Zostałam nowocześnie okradziona – przynajmniej wiem, na co złodziej wydał moje pieniądze!

Felieton/Technologie 07.06.2013
Zostałam nowocześnie okradziona – przynajmniej wiem, na co złodziej wydał moje pieniądze!

Piszę dla Was dłuższy tekst, ale idzie mi jak krew z nosa, bo zostałam wytrącona nieco z równowagi. Prawdopodobnie winna jest temu wszystkiemu moja własna głupota, bo przecież od dawna mam wrażenie, że karty płatnicze to jakiś większy przekręt i zbyt łakomy cel dla przestępców, a ignorowałam to. Intuicja podpowiadała „coś jest nie tak”, stłamsiłam i proszę – zostałam orżnięta koncertowo.

Bo przecież wszystkim się zdarza, tylko nie mi, prawda? Nikt mnie nie okradnie, nikt nie użyje mojej karty, to jakieś abstrakcyjne pojęcia z telewizji i internetu, ostrzeżenia typu „nie podawaj adresu w sieci”. „Uważaj komu dajesz kartę płatniczą i udostępniasz dane” – truizm, jasne. Poza tym w Polsce to niepopularna forma przestępstw, takim to bezpiecznym krajem jesteśmy.

Wchodzę sobie wczoraj na konto z mojego domu na końcu świata, raczej końcu polski, i okazuje się, że oto kursowałam sobie teleportem między Nowym Jorkiem a Polską, płacąc tą samą kartą. W Nowym Jorku kupowałam benzynę, odwiedzałam lokalne spożywczaki, pizzerię i fastfoody, po drodze myjąc dwa razy samochód, a w Polsce robiłam zakupy w swoim wiejskim sklepie, kupowałam bilety na rodzime InterCity, odwiedziłam Coffeheaven i Rossmana… Albo dostałam rozdwojenia jaźni, albo ktoś mnie sklonował łącznie z kartą płatniczą, albo… Zostałam nowocześnie okradziona!

pizza

Nowoczesna kradzież – w odróżnieniu od kradzieży tradycyjnej, znanej od wieków – cechuje się tym, że okradziony dostaje informację, na co złodziej przeznaczył „zdobyte” pieniądze.

Kiedyś kradło się portfele z gotówką, a biedna ofiara, cóż, pozostawała tylko ze świadomością, że ktoś gdzieś używa sobie za owoc jej ciężkiej pracy. Szansy na odzyskanie były zerowe, no ale jakoś tak łatwiej było pogodzić się też ze stratą. Stał się, pieniądze wyparowały, może ktoś kupuje sobie telewizor, może zafundował sobie na nasz koszt kolację, a może leki dla schorowanej matki? Wyobraźnia działała, policja nic nie robiła, nie było do kogo nawet zgłosić reklamacji.

Czasy się zmieniają, technika idzie do przodu, to i złodzieje mają ciężej. Co komu po ukradzionej karcie płatniczej, skoro delikwent od razu zorientuje się, że karty nie ma, zablokuje i odetnie źródełko? Trzeba kombinować – można wykraść dane karty, można ją też zeskanować, sklonować czy jak to się w tym żargonie złodziejskim nazywa. Potwierdzenia nie mam, bank bada moją sprawę, ale prawdopodobnie chodzi o sklonowanie, i nawet z dużą dozą prawdopodobieństwa wiem, kiedy się zdarzyło. Bo przeczuwałam.

W Stanach Zjednoczonych nie podoba mi się ten cały przestarzały system płatności. PIN to u nich rzadkość, chip w karcie? Po co, mamy pasek magnetyczny! 15 marca, wychodząc ze sklepu na przy Times Square pomyślałam sobie, że coś mi się w tej płatności nie podobało – facet nie chciał nawet podpisu, wziął kartę, odwrócił się, coś tam zrobił, oddał, ja zapytałam „czy to już?”, on że tak. Pomyślałam „AMERYKANIE…”, a na fejsa nawet wrzuciłam status wyrażający niezadowolenie z takich sposobów płatności. Ta intuicja!

fejs

Idę o zakład, że to właśnie wtedy ów pan zeskanował moją kartę, by teraz, w czerwcu, radośnie używać jej do płacenia za codzienne wydatki. Moimi pieniędzmi oczywiście. Ale przynajmniej dostałam informacje, na co je wydał!

Nowoczesna kradzież ma też, paradoksalnie, jedną zaletę – mogę złożyć do banku reklamację, a ponieważ karta była ubezpieczona, to kto wie, może nawet odzyskam moje pieniądze? Przecież to jasne, że nie teleportowałam się z Nowego Jorku i z powrotem, a dwóch takich samych kart płatniczych nie posiadałam. Mogę ponarzekać, popatrzeć na historię transakcji, pozgłaszać, odzyskać.

Oszust-złodziej użył sobie na całkiem sporą kwotę, a ja mam dwa wnioski. Jeden pozytywny – nowoczesna kradzież jest przyjemniejsza, bo odbywa się jakoś tak mało brutalnie, bez wyrywania torebek i portfeli, kulturalnie i informacyjnie, z szansą na odzyskanie pieniędzy.

Drugi jest nieco mniej pozytywny – na cholerę mi te wszystkie karty? Gdyby złodziej kradł tradycyjnie, to pewnie ukradłby mi 100-200 dolarów, które miałabym przy sobie (wiadomo, nie nosić za dużo gotówki przy sobie!), a nie kilka razy więcej bezpośrednio z mojego konta.

I nie zastanawiałabym się, czy ta pizza była smaczna. Takie czasy.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement