Office 2013 za darmo, czyli jak omamić klienta

Felieton/Sprzęt 06.06.2013
Office 2013 za darmo, czyli jak omamić klienta

Jedną z unikatowych zalet tabletów z Windows RT jest wbudowany w nie pakiet Office 2013. Posiadacze droższych urządzeń z Windows 8 musieli go sobie dokupić na własną rękę. Microsoft zaczyna jednak kombinować.

Tablety z Windows RT są, zdaniem niektórych, nieco zbyt drogie w porównaniu do tego, co oferują. Mogę się zgodzić z tym tylko częściowo: owszem, są, jeżeli zakładamy, że to urządzenia wyłącznie do przeglądania Internetu i grania w Angry Birds. Jednak jeżeli pracujemy dużo w Office, nagle okazują się bardzo atrakcyjne. Owszem, nie każdy potrzebuje Office’a, więc nie dla każdego to zaleta. Biorąc jednak pod uwagę możliwość pracy na pełnym Office, dla niektórych to okazja.

Kuriozalnie, osoby które płacą więcej (tablety z Windows 8 są raczej droższe) otrzymują mniej. Przynajmniej w omawianym kontekście, bo sam system jest oczywiście dużo funkcjonalniejszy od RT. Office’a trzeba sobie, na własną rękę, dokupić. To ma się zmienić. Przynajmniej częściowo.

Microsoft podczas targów Computex 2013 ogłosił, że wszystkie urządzenia o przekątnej ekranu osiem cali lub mniej będą miały preinstalowanego Office’a 2013 za darmochę. Konkretniej: Worda, PowerPointa, Excela i OneNote’a (zabraknie więc Outlooka i bardziej wyspecjalizowanych aplikacji). Wydawać by się mogło, że super sprawa, nieprawdaż? W końcu mamy rozbudowany, uznawany za jeden z najlepszych, kosztowny pakiet biurowy za zero złotych. Zgoda, ale to trik i iluzja. Bo kto będzie pracował nad rozbudowanym arkuszu excelowym na siedmiocalowym, malutkim ekranie dotykowym?

Office to jedna z głównych „sił” i źródeł dochodu Microsoftu, zresztą całkiem zasłużenie.

Używam, nie chcę nic innego. Nie widzę jednak szans na sensowną pracę na nim na tak małym ekranie. Jasne, zawsze można podłączyć zewnętrzny monitor, klawiaturę i myszkę i wtedy sytuacja staje się dużo przyjemniejsza. Odnoszę jednak wrażenie, że mało kto zdecyduje się na atomowy tablecik jako główne narzędzie pracy, które przynosi do biura, podłączając do niego cały zestaw akcesoriów. Sam Office 2013, mimo wysiłków Microsoftu, wciąż nie nadaje się do obsługi dotykiem. Do czego więc może służyć? Do tego samego, co na smartfonie: możliwość podejrzenia dokumentu i ewentualne naniesienie drobnych poprawek.

Ktoś mógłby rzec, że to już wystarczy i że preinstalowanie za darmo Office 2013 to świetna sprawa. Ponownie: zgoda. Ustaliliśmy już jednak, że większość użytkowników wykorzysta go do prostych poprawek i jako czytnika dokumentów. A teraz spójrzmy na szerszy kontekst. Wraz z premierą Windows 8.1 (a zatem również i mini-tabletów z 8- i 7-calowymi ekranami) pojawić się mają aplikacje Office MX, czyli aplikacje Office w wersji Modern UI. Jedna już jest (OneNote MX). Word, Excel i PowerPoint będą pod koniec roku, okrojone do poziomu możliwości Office Web Apps i… darmowe. Nie wystarczą do Bardzo Poważnej Pracy, z całą pewnością. Ale do prostej edycji, w zupełności. A mogą okazać się pod tym kątem lepsze, dzięki optymalizacji pod interfejs dotykowy.

Wniosek? Office 2013 za darmo na małym tablecie to fajna sprawa i nikt tu nie twierdzi inaczej. Tyle że nie tak fajna, jak mogłoby się wydawać. To świetnie, że Microsoft daje nam coś takiego za darmo. Ale nie jest to żaden selling-factor, nie licząc wybranych jednostek, które faktycznie zamierzają podłączać tablecik do monitora, myszki i klawiatury (lub chociaż monitora, jeżeli do urządzenia dołączona będzie sensowna stacja dokująca). To sztuczka, jak u iluzjonisty, mająca przyciągnąć naszą uwagę wielkim bum!.

„Szybko, niech kupują, zanim dotrze do nich, że to bez sensu”.

Można to było zrobić inaczej, lepiej, z korzyścią dla obu stron. A co jeśli do każdego małego tabletu dołączony byłby kupon na roczną subskrypcję Office’a 365? Użytkownik by na tym skorzystał (możliwość instalacji na pięciu maszynach równocześnie, w tym laptopie, tablecie i mini-tablecie, całość spięta w chmurze – mega fajna sprawa) i Microsoft (prosta zasada dilera: pierwszą działkę dajemy za darmo, za następną płacisz).

A tak z pewnością część użytkowników da się skusić, słupki sprzedaży na chwilkę wzrosną, po czym zdadzą sobie sprawę, że to faktycznie bez sensu i Microsoft będzie musiał wymyślić zupełnie nowy trik. Wystarczyło chwilkę pomyśleć.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement