5 powodów dla których gry na iOS są słabe

5 powodów dla których gry na iOS są słabe

Wczoraj pisałem o tym, co przeszkadza mi w rozwiązaniach typu Android TV. Ostatnio usiłując pograć na iOS znalazłem przynajmniej pięć powodów dla których gry mobilne na urządzenia Apple’a są słabe, a nawet bardzo słabe.

Nie jestem, nie byłem i raczej nie będę wytrawnym graczem. To jednak nie oznacza, że mając iPada nie lubię czasem pograć w mniej wymagające tytuły i jestem przekonany, że robi tak wiele osób, które na co dzień nie są entuzjastami gier. Darmowych pozycji jest mnóstwo, a gdy dodamy do tego gry za jedno euro, wybór jest olbrzymi. Niestety większość tytułów obarczona jest bardzo podobnymi wadami.

Oszustwo na rozmiarze aplikacji

To chyba dość nowy przypadek, bo dopiero ostatnio się z tym spotkałem w casualowych grach. Jednak nie w jednej tytule, a w kilku m.in. Minion Rush i Monster University: Catch Archie. Dwie proste gry oparte na podobnym schemacie. Jednak pobierając tą pierwszą z App Store, a później wychodząc z domu możemy się nieco zdziwić. Gra nam się nie uruchomi bez pobrania dodatkowych danych, co trwa kilka minut i wymaga nie tylko sieci, ale także uruchomionej aplikacji. W przypadku Potworów jesteśmy witani pytaniem czy nie chcemy pobrać tekstur o lepszej rozdzielczości. Ok taka opcja w teorii jest dobra, zwłaszcza gdy mamy smarton czy tablet o niewielkiej pojemności. Jednak czy od gier nie wymagam dopracowanej grafiki. Czemu więc mam oglądać zielonego Mike’a będącego zlepkiem pikseli? Zdecydowanie nie podoba mi się fakt, że twórcy aplikacji zaniżają wielkość aplikacji w informacjach w AppStore, a później często wymuszają pobieranie dodatkowych danych.

Mikropłatności, wszędzie mikropłatności

Drugim takim nachalnym problemem gier na iOS stały się mikropłatności. Sama idea za nimi stojąca jest świetna, zwłaszcza gdy mówimy o ujęciu biznesowym. Użytkownicy otrzymują darmową grę, często jednak decydują się na wykupienie dodatków, twórca zarabia więcej niż gdyby żądał zapłaty przy pobieraniu aplikacji. Niestety obecnie mikropłatności stały się bardzo natarczywe. Istnieją takie gry, jak krytykowany już za to przeze mnie Real Racing 3, gdzie gra bez dokonania płatności jest praktycznie niemożliwa. W takim przypadku wolałbym już z góry zapłacić, niż łudzić się „darmowością” tytułu.

Problemy z synchronizacją, dodatkowe konta

Wiele gier posiada swoje uniwersalne wersje zarówno na iPhone’a, jak i iPada lub dedykowane odpowiedniki. Często jednak synchronizacja stanu gry jest niemożliwa, lub wymaga zakładania kont na dodatkowych serwisach. Zresztą o rejestracje w zewnętrznych usługach proszeni jesteśmy stosunkowo często. Obecnie sytuacja zaczyna się powoli zmieniać, twórcy aplikacji zaczęli korzystać z synchronizacji po przez iCloud i to działa, chociażby w przypadku „Where’s my water?”. Nie zawsze jest tak różowo, a o ile tworzenie nowego konta jest dobre gdy mamy np. iPada i telefon z Androidem, o tyle tworzenie takich kont praktycznie do każdej gry jest uciążliwe.

Robienie gier na jedno kopyto. Wykorzystanie pomysłu, aż do znudzenia

Skoro jesteśmy już przy „Where’s my water?” nie trudno zauważyć, że w App Store znajduje się już kilka podobnych tytułów od Disney’a. Mamy wersję z Myszką Miki i Pepe Panem Dziobakiem. Są też tytuły konkurencyjne stylizowane na hit Disneya. Jeszcze gorzej jest w przypadku Tample Run, ta gra została już przerobiona na kilkanaście różnych wersji. Wspomniane wcześniej gry „Minion Rush” i „ Monster University: Catch Archie” są tego przykładem. Schemat jest ten sam, tylko bohaterzy się zmieniają. A to przecież gry promowane przez dwa rywalizujące ze sobą studia filmowe. Ok, wiele tych tytułów wciąga, ale czy naprawdę tak trudno wymyśleć coś bardziej oryginalnego? Zapewne nie, ale lepiej postawić na schemat, który jest sukcesem. Szkoda, że zbyt często twórcy gier idą po najmniejszej linii oporu.

Przenoszenie kultowych pozycji

Skoro nie nowe gry, ze świeżymi pomysłami, stworzone z myślą o mobile, to może powrót do korzeni gier komputerowych? Generalnie jest to jedno z lepszych rozwiązań, użytkownicy kochają kultowe gry, twórcy dostają sprawdzony tytuł i biznes się kręci. Wszyscy powinni być zadowoleni. Wszyscy lecz nie ja. Ostatnio znów dałem się nabrać. Icy Tower Classic – dumnie głosi tytuł aplikacji. Z tą kultową mini grą wspólna była jednak jedynie grafika i ścieżka dźwiękowa. Oczywiście, trudno jest zastąpić realną klawiaturę, wirtualnymi strzałkami. Ale samo system  sterowania to nie jedyny zarzut, dodano oczywiście mikropłatności i kilka innych elementów jak chociażby dodatkowe życia. Trudno takie uatrakcyjnienie rozgrywki nazwać klasyką, zwłaszcza że to nie pierwszy tytuł mający przywrócić legendarną Icy Tower do mobilnej rzeczywistości.

Jest wiele innych kultowych gier, które zostały przeniesione naprawdę poprawnie, zwłaszcza te bardziej zaawansowane pozycje jak KOTOR czy GTA. W mini grach i platformówkach tak dobrze nie jest. Nowy, mobilny Rayman też jakoś mi do gustu nie przypadł.

#problemypierwszegoświata

To o czym wspomniałem, to dla wielu błahostki. W końcu każdy z nas znajdzie ważniejsze dla siebie sprawy, niż gierki i ich wady. Jednak te mankamenty w mobilnych grach mocno odzwierciedlają ten rynek, który wyrósł w ciągu ostatnich pięciu lat. Większość tytułów jest oparta na tych samych schematach i niewiele pozycji rzeczywiście zasługuje na uwagę, a pozornie tanie gry stają się pułapką pełną mikropłatności. Smartfony i tablety to bardzo dobre, współczesne konsole do gier, zwłaszcza dla niedzielnych graczy. Jednak większość tytułów nie jest tak wspaniała, jakby się mogło wydawać.

Zdjęcie two girls play video games isolated on white background pochodzi z serwisu Shutterstock.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement