

SpeedTouch Neostrada

Neostrada miała tylko jedną wadę – modemy.

Nie przeszkadzało mi nawet to, że pozwalały na podpięcie do sieci tylko jednego komputera. Ale po każdej burzy przestawały działać. Zanim nauczyłem się odłączać Sagema SpeedTouch od sieci, gdy tylko zaczynały walić pioruny, wymieniałem modem 4-5 razy. Nie wiem od czego to zależało, bo żaden inny sprzęt nigdy nie ulegał uszkodzeniu. Modem ADSL od Neostrady był za to tak delikatny, że strach było z niego korzystać. Ostatnio znalazłem w szafie swój ostatni modem od Telekomunikacji Polskiej. Dawno nie czułem jednocześnie tak skrajnych emocji. Z jednej strony czułem się dobrze, bo zobaczyłem urządzenie, dzięki któremu mogłem rozpocząć swoją pracę. Z kolei z drugiej miałem ochotę rzucić nim o ścianę i mieć pewność, że tym razem mimo usterki nie będę go musiał wieźć do siedziby TP.

Nie mogłem nawet narzekać na prędkość Neostrady. Choć początkowe 128 kb/s nie powalało, to z czasem było coraz lepiej. 256 kb/s, 512 kb/s, 1024 Mb/s – co roku prędkość łącza się podwajała i pozwalała na coraz więcej, a cena usługi pozostawała na starym poziomie. Po pewnym czasie mogłem bez problemu mogłem w kilka godzin pobierać duże pliki oraz grać w gry sieciowe, takie jak Tibia, przy której straciłem mnóstwo czasu. Krótko mówiąc, z Internetu dało się w miarę normalnie korzystać. Największym szokiem było zniesienie limitów na ilość pobranych danych, które często przekraczałem.

xxx porno www

Niestety mój apetyt rósł w miarę jedzenia i cały czas natrafiałem na rzeczy, do których Internet mi nie wystarczał. Najbardziej w pamięci  zapadła mi próba sprawdzenia, czym są magiczne filmy HD, o których tyle słyszałem, ale nigdy ich nie widziałem. Nie pamiętam dokładnie, jaki film ściągałem, ale był to jakiś klasyk wydany jeszcze raz w nowej wersji; możliwe, że coś od Tarantino. W każdym razie ściąganie tego filmu trwało tydzień. Tak – bity tydzień. Gdy się ściągnął, otworzyłem colę, przyniosłem sobie coś do przegryzienia i zacząłem oglądać. Pierwsze 20 sekund to ekran początkowy wytwórni 20th Century Fox, po nim moim oczom pokazał się Murzyn, a następnie drugi. Obaj po prostu rżnęli jakąś wypełnioną silikonem panienkę, ale mimo to ja się czułem wydymany. Ktoś zrobił sobie żart i do sieci wpuścił beznadziejnie skompresowany film porno i to nawet nie w jakości HD. Tydzień zacinającego się Internetu poszedł daleko i nie wrócił.

Łącza, którego nie byłem w stanie wykorzystać, doczekałem się dopiero po przeprowadzce do Warszawy, gdzie miałem prędkości od 30 do 80 Mb/s. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że mimo pozornie dużej różnicy transferu, ze wszystkich korzystało mi się tak samo dobrze. Po prostu w pewnym momencie przestaje robić różnicę, czy gra ściąga się 20 czy 40 minut, skoro i tak dzieje się to wyjątkowo szybko. A jeśli ktoś potrzebuje Internetu tylko do przeglądania stron, może bez problemu za darmo dostać kartę SIM z Internetem Aero2, który pozwoli na darmowe korzystanie z łącza internetowego o prędkości 512 kb/s. Zabawne jest to, że nawet ono będzie szybsze od usługi, za którą jeszcze kilka lat temu płaciliśmy grube pieniądze.

steam logo

Internet zmienił nasze życie, niesamowicie je uprościł.

To dzięki niemu możemy mieć w kieszeni wszystkie utwory świata, to on pozwala nam korzystać ze Steama. To Internet sprawił, że najlepsza i najtańsza wypożyczalnia filmów jest w naszym mieszkaniu lub domu. Internet tak wrósł w nasz świat, że za bardzo się do niego przyzwyczailiśmy i zupełnie go nie doceniamy, a przypominamy sobie o nim tylko wtedy, gdy przestanie działać lub nie opłaciliśmy za niego rachunku.

Czy jednak oznacza to coś złego? Moim zdaniem nie, wolę byśmy nie zauważali Internetu, ale potrafili z niego świadomie korzystać, niż żebyśmy doceniali Internet, ale nie wiedzieli, jak go używać. Tak jak to wyglądało jeszcze kilka lat temu.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement